kuchnia
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
pozycjonowanie stron | Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu.

Zobacz: / Wegetarianizm / Festiwal wegetarian
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
Krystyna*Opty*

Posted: 20 Paź 2007 16:22:45



http://fakty.interia.pl/galerie/fakty/festiwal-wegetarian,14873

Krystyna



Chiron

Posted: 22 Paź 2007 11:45:11




http://fakty.interia.pl/galerie/fakty/festiwal-wegetarian,14873

Krystyna
--
"jestem przekonana, ze jeszcze w tym wieku powszechne stanie sie
postrzeganie
miesozerstwa jako pokrewnego zabojstwom czy gwaltom, a zabicie zwierzecia
w
celu zjedzenia go stanie sie w cywilizowanych krajach scigane z mocy prawa
- wegetarianka: "zalozylam_nowe"


To już pisałem dosyć dawno temu, pokazując, jak zmienia się ludzka
mentalność: np jeszcze w 19 wieku za normalną uważano zabawę polegającą na
strzelaniu dla wprawy do zwierząt- dziś by to raczej nie przeszło. Nie
jestem jednak za jakimiś nakazami. Wegetarianizm- to dla mnie styl życia
związany z tolerancją

Chiron






Chiron

Posted: 22 Paź 2007 11:58:05




http://fakty.interia.pl/galerie/fakty/festiwal-wegetarian,14873

Krystyna
--
"jestem przekonana, ze jeszcze w tym wieku powszechne stanie sie
postrzeganie
miesozerstwa jako pokrewnego zabojstwom czy gwaltom, a zabicie zwierzecia
w
celu zjedzenia go stanie sie w cywilizowanych krajach scigane z mocy prawa
- wegetarianka: "zalozylam_nowe"

inna sprawa- sądząc po komentarzach- raczej nikt z komentujących nie jest w
stanie zrozumieć, że ktoś, kto wbija sobie szpile- nie okalecza się, nie
odczuwa bólu. To coś, jak przejście przez ogień...ale zrozumie ten, co
świadomie (nie transowo!) przeszedł
pozdrawiam
Chiron






Krystyna*Opty*

Posted: 22 Paź 2007 14:31:51





http://fakty.interia.pl/galerie/fakty/festiwal-wegetarian,14873
--
"jestem przekonana, ze jeszcze w tym wieku powszechne stanie sie
postrzeganie
miesozerstwa jako pokrewnego zabojstwom czy gwaltom, a zabicie
zwierzecia w celu zjedzenia go stanie sie w cywilizowanych krajach
scigane z mocy
prawa - wegetarianka: "zalozylam_nowe"

inna sprawa- sądząc po komentarzach- raczej nikt z komentujących nie jest
w stanie zrozumieć, że ktoś, kto wbija sobie szpile- nie okalecza się, nie

odczuwa bólu. To coś, jak przejście przez ogień...ale zrozumie ten, co
świadomie (nie transowo!) przeszedł
pozdrawiam
Chiron

Ależ okalecza się, okalecza... ;) Nie próbuj zmieniać znaczenia pojęcia
"okaleczenie" http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=okaleczenie

Istotą takiego zbiorowego okaleczania się jest powód i cel. Wg mnie jest to
desperacki sposób na wywołanie podziwu współplemieńców (chyba z braku
innych sposobów np. możliwości intelektualnych?), no i wzbudzenia silnych
emocji
w celu wywołania wydzielania dużych ilości endorfin. Klasyczny paradoks:
zadawanie sobie bólu w celu osiągnięcia przyjemności (euforii).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Endorfiny

Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.
I nasze rodzime chodzenie po ogniu też dotyczy ludzi mających na co dzień
jakieś przykre problemy (ciepienia psychofizyczne) i taki zabieg ma
organizmowi "dać kopa", zadziałać bodźcowo, wzmocnić go, pobudzić do walki
z chorobą.

Krystyna



Pszemol

Posted: 22 Paź 2007 15:10:48



To już pisałem dosyć dawno temu, pokazując, jak zmienia się ludzka mentalność: np jeszcze w 19 wieku za normalną uważano zabawę
polegającą na strzelaniu dla wprawy do zwierząt- dziś by to raczej nie przeszło. Nie jestem jednak za jakimiś nakazami.
Wegetarianizm- to dla mnie styl życia związany z tolerancją

Jak to nie przeszloby?
Mysliwi juz nie istnieja? Zabijaja dla sportu, nie z glodu.
Na jakim swiecie Ty zyjesz?





Chiron

Posted: 22 Paź 2007 17:26:54




To już pisałem dosyć dawno temu, pokazując, jak zmienia się ludzka
mentalność: np jeszcze w 19 wieku za normalną uważano zabawę polegającą
na strzelaniu dla wprawy do zwierząt- dziś by to raczej nie przeszło. Nie
jestem jednak za jakimiś nakazami. Wegetarianizm- to dla mnie styl życia
związany z tolerancją

Jak to nie przeszloby?
Mysliwi juz nie istnieja? Zabijaja dla sportu, nie z glodu.
Na jakim swiecie Ty zyjesz?

Ok- ale nie to dokładnie chciałem powiedzieć. Współczesne myśliwstwo jest
ograniczone:
1. niewielu ludzi siętym zajmuje
2. mają limity strzelań, także niewielkie szkody mogą uczynić

Chodziło mi o to, że kiedyś jechało się do lasu po prostu sobie postrzelać-
często nie dbając nawet o zabitą zwierzynę. Było to powszechne i nie
wzbudzało emocji- ot, panowie się bawią (wiek 19). Dziś myśliwi podlegają
ścisłym ograniczeniom- a dodatkowo ich działanie spotyka się często z
protestami ekologów.

Chiron






.ana

Posted: 22 Paź 2007 18:07:16



Chiron napisal

--
"jestem przekonana, ze jeszcze w tym wieku powszechne stanie sie
postrzeganie
miesozerstwa jako pokrewnego zabojstwom czy gwaltom, a zabicie zwierzecia
w
celu zjedzenia go stanie sie w cywilizowanych krajach scigane z mocy prawa
- wegetarianka: "zalozylam_nowe"

inna sprawa- sądząc po komentarzach- raczej nikt z komentujących nie jest w
stanie zrozumieć, że ktoś, kto wbija sobie szpile- nie okalecza się, nie
odczuwa bólu. To coś, jak przejście przez ogień...ale zrozumie ten, co
świadomie (nie transowo!) przeszedł
pozdrawiam


Takie okaleczenia to mały pikuś;)
Tu jest coś potężniejszego i niezrozumiałego.
Rozumiesz to?
Bo ja nie!!!

http://serwisy.gazeta.pl/film/1,62090,2480791.html

Eunuch przynosi szczęście
Robert Stefanicki
2005-01-06, ostatnia aktualizacja 2005-01-10 12:36
Dziś w miliardowych Indiach eunuchów jest około miliona, z czego sto tysięcy
mieszka w Delhi. Na jednym tylko zlocie w mieście Baroda zbiera się ich co roku
50 tysięcy. O indyjskich kastratach pisze Robert Stefanicki
ZOBACZ TAKŻE


• Indie, kraj magiczny




Ramakand mówił, że będzie piękna, i nie przesadził. Gładka śniada skóra, ciemne
oczy, długie włosy natłuszczone palonym olejem kokosowym, złoty kolczyk w lewym
nozdrzu. Na wypielęgnowanych rękach tuzin pierścionków i bransoletek. Koniec
pstrokatego sari zarzuciła na głowę, chroniąc się przed słońcem i natrętnymi
spojrzeniami. Wiedziałem, kim jest, i pewnie dlatego starałem się dostrzec w
niej coś nienaturalnego, niekobiecego. Może zarys kości policzkowych...

- Pisać o tobie "on" czy "ona"?

Nilofer odwróciła głowę i zgrabnie wysmarkała się na trawę, po czym milczała
przez dobrą minutę. Czyżbym popełnił gafę? To moja pierwsza randka z eunuchem.

- Kogo widzisz, patrząc na mnie - odezwała się lekko zachrypniętym falsetem -
mężczyznę czy kobietę?

- Hm, z pewnością nie mężczyznę.

- Jestem hidżra, co znaczy "ani mężczyzna, ani kobieta". Ale widzisz kobietę,
bo mam w sobie więcej pierwiastka żeńskiego niż męskiego. Pisz "ona", tak
będzie lepiej.

Nagle chwyciła moją dłoń i przysunęła się, przenikliwie zaglądając mi w oczy,
aż poczułem ostrą woń cebuli z jej ust. - Czasem czuję się jak kwiat, którego
nasienie złośliwy wiatr zasadził na wysypisku śmieci - wyszeptała teatralnym
tonem. - Taki niepotrzebny, zagubiony, śmieszny. Czy kwiat ma płeć?

Amar umarł, narodziła się Nilofer

Nilofer-Amar jako dziewięcioletni chłopiec uciekł z domu na pendżabskiej wsi do
Delhi. Pracował jako służący, ale - jak mówi - źle go traktowano. Zaprzyjaźnił
się z eunuchami z sąsiedztwa, a ci sprzedali go jednemu ze swych guru. Amar
mieszkał razem z hidżra i z czasem nabierał ich manier, coraz bardziej
zmieniając się w Nilofer. Przemiana dopełniła się po trzech latach.

Którejś nocy siwowłosy guru obudził chłopca i wprowadził do mrocznego pokoju.
Powietrze gęste było od aromatu kadzidełek. Pod ścianami, w cieniach rzucanych
przez olejne lampki, siedziały skulone postacie. Guru podniósł jedną lampkę z
ziemi i objął chłopca ramieniem, oświetlając jego twarz. Obaj wolnym krokiem
obeszli pomieszczenie dookoła. - Czy zgadzacie się go przyjąć? - zapytał. Spod
ścian odpowiedziały pomruki aprobaty. Odezwały się bębny, coraz szybciej
wybijając głuchy, monotonny rytm.

Pośrodku pokoju umieszczono duży drewniany fallus, który obficie posmarowano
olejem. Dwóch silnych ludzi chwyciło chłopca za ramiona i, nagiego już,
wsadziło na pal. Bębny warczały jak szalone. Chłopiec zemdlał. W jednej z dłoni
błysnęła brzytwa, szybkim cięciem pozbawiając go męskości.

- Amar umarł, narodziła się Nilofer - obwieścił guru. Wrzucił odcięte organy do
ognia i wypluł na ranę przeżute liście betelu. Krew zmieszała się z ich sokiem
i wąską strugą popłynęła po ziemi.

Klejnoty w szkatułce

Kastraci pojawili się w Indiach wraz z islamem. Słowo Proroka po raz pierwszy
przywieźli tu w VII wieku Arabowie, a tysiąc lat później prawie cały
subkontynent znalazł się pod panowaniem Wielkich Mogołów. Wykastrowani
niewolnicy pilnowali haremów na mogolskich dworach. Bezpłciowość pozwalała im
być łącznikiem między męską stroną dworu a stroną damską. Towarzyszyli też
kobietom, jeśli musiały one wyjść na zewnątrz. Nosili turbany i męskie
odzienie. Zanim zatrudniono eunucha, musiał on udowodnić swoją impotencję,
zdarzało się zatem, że kastraci w szklanej szkatułce trzymali swe odcięte
klejnoty celem prezentacji.

Eunuchowie pełnili też role służących, kucharzy, akuszerek i opiekunek dzieci,
a także powierników. Najbardziej zaufanym królowie pozwalali nawet rządzić pod
swoją nieobecność. Eunuch imieniem Basant dowodził w XVIII wieku armią jednego
z władców. Z czasem posiadanie własnego eunucha stało się modne. W XIX wieku w
arystokratycznych domach miasta Hajdarabad hidżra (określenie to pochodzi
zapewne od perskiego hiz - zniewieściały, nieskuteczny) stanowili nawet 70
procent służby.

Dziś w miliardowych Indiach eunuchów jest około miliona, z czego sto tysięcy
mieszka w Delhi. Na jednym tylko zlocie w mieście Baroda zbiera się ich co roku
50 tysięcy.

