| ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
pozycjonowanie stron |
Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu. |
| Zobacz: / Wegetarianizm / Festiwal wegetarian |
| << . 1 . 2 . |
| Autor | Wiadomość |
| Krystyna*Opty*
|
Posted: 30 Paź 2007 13:57:04 W takim razie pozostaje masochizm (jeśli nie, wcześniej wymieniony,
podziw otoczenia). Jeśli nie czują bólu i powodowanej nim satysfakcji seksualnej- to nie masochizm. Słusznie. To autoagresja, przymus zadawania sobie bólu. Człowiek dojrzały i zrównoważony psychicznie - nie odczuwa takiej potrzeby. Przyjęcie na siebie określonej roli społecznej- to nie wymaga podziwu. Powiem więcej- jeśli ktoś robi coś takiego dla poklasku- raczej
długo tego nie porobi. Do tego jest potrzebny określony stan ducha- wykluczający łaszenie się na poklaski. Ehh... ludzie wiele zrobią dla poklasku, dla sławy... Taką rolę w rodzinie pełnią, niestety, członkowie najsłabsi. Jeśli nie
ma dziecka - to ciosy przyjmuje np. żona (czasem mąż), jeśli nie ma żony - to obrywa pies lub ktokolwiek, kto się nawinie. oni przyjmują na siebie tę rolę. Pełnią- bo przyjmują.
I bynajmniej chodzenie "ofiary" po ogniu, (czy inny rytuał) - nie zmieni jej status quo. Jednak ta chwila "tu i teraz" nie może trwać nieustannie,
Nie, nie, nie! Jeśli ktoś zawsze potrafi być w tu i teraz- zawsze będzie szczęśliwy. Przeurocze... :) Jakież to wegetariańskie - nie myśleć, co będzie jutro... cieszyć się chwilą... ;] Pomyśl, gdyby tak każdy człowiek ZAWSZE żył tylko dniem dzisiejszym (czyt. wykazywał skrajny egoizm, bez inwestowania (rodzaj poświęcenia jakiejś wartości na rzecz innej) w przyszłość swoją, rodziny, własnej nacji itd. - to prawdopodobnie nie stworzylibyśmy społeczeństwa, cywilizacji. Rzecz w tym, że czasem jednostki decydują się coś tracić ze swojego "tu i teraz" na rzecz innych wartości, które zresztą owej wartości nabierają (jak wino) dopiero z CZASEM... bo dopiero CZAS bezlitośnie weryfikuje ich wartość. A z tą weryfikacją będzie coraz gorzej, bo człowiek robi wszystko aby skracać żywot swojego gatunku. Poniekąd masz rację. W takiej właśnie sytuacji są zwierzęta, z niską
świadomością i... małe dzieci - stąd tzw. szczęśliwe dzieciństwo... Paradoksem jednak jest to, że jako owo "szczęśliwe dzieciństwo" okres ten odbiera człowiek dopiero jako dorosły, czyli kontekst dorosłości (wraz z jego problemami) sprawia, że dzieciństwo nabiera cech beztroski (czyt. szczęśliwości, nikłej nieświadomości...?). widzisz- to tak widzę...nawet Hegel uczył, że jest kilka stopni świadomości. Bodajże- moja pamięć tu może już zawodzić- wyróżniał 3: zdaje się na drugim poziomie człowiek o takim stopniu samowiedzy stawał się nieszczęśliwy. Wiedział, że umrze. Uważał, że życie nie ma sensu. Ten stan oddaje dość dobrze ruch egzystencjalistów- któzy często kończyli zadając sobie śmierć. Jednak wyższy, trzeci stopień świadomości oznacza dla człowieka szczęście: człowiek już wie, że tak naprawdę nie umrze (np świadomość religijna i mocne przeświadczenie o życiu po śmierci fizycznej). Taki człowiek jest szczęśliwy, często traktuje życie jako zbiór chwil, i smakuje się każdą chwilą. Trudno mi określić, kto jest szczęśliwszy: ateista czy wierzący? Wszak stały lęk przed "karą boską" i "ogniem piekielnym" - nie może napawać szczęściem. Obłudą wierzących jest także twierdzenie, że kochają Boga. Zwyczajnie boją się "kary za grzechy". Ludźmi rządzą dwa skrajne uczucia: miłość i strach, ale nie można kochać ze strachu... Mówiąc serio, z pewnością drapieżcy inaczej pachną, niż roślinożercy.
