| ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
pozycjonowanie stron |
Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu. |
| Zobacz: / Wegetarianizm / informacja w komorkach, czyli wychowanie a dziedzictwo |
| << . 1 . 2 . |
| Autor | Wiadomość |
| Chiron
|
Posted: 28 Lut 2008 03:17:09 Strach? Przed czym?
Odniosłem wrażenie, że jesteś człowiekiem, który jest nastawiony na szukanie u innych złych cech. Nie dostrzegający jasnych stron. A to wywołuje mój strach. Napisała coś o sobie- jak rozumiem, nieobiektywnie. Jak
chyba każdy z nas. Jednakże- ja nie odniosłem nawet zbliżonego do Twojego
wrażenia. Sam pisałem Zosi, że niosąc drugiemu pomoc należy obserwować siebie- na czym nam najbardziej zależy: czy chcemy zrobić dobrze sobie- czy komuś. Odpowiedź jest jedna - zawsze sobie. Jak byś się nie tłumaczył, to i tak będzie to oszustwo. Tylko Gandi był uczciwy. Na pytanie z jakich pobudek prowadził całą swoją działalność odpowiedział, że z egoistycznych. Nie jesteś Panem Bogiem, że ferujesz takie wyroki. Ja absolutnie sie z tym nie zgadzam. Przynajmniej nie w takim sensie, w jakim to piszesz. Człowiek, aby kochać innych- najpierw musi kochać siebie. Inaczej to, co robi dla innych będzie ułomne- w żadnym razie nie będzie pochodną miłości. Skoro w kimś nie ma miłości- to nie moze jej dać innym- chyba oczywiste. Przykład Ghandiego jest dobry: bardzo kochał siebie (więc pobudki- egoistyczne). Kochając siebie- kochał też naród, z którego się wywodził- więc działał na jego rzecz. To temat bardzo skomplikowany- i trochę paradoksalny, ale tak jest tylko z pozoru; np zwykły łotr i łajdak, ktoś, kto nie umie dawać- chciałby tylko brać, tak naprawdę działa cały czas przeciw sobie. Wydaje mi się, że nie jest to skomplikowane zbytnio:-) I naprawdę nie widzę w tym niczego złego, jeśli w kimś tkwi chęć
otrzymania "głasków" od środowiska. Przecież nie jest ona osobą z 5 czy 6
wymiaru. Jeśli potrafi pogodzić swój interes i interes osoby obdarowywanej- to co w tym złego? Mylisz środowiska. Zosia daje tam u siebie, a głaski chce dostawać tutaj, na grupie. Ja tego tak nie widzę. Ze swojego doswiadczenia: pomagając innym- rzadko ma się do czynienia z wdzięcznością. Wręcz niewdzięczność jest zjawiskiem częstym: a to- dałeś tyle, a mogłeś więcej, robisz coś dla innych- to pewno bierzesz kasę od jakiegoś urzędu, a im dajesz ochłapy - etc. Radość można czerpać z oglądania skutków swojej działalności. Można np cieszyć się, że oto w tym domu dziecka kilkoro dzieci ucieszyło się z pięknych prezentów pod choinkę- i to jest piękne...a to, że wielu ludzi węszy w tym nieczyste intencje- to ich problem. A że nikt za to nie podziękuje, a co najwyżej zadzwoni i poprosi o jeszcze- to tak to wygląda. Jeśli ma się ochotę podzielenia się tym z innymi- to co w tym złego? Jeśli ktoś działa charytatywnie to raczej się spodziewa, że u wielu ludzi, którym o tym opowie- wywoła atak na swoją osobę. Tylko po co się takimi ludźmi przejmować? Przecież ci ludzie- to nie wszyscy ludzie... W ogóle- skoro tak osobiście piszemy- jak czytam Twoje
posty to odnoszę wrażenie, że jest w nich dużo goryczy.