Tajemnice eunuchów

Nie jest łatwo dowiedzieć się czegoś o indyjskich eunuchach. Nikt nie zaprzecza
ich istnieniu, ale zainteresowanie nimi nie leży w dobrym tonie. Wzmianka o
hidżra budzi w najlepszym razie zaskoczenie, a zwykle odruch obrzydzenia, jakby
rozmowa nagle zeszła na temat szczurów lub pijawek. Brak nawet oficjalnych
danych na ich temat, bo formularze spisu ludności nie uwzględniają "trzeciej
płci".

Norman Penzer w latach 20. opisał system wstępowania do eunuszej "kasty"
pawajów w prowincji Baroda. Nowicjusz dostawał kobiece imię i szaty,
przekłuwano mu uszy; musiał też udowodnić swoją impotencję, na przykład leżąc
nago obok prostytutki. Po kilku miesiącach następowała inicjacja - czyli
kastracja, którą delikwent wykonywał własnoręcznie brzytwą. Przez następne trzy
dni leżał na plecach bez ruchu i "trzydzieści funtów oleju sezamowego lano na
jego okaleczoną część". Przez kolejne dziesięć dni do rany przykładano liście
babki i lecznicze płyny. Głównym pożywieniem pacjenta było masło. Po
czterdziestu dniach od operacji uważany był za zdrowego, choć - jak pisze
Penzer - "nierzadko kończyło się to śmiercią".

Oprócz cięcia brzytwą, w Indiach znano jeszcze inną, powolną metodę kastracji:
dookoła organów wiązano włos z końskiego ogona, zaciskając go co dzień
ciaśniej, aż w końcu genitalia odpadały. Opisaną przez Nilofer inicjację na
drewnianym fallusie nieliczni autorzy zajmujący się tym tematem interpretują
jako akt "rozdziewiczenia" poprzez rozerwanie odbytu, a być może także
przygotowanie do stosunków homoseksualnych.

Hidżra zazdrośnie strzegą swoich tajemnic. Milczą, może wierząc, że aura
tajemniczości uchroni ich przed dalszym upadkiem. A nawet jeśli mówią, to nigdy
nie wiadomo, ile jest w tym prawdy.

Wyrzuceni na margines społeczeństwa, skopiowali jego kastową strukturę, dzieląc
się na grupy w zależności od aktywności seksualnej, sposobu zarabiania,
pochodzenia, miejsca zamieszkania i tego, co pozostało im między nogami.
Wykastrowani nie lubią niewykastrowanych, uważając ich za przebierańców. Ci z
dobrych domów gardzą tymi z ulicy. Tancerze odcinają się od prostytutek.

Mają swoje rewiry i zazdrośnie strzegą stref wpływów - kilka lat temu w wojnie
gangów w mieście Bhopal zginęło kilkudziesięciu eunuchów. Nigdy nie korzystają
z powszechnego wymiaru sprawiedliwości, polegając na własnych sądach. Mają też
swoje fundusze emerytalne i kasy chorych, do których wpłacają co piątą
zarobioną rupię. Dzięki temu ponoć żaden eunuch na starość nie głoduje. Na
czele każdej społeczności stoi guru i "rada starszych". Każdy hidżra ma swojego
mistrza, po którym dziedziczy.

Atmosfera tajemniczości otacza pogrzeby eunuchów. Dwaj wynajęci grabarze w
białych maskach ładują w nocy zawinięte ciało na wózek i wiozą je na
muzułmański cmentarz. Nie ma procesji ani żałoby, o śmierci wie tylko
"rodzina". Krążą plotki, że hidżra podrzucają ciała swoich zmarłych do innych
świeżych grobów.

Wynocha, zboczeńcu!

Trudno było o gorsze miejsce na spotkanie niż Connaught Place - coś pomiędzy
parkiem a megatrawnikiem we wnętrzu wielkiego ronda w centrum Delhi. Samotne
kobiety narażone są tu na zaczepki niekoniecznie samotnych mężczyzn, a do
zagranicznego turysty natychmiast ustawia się kolejka żebraków, pucybutów,
czyścicieli uszu, przepowiadaczy przyszłości, sprzedawców czego-tylko-chcesz i
wszelkiej maści pomocników. Ale biały człowiek w towarzystwie eunucha - to
dopiero gratka! Tłum dookoła gęstniał z minuty na minutę.

- Wynocha, zboczeńcu!

- Czego chcesz od zagranicznego gościa? Pan nic mu nie płaci, oni zawsze
kłamią, naciągacze.

- Hej, mister, ja znać dobry hotel cisza spokój i bara-bara z eunuchem!

Przez paletę lubieżnych uśmiechów betelowo-czerwonych zębów i gniewnych gestów
w niegdyś białych podkoszulkach przebiła się spóźniona gęba Ramakanda.
Delhijski cwaniak i anarchista chwycił nas pod ręce i wpakował do autorikszy. W
kłębach spalin mknęliśmy - jak powiedział - do matki Nilofer.

Kajal złożona w ofierze

Matka Nilofer okazała się 50-letnim eunuchem o imieniu Kajal. Siedziała na
klepisku swojej klitki i kroiła rzepę. Jak na dzielnicę slumsów, mieszkanie
Kajal to prawie apartament: miało murowane ściany i blaszany dach. Z sufitu
zwisał długi drut zakończony żarówką, na półkach z zardzewiałego kątownika
tłoczyły się rzędy puszek i słoików, a w kącie grał mały telewizor. Małpa na
smyczy trzymała pilota.

Trzydzieści rupii przekonało Kajal, by opowiedziała swoją historię.

- Urodziłam się w biednej rodzinie - zaczęła z eunuszym zaśpiewem, podkreślając
każde zdanie gestami rodem z ulicznego teatru. - Miałam czworo braci i trzy
siostry. Byłam chłopcem, ale zachowywałam się inaczej: bawiłam się z
dziewczynkami, pożyczałam zabawki i sari od sióstr. Ojcu się to nie podobało,
bił mnie i głodził, a sąsiedzi wytykali palcami. Kiedy miałam sześć lat, w
wiosce pojawili się hidżra. Rozmawiali z moimi rodzicami, a potem zabrali mnie
ze sobą.

W Indiach, kiedy rodzi się kulawe cielę, zostaje złożone w ofierze bogom.
Podobnie kiedy rodzi się impotent albo osoba o nienormalnej seksualności,
ofiarowuje się ją eunuchom.

- Dziś widzę, że to było najlepsze wyjście - powiedziała Kajal. - Hidżra
opiekowali się mną lepiej niż moja prawdziwa rodzina. U nich odnalazłam swoje
miejsce, zostałam zaakceptowana. Nie chodziłam głodna, nie musiałam się
martwić, jak zarobić na życie.

Kajal przez 15 lat mieszkała w domu eunuchów, którzy zabrali ją od rodziny.
Potem "wyszła za mąż" (za mężczyznę), by po kilku latach znaleźć się w innej
komunie hidżra w Delhi. (Porzucona? Owdowiała? Odeszła z własnej woli? Kajal
nie chce mówić o swoim małżeństwie). Tam zaopiekowała się Nilofer - tak jak
matka opiekuje się przybraną córką.

Drogi Nilofer i Kajal rozeszły się. "Córka" wciąż żyje w komunie w Starym
Delhi; "matka" mieszka sama, ale wspólnie z kilkoma innymi eunuchami zarabia
tańcem i śpiewem na rodzinnych uroczystościach. Kajal z dumą mówi, że jest
szefem grupy.

- Żyję biednie, ale jestem bardzo szczęśliwa - zapewnia. - To są moje dzieci -
śmieje się, głaszcząc małpkę i przytulając do policzka białą kurę.

Eunuch wie wszystko

Żyją najczęściej z wymuszania pieniędzy, wpisując się jednak nie w kronikę
kryminalną (choć i to się zdarza), ale w tradycję. Nieproszeni, bezbłędnie
pojawiają się na każdym weselu, nie przegapią też żadnej uroczystości z okazji
narodzin dziecka. Jak to robią? Ponoć mają swój prywatny wywiad. Docenia to
nawet policja, która używa hidżra jako informatorów. - Eunuch będzie wiedział,
że moja żona jest w ciąży, zanim ja się o tym dowiem - śmieje się Ramakand. -
Ba, ona sama może jeszcze o tym nie wiedzieć!

Po wtargnięciu zespół eunuchów rozpoczyna występ: w rytm bębenków i tamburynów
tańczą w stylu przypominającym kiepską parodię flamenco. "Och, matko, nigdy nie
będziemy mieli dzieci - zawodzą - więc przyszliśmy pobłogosławić twoje dziecko
i życzyć mu szczęścia".

- Odwiedzamy domy tylko z radosnych okazji - tłumaczy Kajal. - Nasze życie jest
tak smutne, że nie chcemy być częścią żadnego nieszczęścia.

W Indiach wierzy się, że jako upośledzeni przez los, hidżra mają zdolność
ściągania na siebie nieszczęść, które los przeznaczył dla noworodków i młodych
par, a jako istoty bezpłodne, mogą uczynić ich zdolnymi do urodzenia "stu
synów". Dotyczy to wyłącznie prawdziwych eunuchów i gospodarze uroczystości
mają prawo sprawdzić, czy artyści są rzeczywiście kastratami, a nie
przebierańcami.

Usługa oczywiście odpowiednio kosztuje. Jedni płacą, chcąc jak najszybciej
pozbyć się kłopotliwych gości, inni - bo lepiej nie kusić losu. Odmowa zapłaty
żądanej sumy grozi karczemną awanturą.

Ślubów i narodzin najwyraźniej nie starcza, by wyżywić hordy eunuchów. Ich
grupki regularnie krążą po ulicach, zbierając "podatek" od handlarzy, hotelarzy
i przypadkowych przechodniów. Nierzadko przypomina to zwykłe chuligaństwo.

"Eunuchy są coraz bardziej agresywne w wymuszaniu pieniędzy - alarmuje
bombajski tygodnik Colaba Express<. - Filmy przedstawiają ich życie w
sentymentalny sposób, ale w rzeczywistości to bardziej sprawcy przestępstw niż
ofiary. Najwyższy czas, by zajęła się nimi policja".

Typowa przykrość spotkała pewną parę w pociągu do Bombaju. Do przedziału
wtargnęła grupa eunuchów, obsypując ich pochlebstwami i domagając się w zamian
pieniędzy. Chłopak dał im 10 rupii, ale hidżra uznali, że to za mało. Jeden z
nich podwinął sari i obnażył się.

Do podobnych scen dochodzi w środku dnia na ulicach dużych miast. Konto
eunuchów obciążają też drobne kradzieże, a nawet próby gwałtów na młodych
mężczyznach.

Ostatnio znaleźli nowe ofiary: przetrząsają krzaki w poszukiwaniu par, które
wskutek trudnej sytuacji lokalowej tam postanowiły spełnić swoją miłość - i
żądają okupu za zostawienie ich w spokoju.

I bóg został kobietą

Choć kastraci pojawili się w Indiach wraz z islamem, hidżra lubią uzasadniać
swoje istnienie, cytując epizody z Ramajany i Mahabharaty, dwóch starożytnych
poematów hinduizmu. Jednak w tamtych dawnych czasach mianem "hidżra" określano
raczej hermafrodytów, impotentów i męskie prostytutki (dziś zresztą także
wrzuca się ich do worka z napisem "eunuch" razem z kastratami).

Ramajana opowiada, jak to tłum mieszkańców miasta Ajodhia odprowadzał udającego
się na wygnanie boga Ramę. Na skraju lasu Rama odwrócił się i powiedział:
"mężczyźni i kobiety, zawróćcie". Kiedy wracał tą samą drogą po 14 latach,
zobaczył, że hidżra wciąż tam stoją, bo nie czuli się ani mężczyznami, ani
kobietami. Rama pobłogosławił ich i powiedział, że odtąd będą żyć z pracy
innych.

Każdy przesąd w Indiach ma swoje umocowanie w mitologii: eunuchowie przynoszą
szczęście, bo służyli bogom w walce ze złem. Jeden z bohaterów Mahabharaty -
Aravan, godzi się poświęcić swoje życie, a przed śmiercią pragnie tylko
jednego: ożenić się. Tylko że żadna kobieta nie chce zostać wdową. Bóg Kryszna
przybiera więc kobiecą postać, by pojąć bohatera za męża.

