kuchnia
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
pozycjonowanie stron | Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu.

Zobacz: / Wegetarianizm / Wegetarianizm wg. Pszemola - podsumowanie.
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
Alex

Posted: 10 Sty 2008 17:26:58



Podsumowanie poprzedniego wątku:



Ponieważ temat poprzedniego wątku nieco się wyczerpał lub zszedł na poboczne
tory, krótkie podsumowanie, z którego wychodzi, że Pszemol prawdopodobnie
zaczyna pojmować, o co chodzi w wegetarianizmie :).



Pszemol:

"Nie znam nikogo kto stawia rownosc miedzy zabijaniem krowy i marchewki... "



Brawo. Czyli mięsożercy jednak potrafią różnicować.

Dostrzegają różnicę - między większym złem a mniejszym złem.

Widzą, że czym innym jest zabicie człowieka, czym innym zwierzęcia.

Widzą, że czym innym zabicie, krowy, czym innym zabicie marchewki.



Oczywistością jest, że nie da się uniknąć śmierci wielu zwierząt. Nikt się z
tym nie spiera. Czy to przy produkcji warzyw/owoców, czy też podczas spaceru
w lesie (rozdeptana mrówka czy żuczek), czy podczas jazdy samochodem (muchy
i inne owady na zderzaku/masce).W wegetarianizmie chodzi o to, że o ile
można zmniejszyć liczbę zabijanych zwierząt, oraz uniknąć cierpienia,
jakiego te zwierzęta doświadczają, to warto starać się to robić. Po prostu
im mniej niepotrzebnego zabijania, tym lepiej. Proste.



Pszemol:

"Weganizm nie wymusza hipokryzji tak jak wymusza ja lakto-ovo."



Czyli Przemol dał w końcu przyzwolenie na zabijanie marchewki :).

I oczywiście, Pszemol, pełno jest vege-hipokrytów - pijących mleko i
jedzących kurze jaja i głośno krzyczących - ale nawet oni, przyczyniają się
do zmniejszenia cierpienia zwierząt. Owszem, może nie krówek ani kur, ale
już kurczaków tak, już świnek tak. Zmniejszają popyt na cielęcinę, nie
jedząc befsztyków... - zmniejszają zło.



Pszemol:

"Chodzilo mi o bezsens wspierania finansowego hodowli karpii i
przetrzymywania ich zywych w transporcie i sklepie. Sam pisales ze wege
chodzi o to, aby sie popyt zmniejszyl."



Dokładnie o to.



Pszemol:

"I o to mi chodzilo gdy pisalem ze wegetarianie nie ratuja zwierzat od
smierci - ratuja je od zycia."



A ja się zapytam - od jakiego życia?

Od życia 24h przy sztucznym świetle, na paszy w której więcej jest odpadów
zwierzęcych, chemii i antybiotyków niż czegokolwiek innego, stłoczone,
dziobiące/gryzące się wzajemnie z braku przestrzeniu życiowej?. Wegetarianie
chcą uniknąć niepotrzebnego cierpienia. Skoro nie przemówił do Ciebie
przykład z ekologami, którzy wolą nie dopuścić do wycieku ropy, niż później
bohatersko ratować rzekę/morze/ocean od skażenia, to może inny przykład.



Pszemol:

"Ty jednak rozdajesz ludziom kondomy i glosisz swiatu, ze chronisz jakies
dzieci przed smiercia i cierpieniem..."



Dokładnie tak.



Np. podane przez Ciebie "rozdawane kondomy". Lepiej jest je rozdawać, niż
potem walczyć o umierające z głodu dzieci, czy też o ludzi, którzy umierają
z powodu chorób wenerycznych. To jest właśnie ochrona przed niepotrzebną
śmiercią i cierpieniem.



Nie wiem, dlaczego tak bardzo uparłeś się, aby utożsamiać wegetarianizm z
"ratowaniem zwierząt przed rzeźnią".



To tak, jakby dentysta zamiast zapobiegać powstawaniu ubytków, specjalnie
zniechęcał do mycia zębów, rozdawał słodycze, aby później móc bohatersko
"ratować zęby pacjentów od choroby (czytaj - od rzezi)".



Pszemol:

"Ja sie upieralem ze zaden wegetarianin swoim wegetarianizmem nie ratuje
zwierzat przed smiercia. Ty sie ze mna spierasz i podales mierny przyklad
swojego karpia czy jakiegos konia."



Owszem, generalnie nie ratuje zwierząt przed śmiercią - z tym się nie
spieram - wegetarianizm stara się ratować od niepotrzebnego cierpienia. Nie
ma zwierząt hodowlanych na fermach = nie ma cierpienia, nie ma
niepotrzebnego zabijania.



A przykład uratowanego vege-karpia, czy vege-konia to fatycznie kropla w
morzu, pokazująca jednak, że czasem można też uchronić zwierzę przed
"rzeźnią". Jednak to jest nieistotne, bo nie leczy przyczyny, tylko skutek.
To jak zaplombowana dziura w zębie, zamiast zapobiegnięciu powstania
próchnicy. Reakcja po fakcie.



Pozdrawienia,

Aleksander.





Pszemol

Posted: 17 Sty 2008 04:40:56



Podsumowanie poprzedniego wątku:

Ponieważ temat poprzedniego wątku nieco się wyczerpał lub zszedł na poboczne tory, krótkie podsumowanie, z którego wychodzi, że
Pszemol prawdopodobnie zaczyna pojmować, o co chodzi w wegetarianizmie :).

Wez mnie Alex nie rozsmieszaj - zaczyna pojmowac?
Mysle ze gdybys czytal mnie w 1998 roku to wiedzialbys
ze moje stanowisko w tym temacie sie nie zmienilo.

Pszemol:

"Nie znam nikogo kto stawia rownosc miedzy zabijaniem krowy i marchewki... "



Brawo. Czyli mięsożercy jednak potrafią różnicować.

Dostrzegają różnicę - między większym złem a mniejszym złem.

Widzą, że czym innym jest zabicie człowieka, czym innym zwierzęcia.

Widzą, że czym innym zabicie, krowy, czym innym zabicie marchewki.

Nie wmawiaj mi czegos czego nie napisalem!
Manipulujesz a ja wyraznie wytlumaczylem na czym polega roznica
pomiedzy krowa a marchewka zauwazajac przy okazji ze z tego samego
powodu nie ma roznicy miedzy krowa a stonka czy owsikiem.
Marchewka po prostu nie jest zwierzeciem a krowa lub owsik jest.

Starasz sie tu wyrwac pojedyncze moje zdania z kontekstu w ktorym
mialy inne znaczenie i w ten sposob probujesz nadac moim slowom
wydzwiek jakiego nigdy nie mialy. To jest zwyczajna MANIPULACJA.

Oczywistością jest, że nie da się uniknąć śmierci wielu zwierząt. Nikt się z tym nie spiera. Czy to przy produkcji warzyw/owoców,
czy też podczas spaceru w lesie (rozdeptana mrówka czy żuczek), czy podczas jazdy samochodem (muchy i inne owady na
zderzaku/masce).W wegetarianizmie chodzi o to, że o ile można zmniejszyć liczbę zabijanych zwierząt, oraz uniknąć cierpienia,
jakiego te zwierzęta doświadczają, to warto starać się to robić. Po prostu im mniej niepotrzebnego zabijania, tym lepiej. Proste.

Dlaczego wiec jadasz jajka, hipokryto?

Pszemol:

"Weganizm nie wymusza hipokryzji tak jak wymusza ja lakto-ovo."



Czyli Przemol dał w końcu przyzwolenie na zabijanie marchewki :).


I oczywiście, Pszemol, pełno jest vege-hipokrytów - pijących mleko i jedzących kurze jaja i głośno krzyczących

Z Toba wlacznie, wegetarianinie od siedmiu bolesci.

- ale nawet oni, przyczyniają się do zmniejszenia cierpienia zwierząt. Owszem, może nie krówek ani kur, ale już kurczaków tak, już
świnek tak. Zmniejszają popyt na cielęcinę, nie jedząc befsztyków... - zmniejszają zło.

