kuchnia
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
pozycjonowanie stron | Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu.

Zobacz: / Wegetarianizm / Czlowiek robi kurczakom przysluge...
Autor Wiadomość
Pszemol

Posted: 10 Mar 2008 20:13:13



Pomyslcie chwile, czy gdyby nie czlowiek to czy kurczaki nie wyginelyby?
Kury nie umieja szybko biegac, nie umieja latac i do tego sa smaczne...
Toz to recepta na szybkie wyginiecie takiego gatunku :-)

Tymczasem gdy porownamy liczebnosc kur na Ziemii to okaze sie, ze jest
ich 15mld, czyli kurczaki (z punktu widzenia ewolucji), sa ptakami
zwyciezcami. A to wszystko dzieki zyciu w symbiozie z czlowiekiem... :-)

Zeby osiagnac ten sukces ewolucyjny nie musza absolutnie nic
robic - ani konkurencja o robaki czy pszenice z innymi ptakami,
ani ochrona mlodych przed drapieznikami polnymi - nic...
Wystarczy ze sobie beda siedzic w kurniku, opychac sie zarciem
ktore sie im pod nos podstawi i rosnac...

Czy bycie wegetarianinem jest wedlug Was w porzadku w stosunku do kurczat?




zosia.p

Posted: 11 Mar 2008 08:24:15



Jakosc zycia, jakosc... No i dlugosc w skali jednostkowej!

Chcialbys zyc w obozie koncentracyjnym, zeby ludzkosc nie wiginela?

Jesli dzika kura, zyla do 30 lat i znosila 8-12 jajek rocznie, a kura nioska
zyje 3 i sklada do 300 jajek to nie wiem, czy to jeszcze kura czy automat do
znoszenia jajek. Miesne zyja jeszcze krocej, bo po co kure karmic jesli
osiagnela maksymalna mase?
Juz wolalabym byc kura, ktora krotko ale szczesliwie!






Chiron

Posted: 11 Mar 2008 09:38:47




Jakosc zycia, jakosc... No i dlugosc w skali jednostkowej!

Chcialbys zyc w obozie koncentracyjnym, zeby ludzkosc nie wiginela?

Jesli dzika kura, zyla do 30 lat i znosila 8-12 jajek rocznie, a kura
nioska zyje 3 i sklada do 300 jajek to nie wiem, czy to jeszcze kura czy
automat do znoszenia jajek. Miesne zyja jeszcze krocej, bo po co kure
karmic jesli osiagnela maksymalna mase?
Juz wolalabym byc kura, ktora krotko ale szczesliwie!

Oczywiście- mnie na myśl przyszedł MATRIX i hodowana ludzkość. Według słów
Pszemola- na samym szczycie ewolucji. Problem w tym, że Pszemol to człowiek,
który każdy temat potrafi udowodnić (przynajmniej tak zapewne myśli).Po
prostu on uważa, że dyskusja jest celem samym w sobie
pozdrawiam

Chiron






Pszemol

Posted: 11 Mar 2008 17:25:29



Oczywiście- mnie na myśl przyszedł MATRIX i hodowana ludzkość.
Według słów Pszemola- na samym szczycie ewolucji.

Nie powiedzialem ze kury sa na szczycie ewolucji lecz
ze kury sa WSROD PTAKOW najliczniejsze, a wiec w kryteriach
ewolucyjnych odniosly sukces bo konkurencja jest mniej liczna.

Problem w tym, że Pszemol to człowiek, który każdy temat
potrafi udowodnić (przynajmniej tak zapewne myśli).

Problem w tym, ze u Ciebie kazda dyskusja zawsze zejdzie
na tematy personalne bo innych argumentow nie masz...

Po prostu on uważa, że dyskusja jest celem samym w sobie

Skad Ty mozesz wiedziec co ja uwazam?
Ja uwazam, ze dyskusja jest NARZEDZIEM do uzyskania celow.





Pszemol

Posted: 11 Mar 2008 17:22:27



Jakosc zycia, jakosc... No i dlugosc w skali jednostkowej!

Chcialbys zyc w obozie koncentracyjnym, zeby ludzkosc nie wiginela?

Jesli dzika kura, zyla do 30 lat i znosila 8-12 jajek rocznie, a kura nioska
zyje 3 i sklada do 300 jajek to nie wiem, czy to jeszcze kura czy automat do
znoszenia jajek. Miesne zyja jeszcze krocej, bo po co kure karmic jesli
osiagnela maksymalna mase?
Juz wolalabym byc kura, ktora krotko ale szczesliwie!

Takie porownania do zycia czlowieka nie maja sensu, bo nie mamy
pojecia co to znaczy dla kury zyc szczesliwie...

Malo tego - skad pomysl ze kura dzika zyje 30 lat???
Toz to absurd. Wiekszosc nie dozywa momentu dojrzalosci
gdy moze zniesc pierwsze jajko - reszta ginie w zebach
drapieznikow nieco pozniej ale nie ma powodow przypuszczac ze
dzika kura bedzie zyc tyle samo co kura u czlowieka w kurniku.




chmurka

Posted: 11 Mar 2008 20:21:56



Pszemol:

Ja uwazam, ze dyskusja jest NARZEDZIEM do uzyskania celow.