Masz plusa. Jak próbujesz wczuć się w moją osobowość, to jest to jakieś doświadczenie, jakieś ćwiczenie, nawet jak wynik jest fałszywy :) Ale próbuj dalej:) Raczej dobrze mi idzie wczuwanie się w czyjąś osobowość. Choć- nie znając z realu, a tylko z netu- jest to raczej trudne. Mierzysz wszystkich
swoją miarą i nie chcesz dopuścić do świadomości, że jesteśmy różnymi
ludźmi. Jesteśmy bardzo różnymi ludźmi. Gdyby tak nie było, to było by strasznie nudno na tym świecie. Fakt:-). Jednakże- nie wynika z tego, że trzeba mierzyć swoją miarą. Z tego, co piszesz, sprawiasz wrażenie człowieka, który nie potrafi
znaleźć dostępu do swojego serca, a co robi- to jest to wymyślone. Przede
wszystkim- jak pisałeś o swoim wegetarianizmie: skojarzył mi się dzieciak, który miał po prostu "sprany" mózg, powtarzał czyjeś argumenty i chorował, bo był na diecie wegańskiej. A raczej- nie była to jego, zaakceptowana postawa życiowa. Nie. To raczej Ty stosujesz inwektywę w miejsce rzeczowego argumentu. pozdrawiam i więcej luzu oraz nie oceniania ludzi
Dlaczego nie oceniać ludzi? Trzeba oceniać. Nie wolno tylko osądzać. Dlatego nie oceniać, że oceniając (negatywnie) Zosię wrzucasz całe jej życie do śmieci. Możesz ocenić konkretny jej czyn, ale nie ją. Jeśli ktoś nawet coś robi źle- to oceniając go mówisz, że właśnie postawiłeś mu ocenę za całe jego życie a nie za ten jeden czyn Chiron |
| Chiron
|
Posted: 28 Lut 2008 03:18:40 Pamietam jakis wywiad z ks. Klimuszka, jasnowidzem ktory pomagal w
szukaniu porwanych czy zamordowanych. Nie cytuje tego, tylko przytaczam mysl: ze w momencie takiego cierpienia, strachu etc., pole emitowane przez czlowieka jest bardzo silne i on - dzieki swoim predyspozycja - jest w stanie je odczuc, odczytac. Oczywiscie... :-) odczuć, odczuć..co to do cholery znaczy?:-) Chiron |
| Leszek Serdyński
|
Posted: 29 Lut 2008 00:41:07 Strach? Przed czym?
Odniosłem wrażenie, że jesteś człowiekiem, który jest nastawiony na szukanie u innych złych cech. Nie dostrzegający jasnych stron. A to wywołuje mój strach. E tam.... To jest grupa dyskusyjna. W dyskusjach poszukuje się głównie negatywów i dyskutuje się o negatywach. Po to, żeby je eliminować. To jest działanie pozytywne. Napisała coś o sobie- jak rozumiem, nieobiektywnie. Jak
chyba każdy z nas. Jednakże- ja nie odniosłem nawet zbliżonego do Twojego wrażenia. Sam pisałem Zosi, że niosąc drugiemu pomoc należy obserwować siebie- na czym nam najbardziej zależy: czy chcemy zrobić dobrze sobie- czy komuś. Odpowiedź jest jedna - zawsze sobie. Jak byś się nie tłumaczył, to i tak będzie to oszustwo. Tylko Gandi był uczciwy. Na pytanie z jakich pobudek prowadził całą swoją działalność odpowiedział, że z egoistycznych. Nie jesteś Panem Bogiem, że ferujesz takie wyroki. Ja absolutnie sie z tym nie zgadzam. Przynajmniej nie w takim sensie, w jakim to piszesz. Człowiek, aby kochać innych- najpierw musi kochać siebie. Jest to modna teoria, która robi wiele szkody w różnych ruchach rozwoju duchowego. Wspomniałeś coś o zajmowaniu się ribertingiem. Ja się nie zajmuję, ale zajmowałem kiedy (nie obraź się :)) biegałeś w krótkich spodenkach, albo może byłeś dopiero w planach demograficznych. Widziałem wielu ludzi, którym odbiła palma po "pokochaniu siebie". Widziałem też wielu riberterów z wielką palmą na czole. Jakbyś się mnie spytał ile sesji miałem, to odpowiem, że nie wiem, bo po setce przestałem liczyć. Inaczej to, co robi dla innych będzie ułomne- w żadnym razie nie będzie pochodną miłości. Skoro w
kimś nie ma miłości- to nie moze jej dać innym- chyba oczywiste. To taka oczywista oczywistość, że nikt nie śmie zaprzeczyć :) A to zwykła bzdura. Zacznij używać słowa AKCEPTACJA. Człowiek, który "kocha siebie" wymaga też dowodów miłości od innych, wszystko co robi, to robi pod publiczkę, zostaje więc niewolnikiem innych. Człowiek, który AKCEPTUJE siebie nie potrzebuje poklasku otoczenia i staje się człowiekiem wolnym. Tylko wtedy może działać na korzyść innych ludzi, kiedy ma jasny ich obraz nie zakłócony wzajemną zależnością. Ka pe wu? Przykład Ghandiego jest dobry: bardzo kochał siebie (więc pobudki- egoistyczne).