I słusznie drapieżniki na ogół wolą nam schodzić z drogi, z wyjątkiem tych szczególnie dużych i zdenerwowanych - czyli bezbłędnie rozpoznają w nas drapieżców (czyt. zagrożenie), w przeciwieństwie do niektórych wegetarian wmawiajacych innym, że człowiek jest z natury roślinożercą, bo "nie jest w stanie odgryźć kawałka pośladka gnu, czy innej świni" ;) a jesteś w stanie? Dla mnie ma sens jedzenie mięsa, jeśli człowiek jest w
stanie sam zabić, oprawić i zjeść. Korzystasz z komputera, a czy jesteś w stanie sobie go własnoręcznie zrobić? Korzystasz z wynalazków i usług innych (najczęściej wszystkożerców zresztą), dzięki którym np. nie musisz zajmować się hodowaniem swoich produktów roślinnych, nie wspomnę o takich, które w naszym klimacie nie urosną, ale masz możliwość je nabyć. Nie musisz sam hodować ryżu na przykład, ale tenże ryż musisz ugotować, bo nawet Twój wege-organizm surowego nie trawi. Choćby takie oliwki, propaguje się jako najzdrowsze i niezbędne, ale przecież one u nas nie rosną, musisz więc korzystać z transportu (wynalazków techniki). Innymi słowy zarówno ja, jak i Ty - korzystamy z dorobku intelektualnego naszych przodków nawet w zakresie samego żywienia, pomijając całą ogromną resztę. Dziwnie więc wygląda Twój argument, że nie jestem w stanie odgryźć pośladka świni. To dorobek INTELEKTUALNY naszych przodków skutecznie zastąpił kły i pazury. Dlatego te ostatnie do polowania były nam niepotrzebne. Rozwój intelektu uwolnił człowieka od wielu uciążliwych zajęć, ze ściganiem uciekającej zwierzyny łownej włącznie (hodowla). Jak potrafi tylko kupić w sklepie, a upiera się, że to wcale nie wypatroszone, martwe zwierzę tylko np bekon-
to IMHO zakłamuje sam siebie. Niestety, "uroda" tego świata na tym polega, że każde życie karmi się śmiercią innego życia. Tylko rośliny potrafią czerpać energię ze światła słońca. Ty czerpiesz energię z roślin, a one też wolałyby nie być zjedzone. A Ty jak uważasz? Czy chodziłeś po ogniu? A jeśli tak, to dlaczego i
jaki był efekt? Inna sprawa, jak nie było zgody- a wszedłem...nie jeden (w tym ja)
przekonał się, jak można sobie zrobić krzywdę białym żarem. Spaloną skórę można leczyć miesiącami- i pamiętać o swojej głupocie:-). Długo by o tym pisać. Mogę tylko dodać, że jak chcesz coś podobnego przeżyć, to nie funduj sobie czegoś w transie. A takie chodzenia są u nas najczęściej organizowane. Inna sprawa, że do świadomego przejścia najczęściej potrzeba długich przygotowań- ale warto. Aha- ktoś, kto para się szamanizmem- pewno powie Ci o potrzebie transu i o tym, że nie warto być pokornym i prosić ognia ani mu dziękować. A najpewniej też, że jedyne podziękowania należą się jego somie. To ciekawe konfrontacje z silnymi bodźcami. Naprawdę interesujące, aczkolwiek ja nie zdobyłabym się na takie eksperymenty. Moje stopy by tego żaru nie wytrzymały ;] A ja Ci pokazuję, że motywacja jest zupełnie inna: motywacja człowieka
uzależnionego to tłumienie i spychanie uczuć- a tu masz coś przeciwnego. Weź proszę pod uwagę, że ekstazą jest ...medytacja. Jak Ci pisałem o fire-walk, tak też medytacja wymaga wiele pracy. Czasem lat pracy. Ideą uzależnienia (narkotyki, alkohol) jest natychmiastowe działanie- nigdy dochodzenie do czegoś cierpliwie, poprzez pokonywanie barier, trudności etc. I jaki jest tego efekt? Są RÓŻNI mężowie... Powiedziałabym: jaki mąż - taka żona, aczkolwiek i
vice versa... ;) Jednak z reguły silniejszy nadaje ton i... zbiera też owoce... i te dobre, i te złe ;| Zgadzam się, ale nie z tym "silniejszy". Małżeństwo (związek) IMHO nie powinien być terenem rywalizacji, próby sił. Partnerstwo jest cudowne- co wcale nie znaczy, że koniecznie mamy robić to samo i tyle samo. Każde może robić to, w czym się czuje dobrze. No dokładnie. Idealnym odzwierciedleniem tej idei jest symbol DYNAMICZNEJ równowagi Feng Shui. Małżeństwo, to także pewna dynamiczna całość. To wielka sztuka obu partnerów - znaleźć idealny środek tej dwubiegunowej całości. Przewaga jednego z nich (czyt. żądza władzy, czy idea przywództwa), moim zdaniem - niszczy tę wartość. http://pl.wikipedia.org/wiki/Nietoperze#Po.C5.BCywienie
i chyba stale rosnąca ludzka liczebność w końcu wymusi to zjawisko(?)... Ja, na szczęście, tej ludzkiej degradacji nie dożyję :) Dobrze. Jesteś całością. W danym miejscu i czasie, gdzie byłaś przechodząc na dietę optymalną- uzyskałaś Ty takie wyniki. Ja np przechodząc na dietę wege+ryby (plus inne rzeczy z dietą niezwiązane) znacznie zredukowałem astmę, uczulenia. W zakresie psychiki- spadła znacznie moja agresja. Ja na DO pozbyłam się bardzo wielu, bardzo nieznośnych problemów http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=683.0 Nareszcie zrobiłam też badania (po kilku latach zresztą) i są jeszcze lepsze od poprzednich :) Naturalną rzeczą było kilka lat później odstawienie ryb, tak jak teraz jestem na etapie rezygnacji z jaj. To
wszystko najpierw istnieje we mnie- niczego sobie nie narzucam. Nie narzucam też tego innym. Uważam, że taka narzucona dieta może się skończyć wręcz tragicznie. Niekoniecznie. Więźniom w obozach koncentracyjnych narzucono ekstremalne warunki żywieniowe i bytowe na granicy życia i śmierci, ludzie jednak jakimś cudem byli w stanie tak żyć nawet kilka lat. Oczywiście generalnie nie ma sensu celowo poddawać organizmu takim próbom. Szkoda zdrowia po prostu. Krystyna |
| << . 1 . 2 . |
|
Czas ładowania strony (sek.): 0.394 miniBB.net © 2001-2009 Polityka Prywatności motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008 |