Dobrze wiesz ze to co napisales jest BZDURA na resorach.
Nie zmniejszyles zla panujacego w rzezni, nie zmniejszyles
cierpienia ani jednej swini, ani jednej kurze ani jednej krowie.
Malo tego - za kazdym razem gdy jesz jaja przyczyniasz sie do
cierpienia kur, sponsorujesz morderstwa dokonywane przez sekserke
na kurzej farmie i wykorzystujesz zwierzeta jak maszyny dla
zaspokojenia KAPRYSU swojego podniebienia.

Pszemol:

"Chodzilo mi o bezsens wspierania finansowego hodowli karpii i przetrzymywania ich zywych w transporcie i sklepie. Sam pisales ze
wege chodzi o to, aby sie popyt zmniejszyl."



Dokładnie o to.

Wpuszczajac karpia do stawu robiles dokladnie odwrotnie, hipokryto.
Trzeba bylo go dac komus kto by go zjadl na Wigilie i nie kupil
przez to innego. W ten sposob ograniczylbys popyt.
Ty tego nie zrobiles ale piszesz jakies bzdury "dokladnie to".
No wlasnie zrobiles dokladnie odwrotnie: ZWIEKSZYLES POPYT.

Pszemol:

"I o to mi chodzilo gdy pisalem ze wegetarianie nie ratuja zwierzat od smierci - ratuja je od zycia."



A ja się zapytam - od jakiego życia?

A kto Ci dal prawo do decydowania o tym ktore zycie zasluguje
na przezycie a ktore nie? Czujesz sie jakims bogiem czy co?

Czy wedlug tej samej logiki wejdziesz komus do domu i zabijesz
mu ulomne dziecko bo przez swoje uposledzenie nigdy nie pojdzie
na studia, nie zalozy wlasnej rodziny i bedzie miec MARNE ZYCIE?

Skad wiesz czy taka rzezna krowa czy kura nie wolalaby jednak
sie urodzic, przezyc krotkiego zycia mimo wszystko? Moze ta
krowa ma w nosie Twoja decyzje co do jakosci jej zycia ?

Pszemol:

"Ty jednak rozdajesz ludziom kondomy i glosisz swiatu, ze chronisz jakies dzieci przed smiercia i cierpieniem..."



Dokładnie tak.



Np. podane przez Ciebie "rozdawane kondomy". Lepiej jest je rozdawać, niż potem walczyć o umierające z głodu dzieci, czy też o
ludzi, którzy umierają z powodu chorób wenerycznych. To jest właśnie ochrona przed niepotrzebną śmiercią i cierpieniem.

Szkoda tylko ze uzurpujesz sobie prawo o decydowaniu o czyims
zyciu i smierci...

Nie wiem, dlaczego tak bardzo uparłeś się, aby utożsamiać wegetarianizm z "ratowaniem zwierząt przed rzeźnią".

To zastanow sie chwilke jaka role pelnia rzeznie w wegepropagandzie
a moze zrozumiesz...

To tak, jakby dentysta zamiast zapobiegać powstawaniu ubytków, specjalnie zniechęcał do mycia zębów, rozdawał słodycze, aby
później móc bohatersko "ratować zęby pacjentów od choroby (czytaj - od rzezi)".

Nie, to raczej tak jakby dentysta zapobiegal powstawaniu ubytkow
przez wyrywanie zdrowych zebow bo przeciez i tak marnie skoncza
wczesniej czy pozniej bolac biednego pacjenta... prawda ?





Alex

Posted: 17 Sty 2008 12:43:30



Coś długo się zbierałeś z odpowiedzią.
No ale popatrzmy... co my tu mamy...

Wez mnie Alex nie rozsmieszaj - zaczyna pojmowac?
Mysle ze gdybys czytal mnie w 1998 roku to wiedzialbys
ze moje stanowisko w tym temacie sie nie zmienilo.

Po co te zbędne emocje. Czytuje Cie od dawna.
Zawsze ta sama nieudolna argumentacja.
Moje zdanie było tylko prowokacją, bo wiadomo
nie od dziś, że jesteś jak ta vege-krowa, jeśli
chodzi o zmianę poglądów ;)

Nie wmawiaj mi czegos czego nie napisalem!
[...] To jest zwyczajna MANIPULACJA.

Manipulacja ? Czyżbyś głosował na PIS ?
Niczego nie wmawiam, tylko cytuję.

Marchewka po prostu nie jest zwierzeciem a krowa lub owsik jest.

Czyli marchewkę można zabijać, a owsika już nie ?

Dlaczego wiec jadasz jajka, hipokryto?

Już wyjaśniałem, że nie jadam jajek fermowych.
Powinieneś się też spytać, dlaczego jeżdzę samochodem.
I dlaczego chodzę na spacer do lasu.

I oczywiście, Pszemol, pełno jest vege-hipokrytów - pijących mleko i
jedzących kurze jaja i głośno krzyczących
Z Toba wlacznie, wegetarianinie od siedmiu bolesci.


Nawet wegetarianie od siedmiu boleści zmiejszają
niepotrzebne cierpienie zwierząt. I bardzo dobrze.

Owszem, może nie krówek ani kur, ale już kurczaków tak, już świnek tak.
Zmniejszają popyt na cielęcinę, nie jedząc befsztyków... - zmniejszają
zło.

Dobrze wiesz ze to co napisales jest BZDURA na resorach.


Nie bzdura tylko fakt - w porzednich Twoich postach zdaje się
że zrozumiałeś już zależność: wegetarianizm a popyt na mięso.
Widać jeszcze musisz nad tym popracować.

Nie zmniejszyles zla panujacego w rzezni, nie zmniejszyles.
cierpienia ani jednej swini, ani jednej kurze ani jednej krowie.

Nie rozumiesz słowa pisanego ?
Nie bardzo mam wpływ na to, czy zatrudniony w rzeźni gościu,
to bydle, któremu frajdę sprawia zadawanie dodatkowego
bólu świni czy krowie. Wybieram najprostszą i najskuteczniejszą
metodę - ograniczyć liczbę zwierząt, jakie są szlachtowane.
NIE MA FERM = NIE MA CIERPIENIA, NIE MA
NIEPOTRZEBNEGO ZABIJANIA. Proste.

Wykorzystujesz zwierzeta jak maszyny dla
zaspokojenia KAPRYSU swojego podniebienia.

Pięknie Pszemol. Zaczynasz mówić jak prawdziwy veguś :)
Jednak lata spędzone na tej grupie nie poszły na marne.

Wpuszczajac karpia do stawu robiles dokladnie odwrotnie, hipokryto.

Nie no, to w końcu Pszemol się zdecyduj.
Albo wegetarianie mają chronić zwierząta od rzeźni, albo nie mają.

Trzeba bylo go dac komus kto by go zjadl na Wigilie i nie kupil
przez to innego. W ten sposob ograniczylbys popyt.

Skąd znowu - w ten sposób tylko zaoszczędziłbym komuś
parę złotych w kieszeni. Bo za rok on i tak tego karpia kupi.
Rozumując w Twój sposób, jakbym kupił karpie wszystkim
ludziom w Polsce, to całkiem ograniczyłbym popyt ma karpie?

Ty tego nie zrobiles ale piszesz jakies bzdury "dokladnie to".
No wlasnie zrobiles dokladnie odwrotnie: ZWIEKSZYLES POPYT.

Zwiększyłbym, gdybym to ja go kupił. A tak, ani nie zmniejszyłem,
ani nie zwiększyłem - to powinien zrozumieć nawet przedszkolak.

Pszemol: "I o to mi chodzilo gdy pisalem ze wegetarianie nie ratuja
zwierzat od smierci - ratuja je od zycia."
Alex: A ja się zapytam - od jakiego życia?

A kto Ci dal prawo do decydowania o tym ktore zycie zasluguje

na przezycie a ktore nie? Czujesz sie jakims bogiem czy co?