Kochając siebie- kochał też naród, z którego się wywodził- więc działał na jego rzecz. I co z tego wyszło? Miliony umierających z głodu i chorób dzieci. Nie wiem ile, ale zdaje się, że bardzo dużo Hindusów i muzułmanów wymordowało się wzajemnie zanim rozdzielili się w osobnych państwach. Czy więc działał na ich korzyść? A jaki był? "Gandhi pokochał swoją żonę-dziecko miłością zmysłową i cały czas o niej myślał. Kontrolował każdy jej ruch, niewolił ją. Zarazem chciał być jej wiernym na zasadach wzajemności. Dręczył żonę atakami zazdrości (całkowicie nieuzasadnionej). W końcu dał żonie wolność i przeszedł na celibat, a wizyty w burdelu - poszedł tam czterokrotnie, ale ponieważ sparaliżowany był przez nieśmiałość, wyrzucano go stamtąd - uznał za występek. Kochał żonę bezgranicznie, ale wyrządzał jej wiele przykrości. Chciał, żeby wynosiła nocniki po obcych i żeby robiła to z radością. Nie mogła się zgodzić i raczej była gotowa odejść, więc siłą wyrzucał ją z domu. Do sprzeczek dochodziło często, potrafili być dla siebie bardzo nieuprzejmi. Był, krótko mówiąc, już za młodu złośliwym staruchem nie do zniesienia. Kasturba miała z nim krzyż pański, który niosła z cierpliwością kobiety hinduskiej." [ciach] W ogóle- skoro tak osobiście piszemy- jak czytam Twoje
posty to odnoszę wrażenie, że jest w nich dużo goryczy. Masz plusa. Jak próbujesz wczuć się w moją osobowość, to jest to jakieś doświadczenie, jakieś ćwiczenie, nawet jak wynik jest fałszywy :) Ale próbuj dalej:) Raczej dobrze mi idzie wczuwanie się w czyjąś osobowość. Choć- nie znając z realu, a tylko z netu- jest to raczej trudne. Praktyka czyni mistrza :) Mierzysz wszystkich
swoją miarą i nie chcesz dopuścić do świadomości, że jesteśmy różnymi ludźmi. Jesteśmy bardzo różnymi ludźmi. Gdyby tak nie było, to było by strasznie nudno na tym świecie. Fakt:-). Jednakże- nie wynika z tego, że trzeba mierzyć swoją miarą. Nie ma innej miary. Kazdy może mierzyć swoją miarą. Wyobrażasz sobie, że możesz mierzyć czyjąś? :) Z tego, co piszesz, sprawiasz wrażenie człowieka, który nie potrafi
znaleźć dostępu do swojego serca, a co robi- to jest to wymyślone. Przede wszystkim- jak pisałeś o swoim wegetarianizmie: skojarzył mi się dzieciak, który miał po prostu "sprany" mózg, powtarzał czyjeś argumenty i chorował, bo był na diecie wegańskiej. A raczej- nie była to jego, zaakceptowana postawa życiowa. Nie. To raczej Ty stosujesz inwektywę w miejsce rzeczowego argumentu. Dlaczego wyciąłeś moją wypowiedź i odnosisz się do niej? Raczej nie odpowiadam "całym zdaniem" na takie oceny. Musiałbym pisać za dużo o sobie, a nie jestem Zosią :) pozdrawiam i więcej luzu oraz nie oceniania ludzi
Dlaczego nie oceniać ludzi? Trzeba oceniać. Nie wolno tylko osądzać. Dlatego nie oceniać, że oceniając (negatywnie) Zosię wrzucasz całe jej życie do śmieci. Możesz ocenić konkretny jej czyn, ale nie ją. A co ja innego robię. Przecież nie napisałem, że to zła kobieta, że nadaje się tylko do szpitala, albo więzienia. Nic takiego nie napisałem. Zosia pewnie (tak myślę) jest wspaniałą osobą. Jeśli ktoś nawet coś robi źle- to oceniając go mówisz, że właśnie postawiłeś mu ocenę za