Dla eunuchów Aravan jest bogiem, gdyż poślubił Krysznę, wiedząc, że jest on
mężczyzną. Co roku podczas kwietniowej pełni księżyca w jego świątyni na
południu Indii odbywa się zlot eunuchów, którzy uczestniczą w symbolicznej
ceremonii poślubienia Aravana. Po kilku dniach palą jego figurkę na stosie
pogrzebowym i zostają "wdowami".

Jako mąż i żona

Pogarda, z jaką hidżra spotykają się w indyjskim społeczeństwie, po części
wynika z jego nietolerancji i hipokryzji, skrytej pod przykrywką wiktoriańskiej
moralności (homoseksualizm jest zabroniony, ale częste współżycie dwóch
chłopców przed założeniem rodzin spotyka się z milczącą aprobatą). Z drugiej
strony - niektóre zwyczaje i zachowania eunuchów byłyby możliwe do przełknięcia
chyba tylko w San Francisco.

Część "żeni się" między sobą. Wtedy "mąż" zarabia, a "żona" utrzymuje dom. Po
kilku miesiącach może nastąpić zamiana ról. Czasem takie pary wychowują
adoptowane dzieci.

Również mężczyźni żenią się z eunuchami. Tygodnik "India Today" znalazł w Delhi
19 takich par, w tym kilka trójkątów. Skomplikowanie niektórych związków
przyprawia o ból głowy.

Mohammed 14 lat temu postanowił zostać kobietą o imieniu Seema - za pomocą
szminki, nie brzytwy. Seema poślubiła innego Mohammeda, któremu pozwoliła pojąć
drugą, normalną żonę, by - jak tłumaczy - mógł mieć dzieci.

Shamim zarabia na życie jako eunuch, tańcząc na rodzinnych uroczystościach,
choć między nogami niczego mu nie brakuje. Przed laty Shamim wyszedł za mąż za
mężczyznę, a ostatnio ożenił się z córką sąsiada. Teraz mieszkają we troje.

Idris z kolei "zmienia płeć" kilka razy w miesiącu, dzieląc czas między swoją
żonę w Delhi i męża w mieście Mathura.

Zdarzają się, choć coraz rzadziej, przypadki uprowadzania chłopców do komun
hidżra. Jeden z porwanych i siłą wykastrowanych po latach zdołał uciec i pozwał
swoich prześladowców do sądu. Dostali po pięć lat więzienia. Zwykle jednak
takie przypadki nie wychodzą na jaw. Ofiary przyzwyczajają się do życia wśród
eunuchów, po kastracji nie mają zresz- tą większego wyboru, gdyż uciekając,
ryzykowaliby społeczny ostracyzm.

Takie przypadki, choć marginalne, budują mur uprzedzeń. Niektórzy próbują go
zburzyć. W Patnie, stolicy najbiedniejszego indyjskiego stanu Bihar, w roku
1993 hidżra założyli szkołę. Dzięki znajomościom wśród lokalnych polityków
(również ich bawią podczas świąt) dostali grunt od państwa. Czworo z sześciorga
nauczycieli to kastraci. Szkołę utrzymują z własnych zarobków: śpiewając i
tańcząc. Mimo że oferują darmową naukę plus książki i posiłki, przekonanie
rodziców, by posłali tam swoje pociechy, zajęło kilka lat. Dziś niektórzy
rodzice mówią nawet, że od eunuchów dostali więcej niż od rządu.

Kiedy bajka się skończyła

Indie przełomu tysiącleci. Nie ma już haremów. Wulgarnie wymalowane, zakażone
HIV-em prostytutki tłoczą się w klatkach przy bombajskiej Falkland Road.
Maharadżowie dożywają swoich dni z państwowej emerytury; ich rodowe srebra,
jeśli nie zostały skradzione, pokryła patyna, a meble kurz.

Koniec pewnego rozdziału historii skazał eunuchów na wymarcie.

W roku 1884 Brytyjczycy ustanowi-li prawo, w którym przestępstwem stało się
paradowanie po ulicy w kobiecych szatach, obnażanie się oraz zaczepianie ludzi
oraz homoseksualizm. Eunuchami zajęła się policja.

Arystokraci stwierdzili nagle, że kastraci w domu przynoszą pecha, być może
bojąc się, że dzieci nabiorą ich manier. Zaczęli więc pozbywać się hidżra i
najmowali zamiast nich kobiety-służące.

Eunusi wyszli z mody. Jedyne, co zostało im z przeszłości, to trochę pożółkłych
zdjęć i dokumentów pachnących starymi, dobrymi czasami - nadania praw
ziemskich, umowy o pracę. I jeszcze tradycyjne nazwy klanów używane jako
nazwiska: Bedszahwalla, jak nazywają się ci pochodzący z dworu królewskiego, i
Wezyrwalla - z dworu ministra.

Więc jak to się dzieje, że milion eunuchów tańczy dziś i śpiewa na indyjskich
ulicach? Przeżyli swoją bajkę, choć dawny splendor zastąpiła bieda i pogarda.
Wyrzuceni na głęboki margines społeczeństwa, tam właśnie odnaleźli się,
zaakceptowani w nowej roli. Struktura kastowa Indii, na pierwszy rzut oka
okrutna, nikogo nie pozostawia bez poczucia sensu istnienia i nadziei na
odrodzenie w doskonalszej formie. Każda sierota historii znajdzie tu swoje
miejsce.

W tekście wykorzystano informacje z książki Zii Jaffrey "The Invisibles"
.ana

--
Nie widać lasu spoza drzew.




Chiron

Posted: 22 Paź 2007 23:13:08





Istotą takiego zbiorowego okaleczania się jest powód i cel. Wg mnie jest
to
desperacki sposób na wywołanie podziwu współplemieńców (chyba z braku
innych sposobów np. możliwości intelektualnych?), no i wzbudzenia silnych
emocji
w celu wywołania wydzielania dużych ilości endorfin. Klasyczny paradoks:
zadawanie sobie bólu w celu osiągnięcia przyjemności (euforii).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Endorfiny

raczej nie sądzę. Często to jest pewna forma ofiary- poświęcenia się za
grupę (społeczność)

Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.
tego nie rozumiem: dlaczego niby nie są? Z reguły właśnie są to ludzie w "tu

i teraz". A w "tu i teraz" wszyscy są szczęśliwi.

I nasze rodzime chodzenie po ogniu też dotyczy ludzi mających na co dzień
jakieś przykre problemy (ciepienia psychofizyczne) i taki zabieg ma
organizmowi "dać kopa", zadziałać bodźcowo, wzmocnić go, pobudzić do walki
z chorobą.

to już zależy- kto, co i jak. Znam ludzi szczęśliwych, pracujących ze swoim
umysłem, dla których świadome przejście przez ogień jest nie tylko
khatarsis, ale może nawet przede wszystkim pracą ze swoim strachem. Przecież
on jest- i tu się pojawia i krzyczy: "nie zrobisz tego, spłoniesz". Mając
pozwolenie ognia- trzeba się ze swoim strachem...dogadać. To gurdżijewska
świadomość panuje w stu procentach nad strachem. Jeśli zostanie choć 1
procent dla strachu- wtedy będzie bąbelek:-). OK- są też ludzie chorzy.
Jednak do świadomego przejścia potrzebny jest w pełni zdrowy umysł. A nikt o
zdrowym umyśle nie jest nieszczęśliwy.

Chiron






Chiron

Posted: 22 Paź 2007 23:32:48




Chiron napisal
Takie okaleczenia to mały pikuś;)
Tu jest coś potężniejszego i niezrozumiałego.
Rozumiesz to?
Bo ja nie!!!
trudno zrozumieć tak odległą od naszej kulturę. Jednakże- zobacz, jeszcze

kilkadziesiąt lat temu (może i teraz) we Włoszech popularnością cieszyły się
chóry kastratów. Młody człowiek, mający jakiś talent do śpiewu- został
kastrowany przed wiekiem pokwitania. To jeden aspekt. Wiesz też zapewne, że
jest w Europie wielu ludzi- kobiet w ciele mężczyzny. I zamiast kastrować
się tak, jak w Indiach- robią to w wielu krajach na stole chirurgicznym.
Zauważ proszę, że np w państwach islamskich nie chcą wierzyć, że w Europie
oddaje się rodziców do domu starców- często nie wierzą w istnienie takich
domów jako wyraz bezsensownego okrucieńśtwa i braku szacunku dla własnych
rodziców. Zróżnicowanie kulturowe to sprawia.


Wyrzuceni na głęboki margines społeczeństwa, tam właśnie odnaleźli się,
zaakceptowani w nowej roli. Struktura kastowa Indii, na pierwszy rzut oka
okrutna, nikogo nie pozostawia bez poczucia sensu istnienia i nadziei na
odrodzenie w doskonalszej formie. Każda sierota historii znajdzie tu swoje
miejsce.

i to jest właśnie wspaniałe. Każdy tam znajdzie miejsce. Kastrat, a także
chory psychicznie- bo czegoś takiego tam właściwie nie znają. Nie ma też
szpitali dla umysłowo chorych. Każde życie ma tam sens- czy to nie
wspaniałe?


Chiron






.ana

Posted: 23 Paź 2007 13:54:46



Chiron napisal

Rozumiesz to?
Bo ja nie!!!

trudno zrozumieć tak odległą od naszej kulturę.

Nawet bardzo.


Jednakże- zobacz, jeszcze
kilkadziesiąt lat temu (może i teraz) we Włoszech popularnością cieszyły się
chóry kastratów. Młody człowiek, mający jakiś talent do śpiewu- został
kastrowany przed wiekiem pokwitania. To jeden aspekt.

I kilkaset lat temu;)
Czarownice tez palono;)


Wiesz też zapewne, że
jest w Europie wielu ludzi- kobiet w ciele mężczyzny. I zamiast kastrować
się tak, jak w Indiach- robią to w wielu krajach na stole chirurgicznym.


Ciekawe, ale to chyba nie ta grupa
Nooo chyba, ...... że związane to jest z odżywianiem;)

Zauważ proszę, że np w państwach islamskich nie chcą wierzyć, że w Europie
oddaje się rodziców do domu starców- często nie wierzą w istnienie takich
domów jako wyraz bezsensownego okrucieńśtwa i braku szacunku dla własnych
rodziców. Zróżnicowanie kulturowe to sprawia.



Taa. My tez nie wierzymy w tak "bezduszne" traktowanie kobiet i dzieci.


Wyrzuceni na głęboki margines społeczeństwa, tam właśnie odnaleźli się,
zaakceptowani w nowej roli. Struktura kastowa Indii, na pierwszy rzut oka
okrutna, nikogo nie pozostawia bez poczucia sensu istnienia i nadziei na
odrodzenie w doskonalszej formie. Każda sierota historii znajdzie tu swoje
miejsce.

i to jest właśnie wspaniałe. Każdy tam znajdzie miejsce.

Nie za duzo tam tych kazdych?



Kastrat, a także
chory psychicznie- bo czegoś takiego tam właściwie nie znają. Nie ma też
szpitali dla umysłowo chorych.

Nie ma chorych nie ma szpitali.
Raj i nic wiecej.

Każde życie ma tam sens- czy to nie
wspaniałe?


Pewnie tak.
Oczekiwanie na lepsze drugie zycie to tez jakis cel
.ana

--
Nie widać lasu spoza drzew.




Krystyna*Opty*

Posted: 23 Paź 2007 18:24:15






Istotą takiego zbiorowego okaleczania się jest powód i cel. Wg mnie jest
to
desperacki sposób na wywołanie podziwu współplemieńców (chyba z braku
innych sposobów np. możliwości intelektualnych?), no i wzbudzenia
silnych emocji
w celu wywołania wydzielania dużych ilości endorfin. Klasyczny paradoks:
zadawanie sobie bólu w celu osiągnięcia przyjemności (euforii).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Endorfiny

raczej nie sądzę. Często to jest pewna forma ofiary- poświęcenia się za
grupę (społeczność)

A kto żąda od nich takiej ofiary i co im da w zamian za samookaleczenie?

Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.
tego nie rozumiem: dlaczego niby nie są? Z reguły właśnie są to ludzie w

"tu i teraz". A w "tu i teraz" wszyscy są szczęśliwi.

Jednak ta chwila "tu i teraz" nie może trwać nieustannie, musi minąć i musi
także minąć euforia wywołana endogennymi opioidami. I z pewnością okres
poeuforyczny jest nieprzyjemny, conajmniej tak jak uczucie kaca
poalkoholowego, czy głodu narkotykowego.

I nasze rodzime chodzenie po ogniu też dotyczy ludzi mających na co
dzień jakieś przykre problemy (ciepienia psychofizyczne) i taki
zabieg ma organizmowi "dać kopa", zadziałać bodźcowo, wzmocnić go, pobudzić

do walki z chorobą.

to już zależy- kto, co i jak. Znam ludzi szczęśliwych, pracujących ze
swoim umysłem, dla których świadome przejście przez ogień jest nie tylko
khatarsis, ale może nawet przede wszystkim pracą ze swoim strachem.

Ja już dawno zauważyłam (nie tylko z autopsji), że skłonność do lęków ma
znaczący związek z dietą WYSOKOwęglowodanową niskotłuszczową. Tak już to
urządziła natura. Zwierzęta na diecie wysokowęglowodanowej niskotłuszczowej
(trawa) mają zaprogramowaną w mózgu stałą czujność i gotowość do ucieczki
przed ewentualnym atakiem drapieżnika w czasie popasu. U ludzi ten
mechanizm objawia się stałym, nieuzasadnionym uczuciem lęku, nerwicą,
fobiami itp. Zastosowanie silnego bodźca (np. chodzenie po ogniu) nie
zlikwiduje jednak faktycznej przyczyny owego strachu (dieta).
A ile razy można chodzić po ogniu, czy też ile szpil można sobie wbić
w ciało i uzyskać równie skuteczny efekt stanu euforii? Nawiasem mówiąc
organizm zawsze stara się "uodpornić" na często powtarzany rodzaj bodźca,
co niejako wymusza niestety, ZWIĘKSZENIE dawki tego bodźca... stąd mamy
alkoholików, narkomanów, i... festiwal wegetarian z tematu tego wątku... :[

Przecież
on jest- i tu się pojawia i krzyczy: "nie zrobisz tego, spłoniesz". Mając
pozwolenie ognia- trzeba się ze swoim strachem...dogadać. To gurdżijewska
świadomość panuje w stu procentach nad strachem. Jeśli zostanie choć 1
procent dla strachu- wtedy będzie bąbelek:-). OK- są też ludzie chorzy.
Jednak do świadomego przejścia potrzebny jest w pełni zdrowy umysł. A
nikt o zdrowym umyśle nie jest nieszczęśliwy.

Sęk w tym, że człowiek o zdrowym umyśle nie wchodzi w ogień, bo po prostu
nie potrzebuje doznawania katarsis (czyt. jest szczęśliwy).
Ja swoje strachy wyleczyłam dietą (wiadomo jaką), a chodzenie po ogniu,
czy wbijanie sobie szpil w ciało w ujarzmianiu strachu - jest conajmniej
bezsensowne, no ale w niewiedzy i desperacji ludzie próbują wszystkiego,
byle zmienić swój niekomfortowy stan.

Krystyna



Chiron

Posted: 23 Paź 2007 21:02:08







A kto żąda od nich takiej ofiary i co im da w zamian za samookaleczenie?
Nic nie pisałem o żądaniu. W każdej grupie społecznej (nie chcę wchodzić w

przyczyny)- im mniejszej, tym lepiej widać- ludzie przyjmują różne role. To
bardzo rozległy temat, poza tym, że NTG- nie myślę, aby miał on jakikolwiek
związek z ich odżywianiem się (jak dalej sugerujesz). Prosty przykład na
funkcję ofiary: w rodzinie, gdzie coś się dzieje złego- czasem dochodzi do
wzięcia na siebie roli ofiary przez np małe dziecko- choruje często, kaleczy
się, ulega wypadkom- to chyba łatwo zaobserwować.

Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.
tego nie rozumiem: dlaczego niby nie są? Z reguły właśnie są to ludzie w
"tu i teraz". A w "tu i teraz" wszyscy są szczęśliwi.

Jednak ta chwila "tu i teraz" nie może trwać nieustannie,
Nie, nie, nie! Jeśli ktoś zawsze potrafi być w tu i teraz- zawsze będzie

szczęśliwy.


także minąć euforia wywołana endogennymi opioidami. I z pewnością okres
poeuforyczny jest nieprzyjemny, conajmniej tak jak uczucie kaca
poalkoholowego, czy głodu narkotykowego.
to są nasze własne "narkotyki". Ponadto- przyjmując nawet Twój (całkiem

różny od mojego) sposób rozumowania- w wielu plemionach indiańskich (nie
tylko) od święta przyjmowano narkotyki- w postaci różnej, ale zawsze
naturalnej (nigdy wysokooczyszczone substancje czynne). Czy Twoim zdaniem-
ktoś się uzależniał?



I nasze rodzime chodzenie po ogniu też dotyczy ludzi mających na co
dzień jakieś przykre problemy (ciepienia psychofizyczne) i taki
zabieg ma organizmowi "dać kopa", zadziałać bodźcowo, wzmocnić go,

pobudzić
do walki z chorobą.

to już zależy- kto, co i jak. Znam ludzi szczęśliwych, pracujących ze
swoim umysłem, dla których świadome przejście przez ogień jest nie tylko
khatarsis, ale może nawet przede wszystkim pracą ze swoim strachem.

Ja już dawno zauważyłam (nie tylko z autopsji), że skłonność do lęków ma
znaczący związek z dietą WYSOKOwęglowodanową niskotłuszczową. Tak już to
urządziła natura. Zwierzęta na diecie wysokowęglowodanowej
niskotłuszczowej
(trawa) mają zaprogramowaną w mózgu stałą czujność i gotowość do ucieczki
przed ewentualnym atakiem drapieżnika w czasie popasu.
Ciekawostka...nie znam Cię- ale nie życzę Ci, abyś spotkała wcale liczne

wyjątki od Twojej reguły (która IMHO jest zwykłym nadużyciem)- takie jak
żubra w Polsce. Przekonasz się, że drapieżny i krwiopijczy wilk najpewniej
na Twój widok da drapaka (nie trawi roślinek), a żubr...cóż- widziałem, co
zostało z auta terenowego, które po prostu widać czemuś nie spodobało się
żubrowi. I jakoś skurczybyk nie chciał uciekać- trawożerca jeden. Może on po
prostu nie czytał Twoich postów:-)? Czy wiesz, że ataki na ludzi przez
drapiezników to ułamek wszelkich ataków? Logiczne się wydaje- skoro
trawożerne jest na ogół większe i silniejsze- że jak już jest na tyle duże,
że w swoim odczuciu nie musi się bać (żubr w Polsce, słoń w afryce etc)- to
nic go nie obchodzi inny zwierz- albo wręcz na wypadek wszelki da mu łomot?
Innym Twoim błędem w rozumowaniu w mojej opinii jest próba rozciągnięcia
działania jednej substancji na zupełnie różne gatunki. Przecież nawet
niektóre trucizny mogą być zupełnie nieszkodliwe dla jednych (zdaje się -
atropa belladonna śmiertelna dla człowieka- wiele gatunków bydła nawet nie
zachoruje obżarłszy się tym), a obojętne dla innych. Popularna aspirynka
wywołuje częste uszkodzenia płodów u szczurów- uważanych za bardzo odporne
na trucizny, a dla ludzi jest w tej sytuacji obojętna.



U ludzi ten
mechanizm objawia się stałym, nieuzasadnionym uczuciem lęku, nerwicą,
fobiami itp. Zastosowanie silnego bodźca (np. chodzenie po ogniu) nie
zlikwiduje jednak faktycznej przyczyny owego strachu (dieta).
A ile razy można chodzić po ogniu, czy też ile szpil można sobie wbić
w ciało i uzyskać równie skuteczny efekt stanu euforii? Nawiasem mówiąc
organizm zawsze stara się "uodpornić" na często powtarzany rodzaj bodźca,
co niejako wymusza niestety, ZWIĘKSZENIE dawki tego bodźca... stąd mamy
alkoholików, narkomanów, i... festiwal wegetarian z tematu tego wątku...
:[
Manipulatorka:-) Napisz mi proszę, czy kiedykolwiek (Świadomie!) chodziłaś

po ogniu? Czy Ty uważasz, że można tego pożądać, robić to coraz więcej i
częściej!? Wrzuciłaś do jednego wora z jednej strony ludzi rytualnie
przekłuwających swe ciało oraz ludzi, którzy dla DOGADANIA (nigdy:
STŁUMIENIA) się ze swoim strachem (oraz innymi emocjami) przechodzą przez
ogień z ludźmi, którzy nie szukają kontaktu ze sobą, swoimi uczuciami tylko
tłumią się uzależnieniami (narkotykami, alkoholem).



Sęk w tym, że człowiek o zdrowym umyśle nie wchodzi w ogień, bo po prostu
nie potrzebuje doznawania katarsis (czyt. jest szczęśliwy).
sytucję mamy podbramkową...żona poczuła się obrażona przez Ciebie:-). A

uczucie oczyszczenia jest potrzebne nawet ...świętemu. Ktoś porównał życie
do pracy na roli- owoce pracy bywają smaczne, ale zawsze się przy tym
człowiek pobródzi. Po to się właśnie myjemy, czy oczyszczamy.

Ja swoje strachy wyleczyłam dietą (wiadomo jaką), a chodzenie po ogniu,
czy wbijanie sobie szpil w ciało w ujarzmianiu strachu - jest conajmniej
bezsensowne, no ale w niewiedzy i desperacji ludzie próbują wszystkiego,
byle zmienić swój niekomfortowy stan.

po raz któryś piszesz o ujarzmianiu strachu- nie zwracając (chyba) wcale
uwagi na to, co ja piszę. Tym powyższym oceniłaś coś, o czym nie masz
pojęcia, a także- co gorsza- ludzi robiących rzeczy, których zrozumieć nie
chcesz czy też nie potrafisz.
Chiron






Krystyna*Opty*

Posted: 24 Paź 2007 18:19:38






A kto żąda od nich takiej ofiary i co im da w zamian za samookaleczenie?
Nic nie pisałem o żądaniu.


W takim razie pozostaje masochizm (jeśli nie, wcześniej wymieniony, podziw
otoczenia).

W każdej grupie społecznej (nie chcę wchodzić w
przyczyny)- im mniejszej, tym lepiej widać- ludzie przyjmują różne role.
To bardzo rozległy temat,

Słusznie. Rodzimy się w różnych miejscach, okolicznościach, warunkach,
środowiskach. Zupełnie to samo dotyczy komórek ludzkiego ciała, formujących
się w trakcie rozwoju płodu w komórki określonych tkanek, narządów,
układów. Każdy z nas, do złudzenia, jest taką komórką...

poza tym, że NTG- nie myślę, aby miał on jakikolwiek
związek z ich odżywianiem się (jak dalej sugerujesz). Prosty przykład na
funkcję ofiary: w rodzinie, gdzie coś się dzieje złego- czasem dochodzi
do wzięcia na siebie roli ofiary przez np małe dziecko- choruje często,
kaleczy się, ulega wypadkom- to chyba łatwo zaobserwować.

Taką rolę w rodzinie pełnią, niestety, członkowie najsłabsi. Jeśli nie ma
dziecka - to ciosy przyjmuje np. żona (czasem mąż), jeśli nie ma żony - to
obrywa pies lub ktokolwiek, kto się nawinie. Z braku "ofiary" można też
potłuc talerze by rozładować frustracje.

Jednak ta chwila "tu i teraz" nie może trwać nieustannie,
Nie, nie, nie! Jeśli ktoś zawsze potrafi być w tu i teraz- zawsze będzie

szczęśliwy.