Hehehehe. No to już Pszemol maksimum hipokryzji.
Kolejny bzdurny do potęgi arugment, którym sam podcinasz sobie nogi.
Czy Ty wiesz w ogóle jak są rozmnażane zwierzęta hodowlane?
Myślisz, że byczek z krówką romansują sobie na zielonej łące?
Produkcja zwierząt jest dokładnie zaplanowana. Wiadomo
ile trzeba zapłodnić zwierząt i kiedy i jak. Więc to tu się bardziej
bawi w Boga ? Kto kontroluje, proces zapładniania zwierząt ?
W mechaniczny (brutalny) sposób zmuszając zwierzęta do
procesu rozrodczego - i co, "czujesz się jakims bogiem czy co"?
Wypuść te zwierzątka na łączkę i niech same decydują,
czy chcą mieć dzieci, czy też nie. Inaczej to Ty decydujesz o
ich życiu i śmierci.

Czy wedlug tej samej logiki wejdziesz komus do domu i zabijesz
mu ulomne dziecko bo przez swoje uposledzenie nigdy nie pojdzie
na studia, nie zalozy wlasnej rodziny i bedzie miec MARNE ZYCIE?

To coś z Twoją logiką jest nie bardzo.
Ja przecież nikomu nie zapładniam żony.
Nie steruję procesem rozrodczym.
A co to zabijania (komuś czegoś), To ty masz większe doświadczenie,
więc pytanie tym bardziej jest do Ciebie.

Skad wiesz czy taka rzezna krowa czy kura nie wolalaby jednak
sie urodzic, przezyc krotkiego zycia mimo wszystko?

No pięknie. No to pytanie jest właśnie co Ciebie.
Zmuszasz zwierzę do życia w takich a nie innych warunkach,
bez zapytania o zdanie. Zwierzęta często wolą umrzeć, niż żyć
w niewoli (zwierzęta (wilki) odgryzające sobie nogi po wpadnięciu
we wnyki) - to jednak daje do myślenia, co wolałaby taka krowa.
A Ty, co byś wolał ? Chciałbyś takie krótkie życie ? A może
dla swoich dzieci ? ... no bo skąd wiesz, czy nie wolałby jednak ?
Być stłoczone, tuczone, bijące się nawzajem (a nie, ręce by przecież
miały związane, a zęby spiłowane), a na koniec brutalnie zarżnięte ?
Jak Ci się wydaje ? ... takie krótkie życie, mimo wszystko ?





Pszemol

Posted: 17 Sty 2008 16:18:35



Marchewka po prostu nie jest zwierzeciem a krowa lub owsik jest.

Czyli marchewkę można zabijać, a owsika już nie ?

JESLI ktos deklaruje ze zwierzat nie zabija to marchewke
moze zabijac a owsika nie. Inaczej jest hipokryta.

Zadziwiasz mnie zadajac takie pytania bo sprawa jest
dosyc prosta do zrozumienia dla ucznia podstawowki
ktory jest w trakcie podstawowego kursu z biologii...
Skonczyles w zyciu swoim jakas szkole, Alex?

Dlaczego wiec jadasz jajka, hipokryto?

Już wyjaśniałem, że nie jadam jajek fermowych.
Powinieneś się też spytać, dlaczego jeżdzę samochodem.
I dlaczego chodzę na spacer do lasu.

Nie, pytam sie dlaczego jadasz jajka, hipokryto.
Fermowe czy nie - sa wykorzystywaniem zwierzat
dla zaspokojenia fanaberii swojego podniebienia.

Nawet wegetarianie od siedmiu boleści zmiejszają
niepotrzebne cierpienie zwierząt. I bardzo dobrze.

W kolko powtarzasz ciagle te same bzdury.
Nie zmniejszasz cierpienia zadnych rzeczywistych zwierzat.
Nie istnieja te zwierzeta ktore rzekomo ratujesz przed
cierpieniem. One sie w ogole nie rodza i Slonca nie zobacza.

Owszem, może nie krówek ani kur, ale już kurczaków tak, już świnek tak. Zmniejszają popyt na cielęcinę, nie jedząc
befsztyków... - zmniejszają zło.

Dobrze wiesz ze to co napisales jest BZDURA na resorach.

Nie bzdura tylko fakt - w porzednich Twoich postach zdaje się
że zrozumiałeś już zależność: wegetarianizm a popyt na mięso.
Widać jeszcze musisz nad tym popracować.

Ty ciagle nie rozumiesz, ze to nie fakt tylko bzdura.
Zmniejszajac popyt na mieso nie zmniejszasz cierpienia
zadnych rzeczywistych zwierzat.
Nie istnieja te zwierzeta ktore rzekomo ratujesz przed
cierpieniem. One sie w ogole nie rodza i Slonca nie zobacza.

Nie zmniejszyles zla panujacego w rzezni, nie zmniejszyles.
cierpienia ani jednej swini, ani jednej kurze ani jednej krowie.

Nie rozumiesz słowa pisanego ?
Nie bardzo mam wpływ na to, czy zatrudniony w rzeźni gościu,
to bydle, któremu frajdę sprawia zadawanie dodatkowego
bólu świni czy krowie. Wybieram najprostszą i najskuteczniejszą
metodę - ograniczyć liczbę zwierząt, jakie są szlachtowane.
NIE MA FERM = NIE MA CIERPIENIA, NIE MA
NIEPOTRZEBNEGO ZABIJANIA. Proste.

Nie ma tez zywych zwierzat cieszacych sie zyciem na wolnosci
ktore moglbys przed cierpieniem ratowac, proste?

Wykorzystujesz zwierzeta jak maszyny dla
zaspokojenia KAPRYSU swojego podniebienia.

Pięknie Pszemol. Zaczynasz mówić jak prawdziwy veguś :)
Jednak lata spędzone na tej grupie nie poszły na marne.

No dobra - ale pochwala mojej retoryki nie zaslaniaj
braku odniesienia sie do mojego argumentu...

Wiec? Czemu wykorzystujesz zwierzeta do zaspokajania
kaprysow i fanaberii swojego podniebienia ?

Wpuszczajac karpia do stawu robiles dokladnie odwrotnie, hipokryto.

Nie no, to w końcu Pszemol się zdecyduj.
Albo wegetarianie mają chronić zwierząta od rzeźni, albo nie mają.

Ja nie jestem wegetarianinem i daleki jestem od mowienia
im co maja robic a co nie - ja oceniam tylko to co oni mowia.
Ty sam mowisz ze wegetarianizm wedlug Ciebie polega na
zmniejszaniu popytu na mieso czy jajka a JEDNOCZESNIE robisz
zupelnie odwrotnie. Jestes wiec albo glupi nie rozumiejac
sprzecznosci albo - jesli jestes tego swiadomy - hipokryta.

Trzeba bylo go dac komus kto by go zjadl na Wigilie i nie kupil
przez to innego. W ten sposob ograniczylbys popyt.

Skąd znowu - w ten sposób tylko zaoszczędziłbym komuś
parę złotych w kieszeni. Bo za rok on i tak tego karpia kupi.
Rozumując w Twój sposób, jakbym kupił karpie wszystkim
ludziom w Polsce, to całkiem ograniczyłbym popyt ma karpie?

Jednak nie rozumiesz...
Zrobie jeszcze jedna probe wytlumaczenia.

Scenariusz A:
- karp ktorego kupila mama juz zostal kupiony
- efektywnie zwiekszony zostal popyt
- wpuszczenie go do stawu nie wplynelo na popyt
- ktos inny, ktory mial zamiar zjesc karpia musial go kupic
- w efekcie kupione byly dwa karpie.

Scenariusz B:
- karp ktorego kupila mama juz zostal kupiony
- efektywnie zwiekszony zostal popyt
- wpuszczenie go do stawu nie wplynelo na popyt
- oddanie karpia komus stojacemu w kolejce do zakupu
- drugi karp nie zostanie kupiony
- w efekcie kupiony zostal jeden karp

Pomysl chwilke i odpowiedz sobie w ktorym scenariuszu
zmniejszylbys efektywnie popyt na karpie...