całe jego życie a nie za ten jeden czyn Nie oceniałem całego życia Zosi. Oceniałem tylko to co sama pisała o sobie. Nawet nie wiem, czy to prawda, to co pisała. Pisała, że pracuje tydzień w miesiacu, bo wiecej nie potrzebuje. Resztę czasu spędza na leżeniu i łażeniu po lesie. Jedzenie sobie pozbiera na czyichś polach, bo nie szczują psami, taki zwyczaj. To nie jest pasożytnictwo? Pozdrawiam Leszek |
| zosia.p
|
Posted: 29 Lut 2008 14:54:29 Nie wiem, nie jestem Klimuszka :) Jednak jakos ich odnajdywal, jakos wiedzial gdzie sa :) Jak bede potrafila, powiem wam jak to jest, ale dotad nic takiego mi sie nie zdazylo, wiec watpie w swoje zdolnosci :) Jakis seansik moze ? ;))) |
| Chiron
|
Posted: 29 Lut 2008 22:29:26 E tam.... To jest grupa dyskusyjna. W dyskusjach poszukuje się głównie
negatywów i dyskutuje się o negatywach. Po to, żeby je eliminować. To jest działanie pozytywne. Z mojego doświadczenia wynika, że skupianie się na negatywach negatywów nie eliminuje- a przeciwnie. Ba! To, co napisałeś- to w moim bardzo głębokim przekonaniu wymyślone kłamstwo i to bardzo niebezpieczne. No na ten przykład: dziecko (masz dzieci?) Ci przyjdzie, i powie: tato, .dziś dostałem 5 z matmy (miał kilka dwój). No to jeśli powiesz: ale to za mało, i tak ci nie wychodzi 3, albo: a z innych przedmiotów nadal źle- to właśnie skupiasz się na negatywach. Nie ma szans Twoje dziecko, żeby poprawić resztę. Właśnie w skutek takiego skupienia się na tym, czego jeszcze nie ma. Albo skupiaj się cały czas na tym, że np nie masz tego czy tamtego- no to jesteś biedny- to nie masz szans wyrwania się z tego "zaklętego kręgu". Cały czas nie będziesz tego miał. Wręcz warunkiem sinequanon wyrwania się z tego jest skupienie się na tym, co już masz (czy Twoje dziecko). Ot- wystarczy pogadać z psychologiem- praktykiem. Myślę, że każdy to potwierdzi. Nie jesteś Panem Bogiem, że ferujesz takie wyroki. Ja absolutnie sie z
tym nie zgadzam. Przynajmniej nie w takim sensie, w jakim to piszesz. Człowiek, aby kochać innych- najpierw musi kochać siebie. Jest to modna teoria, która robi wiele szkody w różnych ruchach rozwoju duchowego. Wspomniałeś coś o zajmowaniu się ribertingiem. Ja się nie zajmuję, ale zajmowałem kiedy (nie obraź się :)) biegałeś w krótkich spodenkach, albo może byłeś dopiero w planach demograficznych. Widziałem wielu ludzi, którym odbiła palma po "pokochaniu siebie". Widziałem też wielu riberterów z wielką palmą na czole. Jakbyś się mnie spytał ile sesji miałem, to odpowiem, że nie wiem, bo po setce przestałem liczyć. Ciekawe...nie chce mi się sprawdzać- ale tak sobie kojarzę- riberting powstał na początku lat 1970 (Orr, Nowa Zelandia). Miałem dziesięć lat. Jednakże- do Polski przybył (wraz z Rajskim i jeszcze kilkoma) na początku lat osiemdziesiątych z Kanady i USA. Ja się nim zająłem z 10 lat później- miałem koło trzydziestki- i z przerwami na warsztatach czy treningach- indywidualnych jak i grupowych uczestniczyłem