Poniekąd masz rację. W takiej właśnie sytuacji są zwierzęta, z niską
świadomością i... małe dzieci - stąd tzw. szczęśliwe dzieciństwo...
Paradoksem jednak jest to, że jako owo "szczęśliwe dzieciństwo" okres ten
odbiera człowiek dopiero jako dorosły, czyli kontekst dorosłości (wraz z
jego problemami) sprawia, że dzieciństwo nabiera cech beztroski (czyt.
szczęśliwości, nikłej nieświadomości...?).

także minąć euforia wywołana endogennymi opioidami. I z pewnością okres
poeuforyczny jest nieprzyjemny, conajmniej tak jak uczucie kaca
poalkoholowego, czy głodu narkotykowego.

to są nasze własne "narkotyki". Ponadto- przyjmując nawet Twój (całkiem

różny od mojego) sposób rozumowania- w wielu plemionach indiańskich (nie
tylko) od święta przyjmowano narkotyki- w postaci różnej, ale zawsze
naturalnej (nigdy wysokooczyszczone substancje czynne). Czy Twoim
zdaniem- ktoś się uzależniał?

Nie wiem. Przypuszczam, że ich życie było bliższe natury, większą rolę
w ich życiu odgrywał instynkt, niż rozum. Wszystko ma swoje plusy i minusy.
Ale niestety, im więcej plusów - tym więcej minusów...

Ja już dawno zauważyłam (nie tylko z autopsji), że skłonność do lęków ma
znaczący związek z dietą WYSOKOwęglowodanową niskotłuszczową. Tak już to
urządziła natura. Zwierzęta na diecie wysokowęglowodanowej
niskotłuszczowej
(trawa) mają zaprogramowaną w mózgu stałą czujność i gotowość do
ucieczki
przed ewentualnym atakiem drapieżnika w czasie popasu.

Ciekawostka...nie znam Cię- ale nie życzę Ci, abyś spotkała wcale liczne
wyjątki od Twojej reguły (która IMHO jest zwykłym nadużyciem)- takie jak
żubra w Polsce. Przekonasz się, że drapieżny i krwiopijczy wilk
najpewniej na Twój widok da drapaka (nie trawi roślinek), a żubr...cóż-
widziałem, co zostało z auta terenowego, które po prostu widać czemuś nie
spodobało się żubrowi. I jakoś skurczybyk nie chciał uciekać- trawożerca
jeden.

Aaa... no nieee... ;) Oczywiście istotne znaczenie ma tu MASA ciała, a więc
i siła. Im WIĘKSZY, tym silniejszy, rzecz jasna... :) A często to
silniejszy ma "rację"... ;) Dlatego czasem niektórzy wolą nie tracić swojej
masy (i argumentu siły)... ;]

Może on po prostu nie czytał Twoich postów:-)?

Może...? 8)

Czy wiesz, że ataki na ludzi przez
drapiezników to ułamek wszelkich ataków?

Domyślam się dlaczego. Człowiek pachnie drapieżnikiem :)
Aczkolwiek podejrzewam, że (z "pachnącymi") wegetarianami statystyki
mogłyby
wyglądać nieco inaczej (?)
Mówiąc serio, z pewnością drapieżcy inaczej pachną, niż roślinożercy.
I słusznie drapieżniki na ogół wolą nam schodzić z drogi, z wyjątkiem tych
szczególnie dużych i zdenerwowanych - czyli bezbłędnie rozpoznają w nas
drapieżców (czyt. zagrożenie), w przeciwieństwie do niektórych wegetarian
wmawiajacych innym, że człowiek jest z natury roślinożercą, bo "nie jest w
stanie odgryźć kawałka pośladka gnu, czy innej świni" ;)

Logiczne się wydaje- skoro
trawożerne jest na ogół większe i silniejsze- że jak już jest na tyle
duże, że w swoim odczuciu nie musi się bać (żubr w Polsce, słoń w afryce
etc)- to nic go nie obchodzi inny zwierz- albo wręcz na wypadek wszelki
da mu łomot?

Ale "większe" na ogół jest powolniejsze. Zresztą czas istnienia ogromnych
zwierząt powoli dobiega końca... i drapieżny człowiek też ma w tym swój
udział :[

Innym Twoim błędem w rozumowaniu w mojej opinii jest próba rozciągnięcia
działania jednej substancji na zupełnie różne gatunki. Przecież nawet
niektóre trucizny mogą być zupełnie nieszkodliwe dla jednych (zdaje się -
atropa belladonna śmiertelna dla człowieka- wiele gatunków bydła nawet
nie zachoruje obżarłszy się tym), a obojętne dla innych. Popularna
aspirynka wywołuje częste uszkodzenia płodów u szczurów- uważanych za
bardzo odporne na trucizny, a dla ludzi jest w tej sytuacji obojętna.

Możliwe. Nie znam tematu.

U ludzi ten mechanizm objawia się stałym, nieuzasadnionym uczuciem lęku,
nerwicą, fobiami itp. Zastosowanie silnego bodźca (np. chodzenie po
ogniu)
nie zlikwiduje jednak faktycznej przyczyny owego strachu (dieta).

A ile razy można chodzić po ogniu, czy też ile szpil można sobie wbić
w ciało i uzyskać równie skuteczny efekt stanu euforii? Nawiasem mówiąc
organizm zawsze stara się "uodpornić" na często powtarzany rodzaj
bodźca, co niejako wymusza niestety, ZWIĘKSZENIE dawki tego bodźca...
stąd mamy alkoholików, narkomanów, i... festiwal wegetarian z tematu tego

wątku... :[
Manipulatorka:-) Napisz mi proszę, czy kiedykolwiek (Świadomie!)

chodziłaś po ogniu?

Nie chodziłam ani świadomie, ani nieświadomie. Nie mam motywacji.

Czy Ty uważasz, że można tego pożądać, robić to coraz więcej i
częściej!?

A Ty jak uważasz? Czy chodziłeś po ogniu? A jeśli tak, to dlaczego i jaki
był efekt?

Wrzuciłaś do jednego wora z jednej strony ludzi rytualnie
przekłuwających swe ciało oraz ludzi, którzy dla DOGADANIA (nigdy:
STŁUMIENIA) się ze swoim strachem (oraz innymi emocjami) przechodzą przez
ogień z ludźmi, którzy nie szukają kontaktu ze sobą, swoimi uczuciami
tylko tłumią się uzależnieniami (narkotykami, alkoholem).

No niezupełnie. Ukazałam jedynie podobną motywację, ale w innych warunkach.
Biednych nie stać na narkotyki, więc znajdują tańszy sposób na ekstazę.

Sęk w tym, że człowiek o zdrowym umyśle nie wchodzi w ogień, bo po
prostu nie potrzebuje doznawania katarsis (czyt. jest szczęśliwy).

sytucję mamy podbramkową...żona poczuła się obrażona przez Ciebie:-).


Twoja? ;) Przecież to od męża poniekąd zależy, czy jego żona poczuje jego
frustracje ;)
Są RÓŻNI mężowie... Powiedziałabym: jaki mąż - taka żona, aczkolwiek i
vice versa... ;) Jednak z reguły silniejszy nadaje ton i... zbiera też
owoce... i te dobre, i te złe ;|

A uczucie oczyszczenia jest potrzebne nawet ...świętemu. Ktoś porównał
życie do pracy na roli- owoce pracy bywają smaczne, ale zawsze się przy
tym człowiek pobródzi. Po to się właśnie myjemy, czy oczyszczamy.

Jednak mycie nie jest bolesne i nas nie okalecza.

Ja swoje strachy wyleczyłam dietą (wiadomo jaką), a chodzenie po ogniu,
czy wbijanie sobie szpil w ciało w ujarzmianiu strachu - jest conajmniej
bezsensowne, no ale w niewiedzy i desperacji ludzie próbują wszystkiego,
byle zmienić swój niekomfortowy stan.

po raz któryś piszesz o ujarzmianiu strachu- nie zwracając (chyba) wcale
uwagi na to, co ja piszę. Tym powyższym oceniłaś coś, o czym nie masz
pojęcia, a także- co gorsza- ludzi robiących rzeczy, których zrozumieć
nie chcesz czy też nie potrafisz.

Z pewnością nie mam pojęcia o wielu praktykach z orientu, bo zdaję sobie
sprawę z tego, że - najpierw trzeba samemu wejść na tę "metaboliczną
ścieżkę", aby w efekcie doświadczyć jej skutków, a więc i się dowiedzieć
czego doświadczają jej praktykanci. Generalnie ośmielam się przypuszczać,
że przy obecnych trendach demograficznych i narastających problemach
z dostępem wszystkich do wartościowego żywienia (także mody proroślinnej
w żywieniu wspieranej przez komercyjną naukę), może Homo sapiens z czasem
wyewoluuje na gatunki podrzędne, podobnie jak np. nietoperze (?) :[
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nietoperze#Po.C5.BCywienie
i chyba stale rosnąca ludzka liczebność w końcu wymusi to zjawisko(?)...
Ja, na szczęście, tej ludzkiej degradacji nie dożyję :)

Krystyna



Chiron

Posted: 24 Paź 2007 22:57:37




A kto żąda od nich takiej ofiary i co im da w zamian za samookaleczenie?
Nic nie pisałem o żądaniu.

W takim razie pozostaje masochizm (jeśli nie, wcześniej wymieniony, podziw
otoczenia).
Jeśli nie czują bólu i powodowanej nim satysfakcji seksualnej- to nie

masochizm. Przyjęcie na siebie określonej roli społecznej- to nie wymaga
podziwu. Powiem więcej- jeśli ktoś robi coś takiego dla poklasku- raczej
długo tego nie porobi. Do tego jest potrzebny określony stan ducha-
wykluczający łaszenie się na poklaski.




Taką rolę w rodzinie pełnią, niestety, członkowie najsłabsi. Jeśli nie ma
dziecka - to ciosy przyjmuje np. żona (czasem mąż), jeśli nie ma żony - to
obrywa pies lub ktokolwiek, kto się nawinie.
oni przyjmują na siebie tę rolę. Pełnią- bo przyjmują.


Jednak ta chwila "tu i teraz" nie może trwać nieustannie,
Nie, nie, nie! Jeśli ktoś zawsze potrafi być w tu i teraz- zawsze będzie
szczęśliwy.

Poniekąd masz rację. W takiej właśnie sytuacji są zwierzęta, z niską
świadomością i... małe dzieci - stąd tzw. szczęśliwe dzieciństwo...
Paradoksem jednak jest to, że jako owo "szczęśliwe dzieciństwo" okres ten
odbiera człowiek dopiero jako dorosły, czyli kontekst dorosłości (wraz z
jego problemami) sprawia, że dzieciństwo nabiera cech beztroski (czyt.
szczęśliwości, nikłej nieświadomości...?).

widzisz- to tak widzę...nawet Hegel uczył, że jest kilka stopni świadomości.
Bodajże- moja pamięć tu może już zawodzić- wyróżniał 3: zdaje się na drugim
poziomie człowiek o takim stopniu samowiedzy stawał się nieszczęśliwy.
Wiedział, że umrze. Uważał, że życie nie ma sensu. Ten stan oddaje dość
dobrze ruch egzystencjalistów- któzy często kończyli zadając sobie śmierć.
Jednak wyższy, trzeci stopień świadomości oznacza dla człowieka szczęście:
człowiek już wie, że tak naprawdę nie umrze (np świadomość religijna i mocne
przeświadczenie o życiu po śmierci fizycznej). Taki człowiek jest
szczęśliwy, często traktuje życie jako zbiór chwil, i smakuje się każdą
chwilą.




Mówiąc serio, z pewnością drapieżcy inaczej pachną, niż roślinożercy.
I słusznie drapieżniki na ogół wolą nam schodzić z drogi, z wyjątkiem tych
szczególnie dużych i zdenerwowanych - czyli bezbłędnie rozpoznają w nas
drapieżców (czyt. zagrożenie), w przeciwieństwie do niektórych wegetarian
wmawiajacych innym, że człowiek jest z natury roślinożercą, bo "nie jest w
stanie odgryźć kawałka pośladka gnu, czy innej świni" ;)
a jesteś w stanie? Dla mnie ma sens jedzenie mięsa, jeśli człowiek jest w

stanie sam zabić, oprawić i zjeść. Jak potrafi tylko kupić w sklepie, a
upiera się, że to wcale nie wypatroszone, martwe zwierzę tylko np bekon- to
IMHO zakłamuje sam siebie.