To co sie dzieje za rok zalezy od tego czy sklepikarz
sprzeda wszystkie karpie czy mu jakies zdechle zostana.
Jesli sprzeda wszystkie to w przyszlym roku zamowi WIECEJ.
Jesli zostana mu jakies zdechle to bedzie to dla niego
strata - w przyszlym roku zamowi MNIEJ.

Czy teraz juz rozumiesz?

Piszesz w jednym miejscu ze wegetarianizm polega na ograniczaniu
popytu a faktycznie zwiekszyles popyt myslac ze ratujesz zycie
jakiemus karpiowi. Efekt jest taki ze sklepikarz sprzedal wiecej
karpii i wiecej ich zamowi w nastepnym roku a ten karp wymeczony
w sklepie i przywleczony na sucho w siatce do domu i tak pewnie
w ciagu paru dni zdechl w stawie lub przemarzl na kosc w czasie
mrozow gdy woda zamarzla az do dna.

Ty tego nie zrobiles ale piszesz jakies bzdury "dokladnie to".
No wlasnie zrobiles dokladnie odwrotnie: ZWIEKSZYLES POPYT.

Zwiększyłbym, gdybym to ja go kupił. A tak, ani nie zmniejszyłem,
ani nie zwiększyłem - to powinien zrozumieć nawet przedszkolak.

To czy Ty kupiles czy mama nie ma to znaczenia...
Zostal juz kupiony i od tego momentu rozwazamy sprawe.
Oczywiscie jeszcze lepiej byloby gdyby w ogole go
nie kupic, ale takiej opcji nie miales, prawda?
Po co wiec ja rozwazac.

Pszemol: "I o to mi chodzilo gdy pisalem ze wegetarianie nie ratuja zwierzat od smierci - ratuja je od zycia."
Alex: A ja się zapytam - od jakiego życia?

A kto Ci dal prawo do decydowania o tym ktore zycie zasluguje
na przezycie a ktore nie? Czujesz sie jakims bogiem czy co?

Hehehehe. No to już Pszemol maksimum hipokryzji.
Kolejny bzdurny do potęgi arugment, którym sam podcinasz sobie nogi.
Czy Ty wiesz w ogóle jak są rozmnażane zwierzęta hodowlane?
Myślisz, że byczek z krówką romansują sobie na zielonej łące?
Produkcja zwierząt jest dokładnie zaplanowana. Wiadomo
ile trzeba zapłodnić zwierząt i kiedy i jak. Więc to tu się bardziej
bawi w Boga ? Kto kontroluje, proces zapładniania zwierząt ?
W mechaniczny (brutalny) sposób zmuszając zwierzęta do
procesu rozrodczego - i co, "czujesz się jakims bogiem czy co"?
Wypuść te zwierzątka na łączkę i niech same decydują,
czy chcą mieć dzieci, czy też nie. Inaczej to Ty decydujesz o
ich życiu i śmierci.

Jak na razie to Ty zadajesz cierpienie zwierzetom, mowiac
przy okazji ze tego nie robisz... To dla Ciebie posadzono
kilka kur niosek na fermie kurzej aby wyhodowac dla Twojej
mamy kurczaki. Przy okazji kogutki rozdarto na zywca na pol
i wrzucono do kubla jeszcze zywe z przeznaczeniem na karme
dla kotow do puszek. Potem podchowane kury kupila jako
nioski Twoja mama/babcia czy kto tam dostarcza Ci jajek...
I Twoja krotkowzrocznosc juz nie pozwala Ci zobaczyc
cierpienia zwierzat ktore wlasna reka im zadajesz aby
zaspokoic fanaberie swojego podniebienia jajeczkiem...

Czy wedlug tej samej logiki wejdziesz komus do domu i zabijesz
mu ulomne dziecko bo przez swoje uposledzenie nigdy nie pojdzie
na studia, nie zalozy wlasnej rodziny i bedzie miec MARNE ZYCIE?

To coś z Twoją logiką jest nie bardzo.
Ja przecież nikomu nie zapładniam żony.
Nie steruję procesem rozrodczym.

Jak to nie?
Przeciez sponsorujesz jedzeniem jajek hodowle kur niosek.
Znowu albo nie rozumiesz efektow swojego postepowania albo
rozumiesz konsekwencje i jestes zwyklym hipokryta.

Skad wiesz czy taka rzezna krowa czy kura nie wolalaby jednak
sie urodzic, przezyc krotkiego zycia mimo wszystko?

No pięknie. No to pytanie jest właśnie co Ciebie.

Do mnie? Przeciez ja jej daje ta szanse zycia...

Zmuszasz zwierzę do życia w takich a nie innych warunkach,
bez zapytania o zdanie. Zwierzęta często wolą umrzeć, niż żyć
w niewoli (zwierzęta (wilki) odgryzające sobie nogi po wpadnięciu
we wnyki) - to jednak daje do myślenia, co wolałaby taka krowa.

Sadzisz ze wilk ma wiedze medyczna pozwalajaca mu
przewidziec konsekwencje swojego czunu? :-))))
Jestes naprawde zabawny.

A Ty, co byś wolał ? Chciałbyś takie krótkie życie ? A może
dla swoich dzieci ? ... no bo skąd wiesz, czy nie wolałby jednak ?
Być stłoczone, tuczone, bijące się nawzajem (a nie, ręce by przecież
miały związane, a zęby spiłowane), a na koniec brutalnie zarżnięte ?
Jak Ci się wydaje ? ... takie krótkie życie, mimo wszystko ?

Takie zycie lub w ogole sie nie urodzic? Oczywiscie ze wolalbym.
Ty wolalbys sie nie urodzic? Kto mialby o tym za ciebie zadecydowac?
Bo rozumiesz chyba ze sam o swoim urodzeniu nie moglbys decydowac :-)





Tomasz Dryjanski

Posted: 17 Sty 2008 17:17:21



(...) Przy okazji kogutki rozdarto na zywca na pol
i wrzucono do kubla jeszcze zywe

No, z całym szacunkiem, ale tu trochę pojechałeś...
Rozdarte na pół, a mimo to jeszcze żywe?
:)

T. D.






Alex

Posted: 17 Sty 2008 17:41:43



Oj, Pszemol.
Nie będę się odnościł do wszystkiego, bo szkoda mojego czasu.
A Ty w swoim zacietrzewieniu i tak nie zrozumiesz.

Odniosę się może tylko do jednego:

NIE MA FERM = NIE MA CIERPIENIA, NIE MA
NIEPOTRZEBNEGO ZABIJANIA. Proste.

Nie ma tez zywych zwierzat cieszacych sie zyciem na wolnosci
ktore moglbys przed cierpieniem ratowac, proste?

Przeczytaj to co sam napisałeś i dobrze się zastanów.

Skoro uważasz zwierzęta hodowane na fermach za:
"cieszące się życiem na wolności" to moje wyrazy
współczucia.

Zabijasz zwierzęta, a z drugiej strony, chcesz, aby te
zwierzęta cieszyły się życiem na wolności. Daj im tę
wolność o której mówisz - a nie rób cmentarza ze
swojego żołądka.

Nikt Ciebie do niczego nie przekona, żadnym argumentem,
których albo nie słuchasz, albo nie rozumiesz.
Wegetarianizm, jak już pisałem, to kwestia wrażliwości.
Ty jej nie masz, więc pewnie żaden argument Cie nie przekona.

Poziom Twojej argumentacji i epitetów świadczy sam za siebie.
Chcesz mi wmówić że jestem głupim, niedouczonym hipokrytą ?
OK - tak jestem, jeśli to tylko Ci w czymś pomoże.

Już jasne jest, czemu tak mało wegetarian w ogóle chciało
z Tobą wymieniać posty. Zapewnie tak jak i mnie, zniechęcił
ich niski poziom dyskusji, jaki prezentujesz.

Wegetarianizm w pigułce dla opornych:

Im mniej osób je zwierzęta (bądź je mięso rzadziej) tym
mniejszy jest popyt, zatem mniejsza produkcja, mniej
zwierząt cierpi i mniej jest zabijanych.
Wydaje się proste, jak widać nie dla Pszemola.