w różnych sesjach. Riberting w Polsce- z którym ja się stykałem z wyboru- zorganizował się na wzór dobrych psychologów (bo też i wielu psychologów w nim działało)- chodzi mi o metodzie weryfikacji riberterów opartej o superwizję. To eliminowało tych, którzy mieli palmę na czole- choć ci bez przeszkód działali w drugim nurcie ribertingu- bez rejestracji. Cieszę się, że brzmię tak młodo- nawet z egoistyczną radością spotykam znajomych, wyglądających jak moi rodzice wręcz - a mający tyle lat, co ja. Czuję się młodo.:-) Szybko zauważyłem, że są ludzie, którzy przychodzą na sesje- i nie potrafią w nie wejść głębiej. Wiele wyjaśnił mi list, jaki krążył wśród riberterów- gdzie autor przestrzega przed bezkrytycznym wciąganiem wszystkich w ribert i nie tylko. Bo nie wszystko jest dla każdego. Mało tego- skoro na Wschodzie pewne systemy wymyślono dla nielicznych, a i tak sporo z nich odpada- to dlaczego w krajach kultury europejskiej wciąga się w to każdego, a potem dziwi, że wielu nie dość, że odchodzi, to jeszcze robi takiemu ruchowi bardzo złą opinię. I to nie tylko ci, co odeszli- a nawet przede wszystkim ci, co poszli swoją drogą, bo uznali, że systemy tworzone nierzadko przez tysiąclecia, tworzące zamkniętą całość- można po swojemu zmieniać i mieszać z innymi, często nieprzystającymi. Dodając do tego często żenujący brak wiedzy i świadomości takiego "mistrzunia"- efekt łatwo można przewidzieć. Inaczej to, co robi dla
innych będzie ułomne- w żadnym razie nie będzie pochodną miłości. Skoro w
kimś nie ma miłości- to nie moze jej dać innym- chyba oczywiste. To taka oczywista oczywistość, że nikt nie śmie zaprzeczyć :) A to zwykła bzdura. Zacznij używać słowa AKCEPTACJA. Człowiek, który "kocha siebie" wymaga też dowodów miłości od innych, wszystko co robi, to robi pod publiczkę, zostaje więc niewolnikiem innych. Człowiek, który AKCEPTUJE siebie nie potrzebuje poklasku otoczenia i staje się człowiekiem wolnym. Tylko wtedy może działać na korzyść innych ludzi, kiedy ma jasny ich obraz nie zakłócony wzajemną zależnością. Ka pe wu? NIE!!! Mylisz pojęcia- miłość i egotyzm. Miłość- z niej wynika akceptacja siebie. Miłość nie jest egotyczna. Tak naprawdę - egotyk siebie wcale nie akceptuje. Akceptacja to jeden z niezbędnych wprawdzie- ale tylko krok w kierunku miłości. Miłość zaś oznacza także (niejako automatycznie) akceptację. Przykład
Ghandiego jest dobry: bardzo kochał siebie (więc pobudki- egoistyczne).
Kochając siebie- kochał też naród, z którego się wywodził- więc działał na jego rzecz. I co z tego wyszło? Miliony umierających z głodu i chorób dzieci. Nie wiem ile, ale zdaje się, że bardzo dużo Hindusów i muzułmanów wymordowało się wzajemnie zanim rozdzielili się w osobnych państwach. Czy więc działał na ich korzyść? Każdy okupant popiera wszelkie mniejszości w kraju okupowanym. Dlaczego polityką brytyjczyków (popierających islam) chcesz obarczyć Ghandiego? Można- a nawet należy- zadać sobie pytanie, jak by wyglądały Indie dziś, jako kolonia brytyjska- ale to już polotical ficton. A jaki był?