Czy Ty uważasz, że można tego pożądać, robić to coraz więcej i
częściej!?

A Ty jak uważasz? Czy chodziłeś po ogniu? A jeśli tak, to dlaczego i jaki
był efekt?
Raz jeden jedyny- zafundowałem sobie przejście transowe. Wielokrotnie

chodziłem świadomie. I za każdym razem jest inaczej. Nigdy nie jest tak, że
się już coś umie- i czegoś się nauczymy - jakiejś techniki. To bardzo
intymne wręcz przeżycie. Trzeba być na to gotowym, mieć zgodę (swoją i
ognia), znaleźć w sobie wiele pokory- choćby wobec żywiołu, który nam
przecież w każdej chwili może zrobić kuku i...idziemy:-). To bardzo prosty,
a zaraem bezbłędny test: czuję, że jestem gotowy, mam zgodę- idę. Dobrze
czułem- funduję sobie coś cudownego. Widzę swoje uczucia. Lęki, obawy,
fobie, radości. I ja nad nimi mam władzę. Ale nie ujarzmiam ich. To są moi
przyjaciele, a jeśli mnie źle prowadzą, to dlatego, że się im daję tak
prowadzić.
Inna sprawa, jak nie było zgody- a wszedłem...nie jeden (w tym ja) przekonał
się, jak można sobie zrobić krzywdę białym żarem. Spaloną skórę można leczyć
miesiącami- i pamiętać o swojej głupocie:-). Długo by o tym pisać. Mogę
tylko dodać, że jak chcesz coś podobnego przeżyć, to nie funduj sobie czegoś
w transie. A takie chodzenia są u nas najczęściej organizowane. Inna sprawa,
że do świadomego przejścia najczęściej potrzeba długich przygotowań- ale
warto.
Aha- ktoś, kto para się szamanizmem- pewno powie Ci o potrzebie transu i o
tym, że nie warto być pokornym i prosić ognia ani mu dziękować. A najpewniej
też, że jedyne podziękowania należą się jego somie.

Wrzuciłaś do jednego wora z jednej strony ludzi rytualnie
przekłuwających swe ciało oraz ludzi, którzy dla DOGADANIA (nigdy:
STŁUMIENIA) się ze swoim strachem (oraz innymi emocjami) przechodzą przez
ogień z ludźmi, którzy nie szukają kontaktu ze sobą, swoimi uczuciami
tylko tłumią się uzależnieniami (narkotykami, alkoholem).

No niezupełnie. Ukazałam jedynie podobną motywację, ale w innych
warunkach.
Biednych nie stać na narkotyki, więc znajdują tańszy sposób na ekstazę.

A ja Ci pokazuję, że motywacja jest zupełnie inna: motywacja człowieka
uzależnionego to tłumienie i spychanie uczuć- a tu masz coś przeciwnego. Weź
proszę pod uwagę, że ekstazą jest ...medytacja. Jak Ci pisałem o fire-walk,
tak też medytacja wymaga wiele pracy. Czasem lat pracy. Ideą uzależnienia
(narkotyki, alkohol) jest natychmiastowe działanie- nigdy dochodzenie do
czegoś cierpliwie, poprzez pokonywanie barier, trudności etc.


Są RÓŻNI mężowie... Powiedziałabym: jaki mąż - taka żona, aczkolwiek i
vice versa... ;) Jednak z reguły silniejszy nadaje ton i... zbiera też
owoce... i te dobre, i te złe ;|
Zgadzam się, ale nie z tym "silniejszy". Małżeństwo (związek) IMHO nie

powinien być terenem rywalizacji, próby sił. Partnerstwo jest cudowne- co
wcale nie znaczy, że koniecznie mamy robić to samo i tyle samo. Każde może
robić to, w czym się czuje dobrze.


A uczucie oczyszczenia jest potrzebne nawet ...świętemu. Ktoś porównał
życie do pracy na roli- owoce pracy bywają smaczne, ale zawsze się przy
tym człowiek pobródzi. Po to się właśnie myjemy, czy oczyszczamy.

Jednak mycie nie jest bolesne i nas nie okalecza.
To tylko przykład. Chodzenie po ogniu też nie jest bolesne i nie okalecza.

Podobnie nakłucia w odpowiednie, akupunkturowe miejsca. A że czasem może? No
cóż- jak niewłaściwie użyjesz środka myjącego, to też się możesz
uszkodzić:-)


Ja swoje strachy wyleczyłam dietą (wiadomo jaką), a chodzenie po ogniu,
czy wbijanie sobie szpil w ciało w ujarzmianiu strachu - jest conajmniej
bezsensowne, no ale w niewiedzy i desperacji ludzie próbują wszystkiego,
byle zmienić swój niekomfortowy stan.

po raz któryś piszesz o ujarzmianiu strachu- nie zwracając (chyba) wcale
uwagi na to, co ja piszę. Tym powyższym oceniłaś coś, o czym nie masz
pojęcia, a także- co gorsza- ludzi robiących rzeczy, których zrozumieć
nie chcesz czy też nie potrafisz.

Z pewnością nie mam pojęcia o wielu praktykach z orientu, bo zdaję sobie
sprawę z tego, że - najpierw trzeba samemu wejść na tę "metaboliczną
ścieżkę", aby w efekcie doświadczyć jej skutków, a więc i się dowiedzieć
czego doświadczają jej praktykanci. Generalnie ośmielam się przypuszczać,
że przy obecnych trendach demograficznych i narastających problemach
z dostępem wszystkich do wartościowego żywienia (także mody proroślinnej
w żywieniu wspieranej przez komercyjną naukę), może Homo sapiens z czasem
wyewoluuje na gatunki podrzędne, podobnie jak np. nietoperze (?) :[
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nietoperze#Po.C5.BCywienie
i chyba stale rosnąca ludzka liczebność w końcu wymusi to zjawisko(?)...
Ja, na szczęście, tej ludzkiej degradacji nie dożyję :)



Dobrze. Jesteś całością. W danym miejscu i czasie, gdzie byłaś przechodząc
na dietę optymalną- uzyskałaś Ty takie wyniki. Ja np przechodząc na dietę
wege+ryby (plus inne rzeczy z dietą niezwiązane) znacznie zredukowałem
astmę, uczulenia. W zakresie psychiki- spadła znacznie moja agresja.
Naturalną rzeczą było kilka lat później odstawienie ryb, tak jak teraz
jestem na etapie rezygnacji z jaj. To wszystko najpierw istnieje we mnie-
niczego sobie nie narzucam. Nie narzucam też tego innym. Uważam, że taka
narzucona dieta może się skończyć wręcz tragicznie. Podobnie, jak człowiek,
który podejmuje głodówkę przed kamerami- wie, bo wszyscy tak mówią, że nie
wytrzyma dłużej niż tydzień bez jedzenia. No to on (ona) po tygodniu mdleje
i czeka na kroplówkę- no bo jak nie dostanie, to zaraz zemrze. I pewno tak
by i się stało, gdyby nie dostał. A przecież w warunkach przyjęcia diety
(połączonej ze zgodą swojego ciała)- można i kilkadziesiąd dni nie jeść. Ba!
Sądzą po tym, co mi opowiadał jeden "niejedzący"...no ale tego nie wiem. W
każdym razie- jak narzucimy komuś taką dietę wege, a on (ona) zacznie
"łowić" informacje, że tylko mięso zapewnia przeżycie, bo jak nie, to co
najmniej awitaminoza B i anemia- to już jesteśmy w pobliżu tragedii- prawda?
Chcę Ci tylko powiedzieć, że od Ciebie zależy- gdzie i czy w ogóle pójdziesz
dalej.

pozdrawiam

Chiron






Iwon(K)a

Posted: 25 Paź 2007 13:08:20




Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.

z tymze, ludzie Ci na codzien nie sa wegetarianami. Powstrzymuja sie od
jedzenia miesa tylko w czasie trwania tego festiwalu. jednym slowem jedzenie
miesa czyni ich nieszczesliwymi....

a sam festiwal powstal wlasnie w sytuacji, kiedy grupa cyrkowcow wyleczyla sie
z nieznanej choroby wlasnie nie jedzac miesa. dlatego to niejedzenie miesa
uznano za cos nadprzyrodzonego, jako okazje do "oczyszczenia" ciala i umyslu.



http://www.phukettourism.org/festival/vegetarian/

i.









Pszemol

Posted: 25 Paź 2007 15:14:23



Sadzę też, że tacy ludzie na co dzień nie są najszczęśliwsi, stąd takie
wymuszanie "szczęścia", nie sa też na tyle bogaci, żeby kupować sobie
narkotyki.

z tymze, ludzie Ci na codzien nie sa wegetarianami. Powstrzymuja sie od
jedzenia miesa tylko w czasie trwania tego festiwalu. jednym slowem jedzenie
miesa czyni ich nieszczesliwymi....

a sam festiwal powstal wlasnie w sytuacji, kiedy grupa cyrkowcow wyleczyla sie
z nieznanej choroby wlasnie nie jedzac miesa. dlatego to niejedzenie miesa
uznano za cos nadprzyrodzonego, jako okazje do "oczyszczenia" ciala i umyslu.

http://www.phukettourism.org/festival/vegetarian/

I tak powstaja przesady i zabobony na temat jedzenia miesa-trucizny :-)





Chiron

Posted: 25 Paź 2007 22:44:55





a sam festiwal powstal wlasnie w sytuacji, kiedy grupa cyrkowcow
wyleczyla sie
z nieznanej choroby wlasnie nie jedzac miesa. dlatego to niejedzenie
miesa
uznano za cos nadprzyrodzonego, jako okazje do "oczyszczenia" ciala i
umyslu.

http://www.phukettourism.org/festival/vegetarian/

I tak powstaja przesady i zabobony na temat jedzenia miesa-trucizny :-)


Hmm, pisałem w tym wątku, jak poradziłem sobie z poważną chorobą- astmą i
uczuleniami. A głównym lekarstwem okazało się odrzucenie mięsa właśnie. A że
mięso jest trujące- to przecież fakt, któremu nawet taki zawzięty mitarianin
nie zaprzeczy:-). Miałem okazję kiedyś oglądać potężną chlewnię, czystą,
pachnącą- ze świnkami napasionymi anabolami i antybiotykami. No cóż-
smacznego, smacznego. Aha- nie chcę Ci dokuczyć, ale to była naprawdę firma
amerykańska- choć w Polsce. No cóż- spełniała pewno wszystkie normy UE. A
może i każda świnka była sklonowana- wcale by mnie to nie zdziwiło.:-)

Chiron






Pszemol

Posted: 26 Paź 2007 00:59:49



Hmm, pisałem w tym wątku, jak poradziłem sobie z poważną chorobą- astmą i uczuleniami. A głównym lekarstwem okazało się odrzucenie
mięsa właśnie.

Skad wiesz ze to akurat bylo GLOWNYM lekarstwem?
Robiles jakies badania porownawcze?

A że mięso jest trujące- to przecież fakt, któremu nawet taki
zawzięty mitarianin nie zaprzeczy:-).

Mieso jest trujace??? Co to za brednie!?
Skad takie niedorzeczne pomysly bierzesz, Chiron?

Miałem okazję kiedyś oglądać potężną chlewnię, czystą, pachnącą- ze świnkami napasionymi anabolami i antybiotykami. No cóż-
smacznego, smacznego. Aha- nie chcę Ci dokuczyć, ale to była naprawdę firma amerykańska- choć w Polsce. No cóż- spełniała pewno
wszystkie normy UE. A może i każda świnka była sklonowana- wcale by mnie to nie zdziwiło.:-)

Przesiakles juz metodami ze swoich ksiazeczek propagandowych.
Straszysz antybiotykami i "anabolami" a przeciez tego nie
"widziales" bo nie mogles widziec :-) Widziales czysta
i zadbana chlewnie i tylko sie czepiasz nieprzyzwoicie...
A co masz do klonowania to juz zupelnie nie wiem. Jakis problem?
Wiesz w ogole co to jest to klonowanie?





slawek

Posted: 26 Paź 2007 06:42:16




Hmm, pisałem w tym wątku, jak poradziłem sobie z poważną chorobą- astmą i
uczuleniami. A głównym lekarstwem okazało się odrzucenie mięsa właśnie.