Pszemol jednak wybiera przeciwieństwo powyższego.
Pszemol woli bawić się w Pana życia i śmierci.
Dawać życie, tylko po to by móc je później brutalnie odbierać.
Może powiedz od razu i wprost, że podoba Ci się zabijanie.





Pszemol

Posted: 17 Sty 2008 18:18:50



(...) Przy okazji kogutki rozdarto na zywca na pol
i wrzucono do kubla jeszcze zywe

No, z całym szacunkiem, ale tu trochę pojechałeś...
Rozdarte na pół, a mimo to jeszcze żywe?
:)

No niestety - takie zabijanie nie jest doskonale.
A wiec jakis tam procent tych w kuble bedzie zyc.





misiu

Posted: 17 Sty 2008 22:00:09




Im mniej osób je zwierzęta (bądź je mięso rzadziej) tym
mniejszy jest popyt, zatem mniejsza produkcja, mniej
zwierząt cierpi i mniej jest zabijanych.
Wydaje się proste, jak widać nie dla Pszemola.

Niestety, na wolności zwierzęta też giną i cierpią, więc, jak już kiedyś
pisałem, wegetariańskim ideałem jest Księżyc - tam nie ma cierpienia ani
strachu, żadna krew się nie leje. Cisza i spokój.
Zrozum raz - tam, gdzie istnieje życie, tam zawsze będzie istnieć ból,
strach, krew i śmierć. Zawsze jedne stworzenia będą zabijane przez inne.
Zatem albo uznasz, że bujne życie, jakie znamy na Ziemi, jest dobrem i
nie będziesz utyskiwał na zabijanie zwierząt, które sama natura
przeznacza na posiłek dla istot stojących piętro wyżej, albo dojdziesz
do wniosku, że życie jest złem. W takim razie jednak powinieneś
natychmiast poddać się eutanazji.




Aleksander

Posted: 18 Sty 2008 11:28:56



No, z całym szacunkiem, ale tu trochę pojechałeś...
Rozdarte na pół, a mimo to jeszcze żywe?
:)

No niestety - takie zabijanie nie jest doskonale.
A wiec jakis tam procent tych w kuble bedzie zyc.

I znów Pszemol jesteś niekonsekwenty.
Dlaczego piszesz "niestety" hipokryto ?
Powinieneś napisać "bardzo dobrze".
Przecież parę postów wcześniej pytałeś:
"skąd wiesz, że zwierzęta nie chciałby się urodzić
i przeżyć takiego życia, mimo wszystko."
Więc powinny w tym kuble żyć jak najdłużej,
i jak najwięcej procent kurczaczków, tych parę
minut dłużej, parenaście minut życia w kuble,
szansy, jak to wcześniej pisałeś.





Aleksander

Posted: 18 Sty 2008 12:20:01



Im mniej osób je zwierzęta (bądź je mięso rzadziej) tym
mniejszy jest popyt, zatem mniejsza produkcja, mniej
zwierząt cierpi i mniej jest zabijanych.
Wydaje się proste, jak widać nie dla Pszemola.

Niestety, na wolności zwierzęta też giną i cierpią, więc, jak już kiedyś
pisałem, wegetariańskim ideałem jest Księżyc - tam nie ma cierpienia ani
strachu, żadna krew się nie leje. Cisza i spokój.

Dlaczego piszesz - "niestety" ?.

Owszem, zwierzęta na wolności giną i jest to zupełnie inna bajka.
Przede wszystkim są wolne. Mają szanse się bronić, uciekać,
nikt nie konroluje ich życia, nikt nie planuje im narodzin i śmierci.

Zawsze jedne stworzenia będą zabijane przez inne.

OK - co nie znaczy, że nie można ograniczyć liczby zabijanych
zwierząt przez stworzenia zwane ludźmi. Można.

Zatem albo uznasz, że bujne życie, jakie znamy na Ziemi, jest dobrem

Ależ ja właśnie uznaje bujne życie, że jest dobrem.

i nie będziesz utyskiwał na zabijanie zwierząt, które sama natura
przeznacza na posiłek dla istot stojących piętro wyżej

Ależ ja ani razu na tej grupie nie "utyskiwałem" nad zwierzętami,
które sobie żyją w naturze.

albo dojdziesz do wniosku, że życie jest złem.

Nie - życie nie jest złem, wręcz przeciwnie, dobrem, dlatego też
należy je chronić.

W takim razie jednak powinieneś natychmiast poddać się eutanazji.

Odwrotnie - ja jestem za ochroną życia. To dla Ciebie zabijanie
jest naturalne, więc eutanazja powinna być Ci bliższa.





misiu

Posted: 18 Sty 2008 12:37:22




Dlaczego piszesz - "niestety" ?.

Na Twój użytek: "niestety, Twoja teoria nie trzyma się kupy".

Owszem, zwierzęta na wolności giną i jest to zupełnie inna bajka.

Nieprawda, to dokładnie ta sama bajka.

Przede wszystkim są wolne. Mają szanse się bronić, uciekać,
nikt nie konroluje ich życia, nikt nie planuje im narodzin i śmierci.

Popierasz polowania albo połowy ryb? Nie? To wypad z taką szalbierczą
argumentacją.

OK - co nie znaczy, że nie można ograniczyć liczby zabijanych
zwierząt przez stworzenia zwane ludźmi. Można.

Podobnie, jak można ograniczyć liczbę zabijanych zwierząt przez stworzenia
zwane wilkami. Tylko dlaczego właściwie mielibyśmy to robić?

Ależ ja właśnie uznaje bujne życie, że jest dobrem.

Skoro życie jest dobrem, to dobrem jest także zabijanie dla potrzymania tegoż
życia. Nie ma życia bez zabijania. Im więcej życia - tym więcej zabijania.
Chcąc zmniejszyć rozmiar zabijania, musisz zmniejszyć rozmiar życia, czyli
rozmiar dobra.

Ależ ja ani razu na tej grupie nie "utyskiwałem" nad zwierzętami,
które sobie żyją w naturze.

Utyskujesz nad naturalnym zjawiskiem, jakim jest zabijanie zwierząt dla
pożywienia.

Nie - życie nie jest złem, wręcz przeciwnie, dobrem, dlatego też
należy je chronić.

Jeśli życie jest dobrem, to pozwól mu się rozwijać zgodnie z jego naturą i
nie przykrawaj go do ciasnych horyzontów swojej ideologii.

Odwrotnie - ja jestem za ochroną życia. To dla Ciebie zabijanie
jest naturalne, więc eutanazja powinna być Ci bliższa.

Nieprawda. Ty jesteś za ograniczaniem życia. Za podporządkowywaniem go swoim
dziecięcym mrzonkom.





Aleksander

Posted: 18 Sty 2008 13:22:13



Ależ ja właśnie uznaje bujne życie, że jest dobrem.

Skoro życie jest dobrem, to dobrem jest także zabijanie dla potrzymania
tegoż
życia. Nie ma życia bez zabijania. Im więcej życia - tym więcej zabijania.

Bzudra. Nie trzeba zabijać, żeby żyć. To tylko Twój problem.
Skoro MUSISZ jeść zwierzęta, to mogę Ci jedynie współczuć.
Ja nie muszę :) - mam wybór z którego korzystam.

Chcąc zmniejszyć rozmiar zabijania, musisz zmniejszyć rozmiar życia, czyli
rozmiar dobra.

Ależ pokrętna argumentacja.
Czyli zwiększając rozmiar zabijania, zwiększasz rozmiar dobra ?.
Gratuluje ideologi.

Utyskujesz nad naturalnym zjawiskiem, jakim jest zabijanie zwierząt dla
pożywienia.

Dla Ciebie niepotrzebne zabijanie jest zjawiskiem naturalnym, dla
mnie nie jest. Ot i cała różnica. Skoro można ograniczyć zabijanie,
to dlaczego tego nie robić ?.

Jeśli życie jest dobrem, to pozwól mu się rozwijać zgodnie z jego naturą i
nie przykrawaj go do ciasnych horyzontów swojej ideologii.