"Gandhi pokochał swoją żonę-dziecko miłością zmysłową i cały czas o niej myślał. Kontrolował każdy jej ruch, niewolił ją. Zarazem chciał być jej wiernym na zasadach wzajemności. Dręczył żonę atakami zazdrości (całkowicie nieuzasadnionej). W końcu dał żonie wolność i przeszedł na celibat, a wizyty w burdelu - poszedł tam czterokrotnie, ale ponieważ sparaliżowany był przez nieśmiałość, wyrzucano go stamtąd - uznał za występek. Kochał żonę bezgranicznie, ale wyrządzał jej wiele przykrości. Chciał, żeby wynosiła nocniki po obcych i żeby robiła to z radością. Nie mogła się zgodzić i raczej była gotowa odejść, więc siłą wyrzucał ją z domu. Do sprzeczek dochodziło często, potrafili być dla siebie bardzo nieuprzejmi. Był, krótko mówiąc, już za młodu złośliwym staruchem nie do zniesienia. Kasturba miała z nim krzyż pański, który niosła z cierpliwością kobiety hinduskiej." Mam do Ciebie ogromną prośbę: NIGDY NIE PRÓBUJ NAWET PISAĆ MOJEGO ŻYCIORYSU! Masz właśnie przykład zasadzania się na negatywach. Napisz jeszcze o dzieciach, że one wcale nie są takie kochane, bo często walą kupę pod siebie i nie dają spać po nocach. Piszesz o początkowym etapie działalności Ghandiego- w RPA, gdzie walczył o prawa hindusów. Tworzył komuny hindusów, gdzie odrzucał coś, co uniemożliwiało im wyzwolenie się spod dominacji białych: kastowość. Sam pochodził z wysokiej kasty, a rodzinie kazał wynosić nocniczki, bo każdemu to nakazywał (dotąd robili to tylko ludzie z najniższych kast). Jak u każdego człowieka, który się rozwija, tak i u niego- poglądy ewoluowały. Do Indii wrócił już człowiekiem o ukształtowanej osobowości. I wciąż popełniał różne błędy w życiu- BO BYŁ CZŁOWIEKIEM!!! Jesteśmy bardzo różnymi ludźmi. Gdyby tak nie było, to było by strasznie
nudno na tym świecie. Fakt:-). Jednakże- nie wynika z tego, że trzeba mierzyć swoją miarą. Nie ma innej miary. Kazdy może mierzyć swoją miarą. Wyobrażasz sobie, że możesz mierzyć czyjąś? :) Ależ oczywiście! Przyjąć tylko wystarczy, że ja mogę czegoś nie rozumieć, nie umieć- a dla innego to może być trywialne- i wice wersa. Jednakże- ja potrafiłem po kursie posługiwać się różdżką, jednakże nie potrafię posługiwać się skrzypcami. I- jak podejrzewam- nawet długoletni kurs chyba niewiele tu zmieni:-). Nie uważam skrzypaków za hochsztaplerów- ani ja nim nie jestem. Nigdy nie będę w skórze drugiego człowieka, więc nie będę go okłamywać bzdetami w rodzaju: "ja na twoim miejscu to bym zrobił..."- mogę tylko zaakceptować kogoś takim, jaki jest- choć mogę nie akceptować wcale pewnych jego zachowań. Nie oceniałem całego życia Zosi. Oceniałem tylko to co sama pisała o
sobie. Nawet nie wiem, czy to prawda, to co pisała. Pisała, że pracuje tydzień w miesiacu, bo wiecej nie potrzebuje. Resztę czasu spędza na leżeniu i łażeniu po lesie. Jedzenie sobie pozbiera na czyichś polach, bo nie szczują psami, taki zwyczaj. To nie jest pasożytnictwo? Mam głębokie przekonanie- że nie jest. Jak pisała: są to niezebrane resztki. A także ma akceptację właścicieli. Ja czytając to, co napisałą- odczuwam zazdrość. Wprawdzie lekką- a jednak:-). Być może- według Ciebie- też jestem pasożytem- kto wie? Chiron |
| siwa
|
Posted: 5 Mar 2008 10:24:49 Do zauwazenia ze kazdy czlowiek jest inny potrzebujesz astrologii???
Co Ty, Pszemol. Nie wierzysz, że Twoje upodobania są spowodowane tym, że urodziłeś się w czerwcu? Za mało tłuszczu chyba jesz... bo umyka Ci oczywistość tego świata. |
| Chiron
|
Posted: 5 Mar 2008 15:00:06 Do zauwazenia ze kazdy czlowiek jest inny potrzebujesz astrologii???
Co Ty, Pszemol. Nie wierzysz, że Twoje upodobania są spowodowane tym, że urodziłeś się w czerwcu? Za mało tłuszczu chyba jesz... bo umyka Ci oczywistość tego świata. Rozgadane Bliźnięta?! No tak- można się było spodziewać:-) Chiron |
| << . 1 . 2 . |
|
Czas ładowania strony (sek.): 0.595 miniBB.net © 2001-2008 Polityka Prywatności motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008 |