Ja też sobie z tym poradziłem a mięso jem nadal ;) powód ustąpienia jest
zupełnie inny.





Chiron

Posted: 26 Paź 2007 07:32:35




Hmm, pisałem w tym wątku, jak poradziłem sobie z poważną chorobą- astmą i
uczuleniami. A głównym lekarstwem okazało się odrzucenie mięsa właśnie.

Skad wiesz ze to akurat bylo GLOWNYM lekarstwem?
Robiles jakies badania porownawcze?
Problem w tym, że w wielu sytuacjach nie ma powtarzalności. Nawet tak zwana
oficjalna medycyna to wie i potrafi czasem sprokurować komuś lekarstwo tylko
dla niego. A to znaczy, że na innych nie ma co porównywać działania tego
lekarstwa. Mnie pomógł wegetarianizm - pomógł też wielu innym. A żeby
pomógł- musi także wystąpić coś, co określić można jako "zgoda". Zgoda na
bycie wegetarianinem- bez zadawania "gwałtu" swojej naturze.


A że mięso jest trujące- to przecież fakt, któremu nawet taki
zawzięty mitarianin nie zaprzeczy:-).

Mieso jest trujace??? Co to za brednie!?
Skad takie niedorzeczne pomysly bierzesz, Chiron?
tyle razy było na tej grupie- sam o tym dyskutowałeś.


Miałem okazję kiedyś oglądać potężną chlewnię, czystą, pachnącą- ze
świnkami napasionymi anabolami i antybiotykami. No cóż- smacznego,
smacznego. Aha- nie chcę Ci dokuczyć, ale to była naprawdę firma
amerykańska- choć w Polsce. No cóż- spełniała pewno wszystkie normy UE. A
może i każda świnka była sklonowana- wcale by mnie to nie zdziwiło.:-)

Przesiakles juz metodami ze swoich ksiazeczek propagandowych.
Straszysz antybiotykami i "anabolami" a przeciez tego nie
"widziales" bo nie mogles widziec :-) Widziales czysta
i zadbana chlewnie i tylko sie czepiasz nieprzyzwoicie...
I rozmawiałem z ludźmi też. Ta informacja też przedostała się do prasy. No

ale smacznego. Szczególnie polecane "pakującej" się na siłowniach
młodzieży:-). Ewentualnie mającym problemy zdrowotne (te antybiotyki:-) ).
Swojego czasu (lata 70) w fermach polskich "produkowano" kurczaki tucząc je
szybko krylem i Vibovitem. Potem nawet komunistyczna prasa przestrzegała,
żeby uważać i nie podawać np małym dzieciom w nadmiarze- bo to niby nie to,
że niezdrowe, ale wicie rozumicie- dzieci się szybciej rozwijają:-). No ale
postęp to postęp. Zamiast Vibovitu- anaboliki i penicylina.:-) Smacznego

A co masz do klonowania to juz zupelnie nie wiem. Jakis problem?
Wiesz w ogole co to jest to klonowanie?
To był żart. Jednakże - jak pisałem- nie zdziwił bym się. Kiedyś widziałem

setki (tysiące?) jabłek amerykańskich- dokładnie takich samych. Jakoś tak
nie miałem ochoty ich zjeść...Raczej wydało mi się, że nie urosły na
drzewach.

pozdrawiam

Chiron






Chiron

Posted: 26 Paź 2007 07:58:28





Przesiakles juz metodami ze swoich ksiazeczek propagandowych.
Straszysz antybiotykami i "anabolami" a przeciez tego nie
"widziales" bo nie mogles widziec :-) Widziales czysta


a tu masz- to już było na grupie nie raz, ale dla przypomnienia
http://groups.google.pl/group/ircx.pl.polskavege/browse_thread/thread/7cf39d749907dda/d63c9156986dab92?hl=pl&lnk=st&q=animex+%2B+antybiotyki#d63c9156986dab92

http://groups.google.pl/group/pl.soc.polityka/browse_thread/thread/c102bcef09401fc/af3bde74765c4077?hl=pl&lnk=st&q=animex+%2B+antybiotyki#af3bde74765c4077

ja swoje informacje też kiedyś upubliczniłem- dostawałem podobne odzewy. Ale
przecież jak chcesz jeść mięso, to i tak będziesz jadł- bez względu na
wszystko, prawa?
pozdrawiam

Chiron






slawek

Posted: 26 Paź 2007 08:30:00




Ja też sobie z tym poradziłem a mięso jem nadal ;) powód ustąpienia jest
zupełnie inny.

Jeśli Ty sobie poradziłeś- w swoisty dla Ciebie sposób- to ok. To Twój
sposób na Twoje ciało- i dlatego odniósł skutek. Mój był taki, jak
opisałem


No ale chyba musisz przyznać ze gdyby mieso powodowało astme to w zaden
sposób nie powinienem się jej pozbyć nadal je jedząc ??





Chiron

Posted: 26 Paź 2007 12:08:07





No ale chyba musisz przyznać ze gdyby mieso powodowało astme to w zaden
sposób nie powinienem się jej pozbyć nadal je jedząc ??
nigdzie nie napisałem, że mięso było powodem. Jestem jednak głęboko

przekonany, że może wywoływać uczulenia- u niektórych osób. Ponadto - przede
wszystkim- jesteśmy całością. Jeśli chodzi o astmę- to najpierw przecież
zaistniała ona gdzieś tam w świadomości (raczej podświadomości)- dopiero
potem w sferze somy. U mnie było to też coś, co się przekładało na jedzenie
mięsa- u Ciebie pewnie nie.


Chiron






Pszemol

Posted: 26 Paź 2007 12:35:31



U mnie było to też coś, co się przekładało na jedzenie mięsa
Skad to mozesz wiedziec?






Pszemol

Posted: 26 Paź 2007 12:33:33



Przesiakles juz metodami ze swoich ksiazeczek propagandowych.
Straszysz antybiotykami i "anabolami" a przeciez tego nie
"widziales" bo nie mogles widziec :-) Widziales czysta


a tu masz- to już było na grupie nie raz, ale dla przypomnienia
http://groups.google.pl/group/ircx.pl.polskavege/browse_thread/thread/7cf39d749907dda/d63c9156986dab92?hl=pl&lnk=st&q=animex+%2B+antybiotyki#d63c9156986dab92

http://groups.google.pl/group/pl.soc.polityka/browse_thread/thread/c102bcef09401fc/af3bde74765c4077?hl=pl&lnk=st&q=animex+%2B+antybiotyki#af3bde74765c4077

ja swoje informacje też kiedyś upubliczniłem- dostawałem podobne odzewy. Ale przecież jak chcesz jeść mięso, to i tak będziesz
jadł- bez względu na wszystko, prawa?

Oczywiscie, bo te informacje ktore tu przedstawiles nie pochodza
od obiektywnego obserwatora tylko sa propaganda Animalsow, ktorzy
maja swoja agende. Ludzie naginaja prawde w swoja strone, i nie
mozesz bezkrytycznie brac wszystko tak jak jest napisane...





Pszemol

Posted: 26 Paź 2007 12:28:50




Hmm, pisałem w tym wątku, jak poradziłem sobie z poważną chorobą- astmą i uczuleniami. A głównym lekarstwem okazało się
odrzucenie mięsa właśnie.

Skad wiesz ze to akurat bylo GLOWNYM lekarstwem?
Robiles jakies badania porownawcze?
Problem w tym, że w wielu sytuacjach nie ma powtarzalności.

Nawet tak zwana oficjalna medycyna to wie i potrafi czasem
sprokurować komuś lekarstwo tylko dla niego. A to znaczy,
że na innych nie ma co porównywać działania tego lekarstwa.
Mnie pomógł wegetarianizm - pomógł też wielu innym. A żeby pomógł- musi także wystąpić coś, co określić można jako "zgoda".
Zgoda na bycie wegetarianinem- bez zadawania "gwałtu" swojej naturze.

Nie odpowiedziales na moje pytanie.
Skup sie, przeczytaj go jeszcze raz i odpowiedz na temat.

Powtorze go innymi slowami wykorzystujac powyzsze:
Jesli zdarzenie bylo niepowtarzalne, w czasie leczenia
stosowales wiele srodkow zaradczych, w tym wegetarianizm,
to SKAD MOZESZ WIEDZIEC ZE TO AKURAT WEGETARIANIZM byl
tym "glownym" lekarstwem?

Moje pytanie sugeruje i podpowiada Ci, ze wlasciwie
NIE MOZESZ byc tego pewny co Cie uzdrowilo...
Mozesz wylacznie ZGADYWAC.

I tym sie wlasnie nauka od paranauki rozni!
Zrozum, ze wlasnie powtarzanie jest SPOSOBEM na upewnienie sie
ze hipoteza jest prawdziwa. Odrzucenie powtarzalnosci musi
byc polaczone z wprowadzeniem innego sposobu kontroli...
Nie mozesz sobie tak o po prostu odrzucic mechanizmow
kontroli naukowej i zaczac wyciagac dowolne wnioski...
Cofnalbys nas jako ludzkosc do Sredniowiecza, gdzie ktos
rzucil hipoteze ze pani X jest wiedzma i to wystarczylo
do uznania tego jako fakt. Dzis Ty rzucasz sobie hipoteze
ze uzdrowil Cie wegetarianizm i uznajesz to (bez sprawdzenia)
jako fakt...

A że mięso jest trujące- to przecież fakt, któremu nawet taki
zawzięty mitarianin nie zaprzeczy:-).

Mieso jest trujace??? Co to za brednie!?
Skad takie niedorzeczne pomysly bierzesz, Chiron?
tyle razy było na tej grupie- sam o tym dyskutowałeś.


I wniosek byl, ze NIE JEST TRUCIZNA.
Dlatego wlasnie sie dziwie tym bzdurom.

Miałem okazję kiedyś oglądać potężną chlewnię, czystą, pachnącą- ze świnkami napasionymi anabolami i antybiotykami. No cóż-
smacznego, smacznego. Aha- nie chcę Ci dokuczyć, ale to była naprawdę firma amerykańska- choć w Polsce. No cóż- spełniała pewno
wszystkie normy UE. A może i każda świnka była sklonowana- wcale by mnie to nie zdziwiło.:-)

Przesiakles juz metodami ze swoich ksiazeczek propagandowych.
Straszysz antybiotykami i "anabolami" a przeciez tego nie
"widziales" bo nie mogles widziec :-) Widziales czysta
i zadbana chlewnie i tylko sie czepiasz nieprzyzwoicie...
I rozmawiałem z ludźmi też. Ta informacja też przedostała się do prasy.


A ludzie zawsze mowia prawde... prasa tez. :-)))

No ale smacznego. Szczególnie polecane "pakującej" się na siłowniach młodzieży:-). Ewentualnie mającym problemy zdrowotne (te
antybiotyki:-) ).

I znowu powrot do zastraszania. Chioron - zrozum czlowieku, ze ja
sie nie boje :-)

Swojego czasu (lata 70) w fermach polskich "produkowano" kurczaki tucząc je szybko krylem i Vibovitem. Potem nawet komunistyczna
prasa przestrzegała, żeby uważać i nie podawać np małym dzieciom w nadmiarze- bo to niby nie to, że niezdrowe, ale wicie
rozumicie- dzieci się szybciej rozwijają:-). No ale postęp to postęp. Zamiast Vibovitu- anaboliki i penicylina.:-) Smacznego

Ile razy bedziesz w kolko to samo powtarzal?

A co masz do klonowania to juz zupelnie nie wiem. Jakis problem?
Wiesz w ogole co to jest to klonowanie?
To był żart. Jednakże - jak pisałem- nie zdziwił bym się. Kiedyś widziałem setki (tysiące?) jabłek amerykańskich- dokładnie takich

samych. Jakoś tak nie miałem ochoty ich zjeść...Raczej wydało mi się, że nie urosły na drzewach.