Jedni są zwolennikami zabijania, inny przeciwnikami.
Ja nie ubliżam Ci nazywając Twoją ideologię "ciasną".

Nieprawda. Ty jesteś za ograniczaniem życia.

Nie - ja jestem za ograniczaniem zbędnego cierpienia.

Za podporządkowywaniem go swoim dziecięcym mrzonkom.

Grupa ludzi niejedzących zwierząt stale sie zwiększa.
Czy to dla zachowania zdrowia, czy z innych względów.
I bardzo dobrze :) - ... ale statystyki to pewnie tylko
dziecinne mrzonki.





misiu

Posted: 18 Sty 2008 14:25:06




Bzudra. Nie trzeba zabijać, żeby żyć. To tylko Twój problem.

Ignorancja przez Ciebie przemawia. Tylko organizmy autotroficzne nie muszą
zabijać, żeby żyć. My jesteśmy heterotrofami, zatem musimy zabijać. I ja, i
Ty. A jeśli chodzi o problem, to tylko Ty go masz. Ja nie mam żadnego.

Skoro MUSISZ jeść zwierzęta, to mogę Ci jedynie współczuć.
Ja nie muszę :) - mam wybór z którego korzystam.

Z mojej strony to Ty jesteś godny współczucia, bo to ja mam wybór, a nie Ty.
Jak chcę, mogę zjeść mięso, a jak nie chcę mięsa to np. ziemniaka. Ty padłeś
ofiarą ideologii, która wtłoczyła Ci do głowy fałszywy paradygmat moralny i
nie masz wyboru - nie możesz jeść mięsa. W zamian dostałeś złudzenie wolnej
woli, bo wydaje Ci się, że to Twój wybór, podczas gdy jesteś zmanipulowany.

Ależ pokrętna argumentacja.
Czyli zwiększając rozmiar zabijania, zwiększasz rozmiar dobra ?.
Gratuluje ideologi.

Argumentacja nie jest pokrętna, tylko jej po prostu nie pojmujesz, dlatego
tez i wnioski wyciągasz opaczne. Jest dokładnie odwrotnie - zwiększając
rozmiar dobra (czyli życia) musisz zwiększać rozmiar zabijania.

Dla Ciebie niepotrzebne zabijanie jest zjawiskiem naturalnym, dla
mnie nie jest. Ot i cała różnica.

Nie rozmawiamny o niepotrzebnym zabijaniu. Zabijanie dla pożywienia z
definicji nie jest niepotrzebne.

Skoro można ograniczyć zabijanie, to dlaczego tego nie robić?.

Pytanie jest niewłaściwe. Ja nie mam nic przeciwko temu, żebyś ty stwarzał
sobie złudzenie "ograniczania zabijania". Nie będę się nawet zastanawiał, po
co i dlaczego to robisz. To Twoja sprawa. Ja takich złudzeń nie potrzebuję,
więc nic takiego robić nie będę.

Jedni są zwolennikami zabijania, inny przeciwnikami.
Ja nie ubliżam Ci nazywając Twoją ideologię "ciasną".

Jedni są zwolennikami postrzegania świata takim, jakim jest naprawdę, a
drudzy - zwolennikami okłamywania się i hipokryzji.

Nie - ja jestem za ograniczaniem zbędnego cierpienia.

A ja jestem za pokojem na Bliskim Wschodzie i za podróżami na Marsa.

Grupa ludzi niejedzących zwierząt stale sie zwiększa.

O tym nic nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że zwiększa się liczba ludzi w
ogóle i, co się z tym wiąże, zwiększa się liczba zabijanych zwierząt. I
będzie zwiększać się nadal, bo nawet ci, którzy oszukują się, że nie jedząc
mięsa, nie zabijają, mają w tym swój udział.

Czy to dla zachowania zdrowia, czy z innych względów.
I bardzo dobrze :) - ... ale statystyki to pewnie tylko
dziecinne mrzonki.

Jakie statystyki?





Aleksander

Posted: 18 Sty 2008 16:34:56




Nie rozmawiamny o niepotrzebnym zabijaniu. Zabijanie dla pożywienia z
definicji nie jest niepotrzebne.

Ale czy to aż takie trudne jest do pojęcia, że ja nie potrzebuje
pożywienia zrobionego z mięsa zwierząt ? Więc dla mnie to
zabijanie jest dodatkowym i całkowicie niepotrzebnym.

Ja Cię nie staram przerobić na wegetarianina, więc i Ty proszę nie
wmawiaj mi, że coś jest mi potrzebne, jak nie jest.

Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie zjadam swoich przyjaciół.





misiu

Posted: 18 Sty 2008 16:47:40




Ale czy to aż takie trudne jest do pojęcia, że ja nie potrzebuje
pożywienia zrobionego z mięsa zwierząt ? Więc dla mnie to
zabijanie jest dodatkowym i całkowicie niepotrzebnym.

Rzecz w tym, że to zabijanie nie jest wcale dodatkowe, tylko
alternatywne. To, że nie zjadasz jakichś zwierząt, nie oznacza, że
nie zabijasz innych.

Ja Cię nie staram przerobić na wegetarianina, więc i Ty proszę nie
wmawiaj mi, że coś jest mi potrzebne, jak nie jest.

Ja nie wmawiam, że jedzenie mięsa jest Ci potrzebne. Piszę za to, że
nieprawdą jest, jakoby zabijanie było niepotrzebne. Jest potrzebne.

Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie zjadam swoich przyjaciół.

Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem Ci, kim jesteś.
Ja mam przyjaciół wśród ludzi. Nie muszę ich szukać wśród zwierząt.

PS. Czy hitlerowcy zjadali Żydów? Chyba nie, więc pewnie byli ich
przyjaciółmi?




Tomasz Dryjanski

Posted: 18 Sty 2008 18:08:03



Nawet wegetarianie od siedmiu boleści zmiejszają
niepotrzebne cierpienie zwierząt. I bardzo dobrze.

W kolko powtarzasz ciagle te same bzdury.
Nie zmniejszasz cierpienia zadnych rzeczywistych zwierzat.
Nie istnieja te zwierzeta ktore rzekomo ratujesz przed
cierpieniem. One sie w ogole nie rodza i Slonca nie zobacza.

Tu niestety piszesz ździebko demagogicznie.
Weźmy pewną modelową sytuację, w której mamy stutysięczną miejscowość,
samowystarczalną pod względem zaopatrzenia np. w wołowinę (tzn. nie
importującą, i niezdolną do eksportowania), której mieszkańcy wciągają
średnio 10 krów rocznie. Załóżmy też, że życie przeciętnej krowy głęboko ją
unieszczęśliwia.
Miejscowi producenci, jak widać, utrzymują pogłowie bydła wystarczające do
wyprodukowania 1 000 000 krów rocznie.
Niech teraz połowa mieszkańców zrezygnuje w ogóle ze spożycia krów.
Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów ekonomicznych - w
tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc choć trudno wskazać
konkretne krowy które zostaną uratowane przed cierpieniem (bo rzeczywiście
ich po prostu nie ma), widać, że liczba cierpiących zwierząt spadnie o
połowę.
Oczywiście wolno Ci podważyć nieuzasadnione być może założenie, jakoby życie
zwięrzęcia było dla niego pasmem udręki. W sposób zresztą równie
nieuzasadniony. Jednak znane mi praktyki hodowli, a zwłaszcza uboju,
wskazują, że jest ono bliższe prawdy.

Jak na razie to Ty zadajesz cierpienie zwierzetom, mowiac
przy okazji ze tego nie robisz... To dla Ciebie posadzono
kilka kur niosek na fermie kurzej aby wyhodowac dla Twojej
mamy kurczaki. Przy okazji kogutki rozdarto na zywca na pol
i wrzucono do kubla jeszcze zywe z przeznaczeniem na karme
dla kotow do puszek. Potem podchowane kury kupila jako
nioski Twoja mama/babcia czy kto tam dostarcza Ci jajek...
I Twoja krotkowzrocznosc juz nie pozwala Ci zobaczyc
cierpienia zwierzat ktore wlasna reka im zadajesz aby
zaspokoic fanaberie swojego podniebienia jajeczkiem...