Wyciagasz nieuzasadnione wnioski... ale pewny siebie jestes :-)
W supermarketach owoce sa SORTOWANE pod wzgledem wielkosci, ksztaltu
i te ktore nie spelniaja scislych wymogow co do wygladu nie sa
przyjmowane do sklepu. Dlatego kazde jablko wyglada tak samo!
To sortowanie oznacza, ze tylko 40-60% jablek z drzewa trafia do
supermarketu na polke - reszta przerabiana jest na soki i ich nie widzisz.





Chiron

Posted: 26 Paź 2007 21:47:54





Powtorze go innymi slowami wykorzystujac powyzsze:
Jesli zdarzenie bylo niepowtarzalne, w czasie leczenia
stosowales wiele srodkow zaradczych, w tym wegetarianizm,
to SKAD MOZESZ WIEDZIEC ZE TO AKURAT WEGETARIANIZM byl
tym "glownym" lekarstwem?

Moje pytanie sugeruje i podpowiada Ci, ze wlasciwie
NIE MOZESZ byc tego pewny co Cie uzdrowilo...
Mozesz wylacznie ZGADYWAC.

I tym sie wlasnie nauka od paranauki rozni!
Nie "para" od nauki. To nie ta różnica. Odkąd dyskutujemy, to właściwie

piszemy cały czas to samo. A ja się trochę czuję, jakbym przebijał mur.
Pszemolu- jeśli się postarasz, to do Ciebie to dojdzie. Jak Ty mi piszesz
"pomyśl" to ja myślę właśnie. Jak ja Ci piszę "poczuj"- to ty myślisz...Choć
i tu logika sama powinna Ci odpowiedzieć na to: odstawiłem wszystkie leki
(trochę desperacko- ale czułem się po nich...zmulony). Odstawiłem mieso.
Zacząłem bacznie obserwować swój organizm. Pamiętam- nałożył się na to
wyjazd w Bieszczady. Niestety- a może nie niestety- byłem tam sam. Najpierw
post, potem medytacje, lekkie posiłki wege- i spacery. Tak mi stanęło to
wszystko przed oczyma...to już tyle lat. WIEM- wiem, że jedną z głównych
przyczyn, lekarstw przywracających zdrowie była dieta wege. Wiem, bo byłem
ze sobą- i staram się być w kontakcie z sobą samym. Dlatego też wiem wiele
innych rzeczy: np, kogo kocham. Pszemolu- czy (zakładam, że kogoś kochasz)
masz wiedzę o tym, że kogoś kochasz? Jeśli tak- to w jaki sposób tę wiedzę
posiadłeś?
Chcesz mi weprzeć, że jakiś naukowiec jest w stanie odpowiedzieć na pytanie,
co naprawdę uzdrawia?! Wolne żarty- oni co najwyżej stwierdzą, że coś
zwiększa (zmniejsza) poziom czegoś tam, a od tego to giną bakterie
gramdodatnie. Jednakże nigdy nie są w stanie stwierdzić, co naprawdę
człowieka uleczyło. Na ogół jest to on sam- ale nie zawsze. Lekarstwa-
owszem, bywają pomocne. Szczególnie połączone z wiarą (np w Potęgę Lekarzy).
Ale mnie to nie potrzebne. Na badaniach okresowych kobitka popatrzyła w moje
badania i zapytała o uczulenie, astmę. Zażartowałem, że wyleczyłem je
poprzez hodowlę świnki morskiej i pieska (testy wskazują bardzo silne
uczulenie). Powiedziała, że niestety nie mogę mieć takich zwierzątek- ale
dokładnie jakie teraz biorę leki- czy hormonalne? Kupa śmiechu. Ale i są
inni lekarze- choć ci się na ogół ukrywają. A jak mają jakieś problemy- to
ci, co do tej pory w tej samej przychodni stosowali ich metody- nagle
twierdzą, że o niczym nie wiedzą. No cóż- może to kwestia moralności,
odwagi? Nie wiem.

Zrozum, ze wlasnie powtarzanie jest SPOSOBEM na upewnienie sie
ze hipoteza jest prawdziwa. Odrzucenie powtarzalnosci musi
byc polaczone z wprowadzeniem innego sposobu kontroli...
Nie mozesz sobie tak o po prostu odrzucic mechanizmow
kontroli naukowej i zaczac wyciagac dowolne wnioski...
Cofnalbys nas jako ludzkosc do Sredniowiecza, gdzie ktos
rzucil hipoteze ze pani X jest wiedzma i to wystarczylo
do uznania tego jako fakt. Dzis Ty rzucasz sobie hipoteze
ze uzdrowil Cie wegetarianizm i uznajesz to (bez sprawdzenia)
jako fakt...
Dlaczego odrzucasz introspekcję jako metodę poznawczą?


No ale smacznego. Szczególnie polecane "pakującej" się na siłowniach
młodzieży:-). Ewentualnie mającym problemy zdrowotne (te
ntybiotyki:-) ).

I znowu powrot do zastraszania. Chioron - zrozum czlowieku, ze ja
sie nie boje :-)
Ciekawe...poprzez pracę znam wiele sklepów od drugiej strony. Jak

tłumaczyłem ludziom, co kupują (myte "javox"em i "Ludwikiem" mięso, które
dawno powinno się przerobić na karmę lisią)- mówili mi, żebym im nie gadał
głupot i nie zastraszał. Jak jakiś dziennikarz zacząło tym trąbić, Sanepid
wyruszył w teren i złapali paru - obserwowałem, że niektórzy moi znajomi
zaczęli się przynajmniej baczbniej temu przyglądać, co i gdzie kupują do
jedzenia.


Chiron






Chiron

Posted: 26 Paź 2007 21:49:10




U mnie było to też coś, co się przekładało na jedzenie mięsa
Skad to mozesz wiedziec?


patrz proszę wcześniejszą odpowiedź

Chiron
Prawda, Prostota, Miłość






Pszemol

Posted: 27 Paź 2007 00:20:06



U mnie było to też coś, co się przekładało na jedzenie mięsa
Skad to mozesz wiedziec?

patrz proszę wcześniejszą odpowiedź

Juz napisales: miales takie przeczucie... ok. tak tez mozna :-)





Pszemol

Posted: 27 Paź 2007 00:19:39



Powtorze go innymi slowami wykorzystujac powyzsze:
Jesli zdarzenie bylo niepowtarzalne, w czasie leczenia
stosowales wiele srodkow zaradczych, w tym wegetarianizm,
to SKAD MOZESZ WIEDZIEC ZE TO AKURAT WEGETARIANIZM byl
tym "glownym" lekarstwem?

Moje pytanie sugeruje i podpowiada Ci, ze wlasciwie
NIE MOZESZ byc tego pewny co Cie uzdrowilo...
Mozesz wylacznie ZGADYWAC.

I tym sie wlasnie nauka od paranauki rozni!
Nie "para" od nauki. To nie ta różnica. Odkąd dyskutujemy, to właściwie piszemy cały czas to samo. A ja się trochę czuję, jakbym

przebijał mur. Pszemolu- jeśli się postarasz, to do Ciebie to dojdzie. Jak Ty mi piszesz "pomyśl" to ja myślę właśnie. Jak ja Ci
piszę "poczuj"- to ty myślisz...Choć i tu logika sama powinna Ci odpowiedzieć na to: odstawiłem wszystkie leki (trochę desperacko-
ale czułem się po nich...zmulony). Odstawiłem mieso. Zacząłem bacznie obserwować swój organizm. Pamiętam- nałożył się na to wyjazd
w Bieszczady. Niestety- a może nie niestety- byłem tam sam. Najpierw post, potem medytacje, lekkie posiłki wege- i spacery. Tak mi
stanęło to wszystko przed oczyma...to już tyle lat. WIEM- wiem, że jedną z głównych przyczyn, lekarstw przywracających zdrowie
była dieta wege. Wiem, bo byłem ze sobą- i staram się być w kontakcie z sobą samym. Dlatego też wiem wiele innych rzeczy: np, kogo
kocham. Pszemolu- czy (zakładam, że kogoś kochasz) masz wiedzę o tym, że kogoś kochasz? Jeśli tak- to w jaki sposób tę wiedzę
posiadłeś?

Czyli masz PRZECZUCIE, ze to wegetarianizm Ci pomogl.
Ale medycyna to nie sfera uczuc, to nauka...
Stad w medycynie wiele naukowych testow, porownywanie z placebo,
proba podwojnie slepa itp... Bo wlasnie "na czuja" to sie duzo
bledow robi i pacjentow sporo zabija.

Chcesz mi weprzeć, że jakiś naukowiec jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę uzdrawia?! Wolne żarty- oni co najwyżej
stwierdzą, że coś zwiększa (zmniejsza) poziom czegoś tam, a od tego to giną bakterie gramdodatnie. Jednakże nigdy nie są w stanie
stwierdzić, co naprawdę człowieka uleczyło. Na ogół jest to on sam- ale nie zawsze. Lekarstwa- owszem, bywają pomocne. Szczególnie
połączone z wiarą (np w Potęgę Lekarzy). Ale mnie to nie potrzebne. Na badaniach okresowych kobitka popatrzyła w moje badania i
zapytała o uczulenie, astmę. Zażartowałem, że wyleczyłem je poprzez hodowlę świnki morskiej i pieska (testy wskazują bardzo silne
uczulenie). Powiedziała, że niestety nie mogę mieć takich zwierzątek- ale dokładnie jakie teraz biorę leki- czy hormonalne? Kupa
śmiechu. Ale i są inni lekarze- choć ci się na ogół ukrywają. A jak mają jakieś problemy- to ci, co do tej pory w tej samej
przychodni stosowali ich metody- nagle twierdzą, że o niczym nie wiedzą. No cóż- może to kwestia moralności, odwagi? Nie wiem.

O czym Ty piszesz? Nie zdajesz sobie sprawy jak niewiele wiesz
na temat medycyny i innych nauk...

Zrozum, ze wlasnie powtarzanie jest SPOSOBEM na upewnienie sie
ze hipoteza jest prawdziwa. Odrzucenie powtarzalnosci musi
byc polaczone z wprowadzeniem innego sposobu kontroli...
Nie mozesz sobie tak o po prostu odrzucic mechanizmow
kontroli naukowej i zaczac wyciagac dowolne wnioski...
Cofnalbys nas jako ludzkosc do Sredniowiecza, gdzie ktos
rzucil hipoteze ze pani X jest wiedzma i to wystarczylo
do uznania tego jako fakt. Dzis Ty rzucasz sobie hipoteze
ze uzdrowil Cie wegetarianizm i uznajesz to (bez sprawdzenia)
jako fakt...
Dlaczego odrzucasz introspekcję jako metodę poznawczą?


Odrzucam PRZECZUCIE jako dowod naukowy.

No ale smacznego. Szczególnie polecane "pakującej" się na siłowniach młodzieży:-). Ewentualnie mającym problemy zdrowotne (te
ntybiotyki:-) ).

I znowu powrot do zastraszania. Chioron - zrozum czlowieku, ze ja
sie nie boje :-)
Ciekawe...poprzez pracę znam wiele sklepów od drugiej strony. Jak tłumaczyłem ludziom, co kupują (myte "javox"em i "Ludwikiem"

mięso, które dawno powinno się przerobić na karmę lisią)- mówili mi, żebym im nie gadał głupot i nie zastraszał. Jak jakiś
dziennikarz zacząło tym trąbić, Sanepid wyruszył w teren i złapali paru - obserwowałem, że niektórzy moi znajomi zaczęli się
przynajmniej baczbniej temu przyglądać, co i gdzie kupują do jedzenia.

Czytales tu moje raporty o zatruciu echerichia coli w salacie?
Zrozum, ze brak higieny nie dotyczy wylacznie miesa...
Jak chcesz byc pewny w 100% co jesz to musisz sobie to sam
wyhodowac i samemu przyrzadzic - nie kazdy moze sobiena to pozwolic.





. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.987
miniBB.net © 2001-2009 Polityka Prywatności
motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008