Nie wyczerpałeś wszystkich możliwych przypadków. W dalszym ciągu istnieją
miejsca, w których ludzie hodują kury pokoleniami, więc nie kupują niosek.
Wobec tego nieprzyjemne praktyki z rozdzieraniem kogutków ich nie dotyczą.
(Choć, przyznaję, odgławianie przy użyciu siekiery jak najbardziej).

T. D.






misiu

Posted: 18 Sty 2008 18:35:04




Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów ekonomicznych - w
tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc choć trudno wskazać
konkretne krowy które zostaną uratowane przed cierpieniem (bo rzeczywiście
ich po prostu nie ma), widać, że liczba cierpiących zwierząt spadnie o
połowę.

Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść. Załóżmy teraz roboczo (liczby nie są bezwzględnie istotne, liczą
się tylko zależności), że lwica ma 4 młode w miocie, każdy lew w ciągu
swojego życia zjada 10 antylop, a antylopa rodzi jedno młode. Jeśli
teraz wysterylizujemy w jakiś nieuchwytny dla zwierzęcia sposób 25 lwic
i 1000 antylop, to (rozważamy dla uproszczenia tylko
pierwsze pokolenie) cała setka zwierząt zostanie "uratowana" przed
śmiercią w paszczy lwów dokładnie na tej samej zasadzie, jak krowy z
Twojego przykładu. Jeśli wysterylizujemy 25 tysięcy lwic i 1 milion
antylop - "uratujemy" milion antylop itd. Może w takim razie
powinniśmy kontynuować zbożne dzieło "ratowania", sterylizując wszystkie
istniejące zwierzęta, przez co "uratujemy" grube biliony, a licząc
pokolenia następne - jakieś wręcz niewyobrażalne liczby?
Pomyśl tylko, ileż niewinnego, niezasłużonego cierpienia się w ten
sposób oszczędzi! To od kiedy zaczynamy?




Tomasz Dryjanski

Posted: 18 Sty 2008 23:25:54




Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów ekonomicznych -
w tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc choć trudno wskazać
konkretne krowy które zostaną uratowane przed cierpieniem (bo
rzeczywiście ich po prostu nie ma), widać, że liczba cierpiących zwierząt
spadnie o połowę.

Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść.

Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością tematu.

T. D.






Pszemol

Posted: 19 Sty 2008 13:47:19




Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów ekonomicznych - w tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc choć
trudno wskazać konkretne krowy które zostaną uratowane przed cierpieniem (bo rzeczywiście ich po prostu nie ma), widać, że
liczba cierpiących zwierząt spadnie o połowę.

Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść.

Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością tematu.

Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest wegetarianizm?





Pszemol

Posted: 19 Sty 2008 13:44:55



No niestety - takie zabijanie nie jest doskonale.
A wiec jakis tam procent tych w kuble bedzie zyc.

I znów Pszemol jesteś niekonsekwenty.
Dlaczego piszesz "niestety" hipokryto ?
Powinieneś napisać "bardzo dobrze".
Przecież parę postów wcześniej pytałeś:
"skąd wiesz, że zwierzęta nie chciałby się urodzić
i przeżyć takiego życia, mimo wszystko."
Więc powinny w tym kuble żyć jak najdłużej,
i jak najwięcej procent kurczaczków, tych parę
minut dłużej, parenaście minut życia w kuble,
szansy, jak to wcześniej pisałeś.

Pisze niestety w kontekscie: niestety dla wegetarian
rzekomo kochajacych zwierzaki a jedzacych jajka...
Czyli niestety dla Ciebie. Jakis Ty niedomyslny.





Tomasz Dryjanski

Posted: 19 Sty 2008 21:50:22




Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów
ekonomicznych - w tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc choć
trudno wskazać konkretne krowy które zostaną uratowane przed
cierpieniem (bo rzeczywiście ich po prostu nie ma), widać, że liczba
cierpiących zwierząt spadnie o połowę.

Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść.

Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością tematu.

Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest
wegetarianizm?

No cóż, tego akurat nie skomentuję. ;)
Chodziło mi tylko o to, żeby wytykając hipokryzję strzec się demagogii. :)

T. D.






Aleksander

Posted: 20 Sty 2008 16:11:44




No niestety - takie zabijanie nie jest doskonale.
A wiec jakis tam procent tych w kuble bedzie zyc.

I znów Pszemol jesteś niekonsekwenty.
Dlaczego piszesz "niestety" hipokryto ?
Powinieneś napisać "bardzo dobrze".
Przecież parę postów wcześniej pytałeś:
"skąd wiesz, że zwierzęta nie chciałby się urodzić
i przeżyć takiego życia, mimo wszystko."
Więc powinny w tym kuble żyć jak najdłużej,
i jak najwięcej procent kurczaczków, tych parę
minut dłużej, parenaście minut życia w kuble,
szansy, jak to wcześniej pisałeś.

Pisze niestety w kontekscie: niestety dla wegetarian
rzekomo kochajacych zwierzaki a jedzacych jajka...
Czyli niestety dla Ciebie. Jakis Ty niedomyslny.

Twoje tłumaczenie jest tak naciągane, tak cała
reszta Twoich argumentów. Mam uwierzyć, że jakieś
słowo ze zdania, tyczy się zupełnie innego zdania, z innego
postu, bądź w ogóle nie napisanego ?
W ten sposób można wytłumaczyć się z największej
bzdury, jaką się napisze. Nie ośmieszaj się.





Aleksander

Posted: 20 Sty 2008 17:00:47




Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść. Załóżmy teraz roboczo (liczby nie są bezwzględnie istotne, liczą
się tylko zależności), że lwica ma 4 młode w miocie, każdy lew w ciągu
swojego życia zjada 10 antylop, a antylopa rodzi jedno młode. Jeśli
teraz wysterylizujemy w jakiś nieuchwytny dla zwierzęcia sposób 25 lwic
i 1000 antylop, to (rozważamy dla uproszczenia tylko
pierwsze pokolenie) cała setka zwierząt zostanie "uratowana" przed
śmiercią w paszczy lwów dokładnie na tej samej zasadzie, jak krowy z
Twojego przykładu. Jeśli wysterylizujemy 25 tysięcy lwic i 1 milion
antylop - "uratujemy" milion antylop itd.

Misiu, znów się zapędziłeś.
Porównujesz naturę z przemysłem.
Porównujesz życie na wolności - z życiem w niewoli.

Ale pominimy już te niedorzeczne porównania.

Brednie zaczynasz wypisywać jeśli chodzi o "niewielki procent liczby
zwierząt".

W samej tylko Polsce rocznie produkowanych i zabijanych jest
ok. 20.000.000 świń. (dane GUS). Podaj jakieś dzikie zwierzę w Polsce,
które ginie w podobnej ilości (oczywiście zbliżone gabarytami - dzik, wilk,
jeleń) ?
Albo podaj chociaż takie wielomilionowe populacje dzikich zwierząt.

A jeśli chodzi o te wspomniane przez Ciebie lwy.
Cała populacja lwów bardzo optymistycznie liczona jest na max. 30.000 sztuk.








Aleksander

Posted: 20 Sty 2008 17:32:28




Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest
wegetarianizm?

Pszemol. Bezsensowy jest przykład, nie wegetarianizm.

A najbardziej idiotyczny jest właśnie argument powtarzany przez
Ciebie jak mantra o ratowaniu nieistniejących zwierząt.

Czyli najpierw mięsożercy muszą wyprodukować
zwierzęta, aby wegetarianie mogli ich nie zjeść / uratować ?

Gratuluje logiki.

Moja jest prostsza i do tego nie naciągana.
Ludzie nie jedzą zwierząt (a przynajmniej nie przeżerają się nimi) ;).
W związku z tym, nie ma masowej produkcji zwierząt.
Nie ma ferm i rzeźni. Nie ma cierpienia.
Nie ma milionów poderżniętych gardeł. Proste.








Tomasz Dryjanski

Posted: 20 Sty 2008 19:00:15




Zapotrzebowanie na krowy spadnie o połowę, i - z powodów
ekonomicznych - w tej samej proporcji spadnie pogłowie bydła. Więc
choć trudno wskazać konkretne krowy które zostaną uratowane przed
cierpieniem (bo rzeczywiście ich po prostu nie ma), widać, że liczba
cierpiących zwierząt spadnie o połowę.

Hodowla i ubój zwierząt przez człowieka to niewielki procent liczby
zwierząt, jakie giną na całej Ziemi po to, aby inne zwierzęta mogły się
najeść.

Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością
tematu.

Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest
wegetarianizm?

No cóż, tego akurat nie skomentuję. ;)
Chodziło mi tylko o to, żeby wytykając hipokryzję strzec się demagogii. :)

...choć może spróbowałbym nieśmiało wprowadzić rozróżnienie między
cierpieniem na które nie ma się bezpośredniego wpływu, a tym, w którym mamy
swój udział?

T. D.






misiu

Posted: 20 Sty 2008 19:57:30




Misiu, znów się zapędziłeś.
Porównujesz naturę z przemysłem.
Porównujesz życie na wolności - z życiem w niewoli.

Co z tego? Czy cierpienie zwierząt na wolności jest mniejsze niż
hodowlanych? To zupełnie nieistotne okoliczności. Tym bardziej, że
człowiek też jest częścią natury.

Ale pominimy już te niedorzeczne porównania.

Porówniania nie stają się niedorzeczne tylko z tego powodu, że nie
pasują ci do ideologii.

Brednie zaczynasz wypisywać jeśli chodzi o "niewielki procent liczby
zwierząt".

To nie są brednie, tylko prawda. Co najwyżej twoja bezdenna ignorancja
nie pozwala ci tego dostrzec.

W samej tylko Polsce rocznie produkowanych i zabijanych jest
ok. 20.000.000 świń. (dane GUS). Podaj jakieś dzikie zwierzę w Polsce,
które ginie w podobnej ilości (oczywiście zbliżone gabarytami - dzik,
wilk, jeleń) ?
Albo podaj chociaż takie wielomilionowe populacje dzikich zwierząt.

Widać, że masz typowo wegetariańskie pojęcie o świecie. Co mają do tego
gabaryty? Czy cierpienie myszy jest w czymś mniejsze albo gorsze od
cierpienia krowy? Ryby, skorupiaki, owady, ptaki, gryzonie - to są
ogromne masy zwierząt, padających codziennie ofiarą najróżniejszych
drapieżników.

A jeśli chodzi o te wspomniane przez Ciebie lwy.
Cała populacja lwów bardzo optymistycznie liczona jest na max. 30.000
sztuk.

A ty ten mały przykład wziąłeś za całość idei?




Leszek Serdyński

Posted: 20 Sty 2008 20:06:44







Gratuluje logiki.

Moja jest prostsza i do tego nie naciągana.
Ludzie nie jedzą zwierząt (a przynajmniej nie przeżerają się nimi) ;).
W związku z tym, nie ma masowej produkcji zwierząt.
Nie ma ferm i rzeźni. Nie ma cierpienia.
Nie ma milionów poderżniętych gardeł. Proste.

Logika ma to do siebie, że działa kiedy znamy wszystkie uwarunkowania.
Jeżeli nam brakuje choćby jednego elementu, to logikę możesz do kosza
wrzucić.
Życie nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Lepiej od logiki w tym
przypadku działa zwykły eksperyment. Takim wegetariańskim eksperymentem na
wielką skalę są Indie. Jest tam najwięcej procentowo i ilościowo wegetarian
na świecie. Jednocześnie jest tam niesłychanie wiele cierpienia. Poczytaj
sobie choćby o "produkowaniu" dzieci na potrzeby sprzedaży ich do
niewolniczej pracy. Świadczy to o kompletnej degeneracji moralnej na skutek
wielopokoleniowego religijnego wegetarianizmu. Do tego dochodzi kompletna
degeneracja fizyczna. Jedna szósta ludności świata jaką są Indie zdobywa co
drugą Olimpiadę jeden medal. Tak więc największy eksperyment wegetariański
na świecie pokazuje Ci co jest wart wegetarianizm.

Pozdrawiam
Leszek






Pszemol

Posted: 21 Sty 2008 15:32:56



Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością tematu.

Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest wegetarianizm?

No cóż, tego akurat nie skomentuję. ;)
Chodziło mi tylko o to, żeby wytykając hipokryzję strzec się demagogii. :)

...choć może spróbowałbym nieśmiało wprowadzić rozróżnienie między cierpieniem na które nie ma się bezpośredniego wpływu, a tym,
w którym mamy swój udział?

Dlaczego uwazasz ze nie masz wplywu na cierpienie zajecy
w pobliskim lesie? Przeciez mozesz kupic dubeltowke
i wystrzelac wszystkie lisy i wilki... problem cierpienia
zajecy mialbys rozwiazany.





Pszemol

Posted: 21 Sty 2008 15:31:21



No niestety - takie zabijanie nie jest doskonale.
A wiec jakis tam procent tych w kuble bedzie zyc.

I znów Pszemol jesteś niekonsekwenty.
Dlaczego piszesz "niestety" hipokryto ?
Powinieneś napisać "bardzo dobrze".
Przecież parę postów wcześniej pytałeś:
"skąd wiesz, że zwierzęta nie chciałby się urodzić
i przeżyć takiego życia, mimo wszystko."
Więc powinny w tym kuble żyć jak najdłużej,
i jak najwięcej procent kurczaczków, tych parę
minut dłużej, parenaście minut życia w kuble,
szansy, jak to wcześniej pisałeś.

Pisze niestety w kontekscie: niestety dla wegetarian
rzekomo kochajacych zwierzaki a jedzacych jajka...
Czyli niestety dla Ciebie. Jakis Ty niedomyslny.

Twoje tłumaczenie jest tak naciągane, tak cała
reszta Twoich argumentów. Mam uwierzyć, że jakieś
słowo ze zdania, tyczy się zupełnie innego zdania,
z innego postu, bądź w ogóle nie napisanego ?
W ten sposób można wytłumaczyć się z największej
bzdury, jaką się napisze. Nie ośmieszaj się.

Pomysl logicznie, Aleks, przeciez "niestety" nie
moglo sie odnosic do mnie, ktory z pelna premedytacja
nie tylko ze jajka wcinam to jeszcze duzo czesciej
mieso z tych zabijanych kurczakow. Nie przeszkadza
mi ze kurczaki sa dla mnie zabijane, w jaki wiec
sposob moglem napisac "niestety" w takim kontekscie?

To nie moja niekonsekwencja tylko byc moze brak
zegarmistrzowskiej precyzji w budowaniu zdan tak
aby byly zrozumiale dla 7 latka... :-)
Postaram sie na przyszlosc pisac bardziej dosadnie.





Tomasz Dryjanski

Posted: 21 Sty 2008 19:02:02



Niewątpliwie masz rację.
Odnosiłem się do konkretnego argumentu, bez powiązania z całością
tematu.

Ale teraz widzisz juz na tym przykladzie jak bezsensowny jest
wegetarianizm?

No cóż, tego akurat nie skomentuję. ;)
Chodziło mi tylko o to, żeby wytykając hipokryzję strzec się demagogii.
:)

...choć może spróbowałbym nieśmiało wprowadzić rozróżnienie między
cierpieniem na które nie ma się bezpośredniego wpływu, a tym,
w którym mamy swój udział?

Dlaczego uwazasz ze nie masz wplywu na cierpienie zajecy
w pobliskim lesie? Przeciez mozesz kupic dubeltowke
i wystrzelac wszystkie lisy i wilki... problem cierpienia
zajecy mialbys rozwiazany.

Niom, ja wiem, że zegarek można próbować naprawić kilofem.
Ale po to dobrzy ludzie wymyślili zegarmistrzostwo i etykę, żeby stosować
subtelniejsze narzędzia.

;P

T. D.






. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.792
miniBB.net © 2001-2009 Polityka Prywatności
motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008