A cel jaki?




Pszemol

Posted: 11 Mar 2008 20:56:55



Pszemol:

Ja uwazam, ze dyskusja jest NARZEDZIEM do uzyskania celow.

A cel jaki?

Cel kazdy z dyskutantow wyznacza sobie sam...
Wyobrazam sobie ze ktos moze dyskutowac z ciekawosci,
albo aby sie czegos wartosciowego nauczyc albo dla
zwyklej rozrywki bo ma za duzo wolnego czasu czy
tez jeszcze z innych 10 roznych powodow... Ludzie sa
rozni i maja rozne cele przypisane swoim dzialaniom.




Chiron

Posted: 12 Mar 2008 09:25:58




Pszemol:

Ja uwazam, ze dyskusja jest NARZEDZIEM do uzyskania celow.

A cel jaki?

Cel kazdy z dyskutantow wyznacza sobie sam...
Wyobrazam sobie ze ktos moze dyskutowac z ciekawosci,
albo aby sie czegos wartosciowego nauczyc albo dla
zwyklej rozrywki bo ma za duzo wolnego czasu czy
tez jeszcze z innych 10 roznych powodow... Ludzie sa
rozni i maja rozne cele przypisane swoim dzialaniom.

Widzisz, problem jednak w tym, że te cele powinny wychodzić sobie na
przeciw. No bo spróbuj sobie wyobrazić dyskusję człowieka, który uwielbia
argumentować, przekonywać, bronić dowolnych racji tylko dlatego, że tak w
danym momencie napisał albo też chce sprawdzić swoje umiejętnosci erystyczne
z drugim, który szuka czegoś nowego, chce się czegoś ciekawego dowiedzieć
czy czymś fajnym podzielić. No kupa nieporozumień, prawda? Tten pierwszy
raczej nawet nie będzie potrafił spojrzeć oczami drugiego, a ten drugi nie
będzie chciał.
Ten pierwszy może zapodać dowolny temat nie do obrony: a to, że kury
odniosły sukces w drabinie ewolucji, a to, że Einstein był ateistą (mimo, że
ten pierwszy dyskutant lata całe uczestniczył w różnych dyskusjach na tema
Einsteina, między innymi i tych, w których to było dyskutowane do oporu).
No teraz już widzisz, gdzie tkwi problem?

pozdrawiam

Chiron






zosia.p

Posted: 12 Mar 2008 13:52:42



Dane z forum pl.zwierzaki- kura moze dozyc 30 lat :). Kura z kurnika bez
szans, bo jej organizm wyniszcza sie przez te ciagle znoszenie jaj.
Kura w stanie naturalnym to zwierze lesne. Albo nawet lesno-bagienne.
Nie porownuje do zycia czlowieka, ale kazde zwierze, ktore kuma cokolwiek
odczuwa roznice, czy jest w kurniku, ma obciety dziub i pazury, faszerowany
lekami, a stanem gdy jest nawet na wiejskim podworku. Jakosc swojego zycia
odczuwa.
Duzo wiem o kurnikach, bo postawili 4 w mojej wsi i kilkanascie osob tam
pracuje.






Pszemol

Posted: 12 Mar 2008 13:58:54



Widzisz, problem jednak w tym, że te cele powinny wychodzić sobie na przeciw.

W idealnym swiecie byc moze wychodzilyby.
A jak jest w realu to sam widzisz - musisz jakos z tym zyc.

No bo spróbuj sobie wyobrazić dyskusję człowieka, który uwielbia argumentować, przekonywać, bronić dowolnych racji tylko dlatego,
że tak w danym momencie napisał albo też chce sprawdzić swoje umiejętnosci erystyczne z drugim, który szuka czegoś nowego, chce
się czegoś ciekawego dowiedzieć czy czymś fajnym podzielić. No kupa nieporozumień, prawda?

Nie zgadzam sie.

Tten pierwszy raczej nawet nie będzie potrafił spojrzeć oczami drugiego,
a ten drugi nie będzie chciał.

Biedaczynka... :-)

Ten pierwszy może zapodać dowolny temat nie do obrony: a to, że kury odniosły sukces w drabinie ewolucji, a to, że Einstein był
ateistą (mimo, że ten pierwszy dyskutant lata całe uczestniczył w różnych dyskusjach na tema Einsteina, między innymi i tych, w
których to było dyskutowane do oporu).
No teraz już widzisz, gdzie tkwi problem?

Nie, nie widze.
Jesli uwazasz ze jakis temat jest nie do obrony
to nie musisz wcale podejmowac sie roli obroncy.

Co do Einsteina to polecam Twojej uwadze wazny jego cytat:
"From the viewpoint of a Jesuit priest I am, of course, and have
always been an atheist.... I have repeatedly said that in my opinion
the idea of a personal God is a childlike one. You may call me an
agnostic, but I do not share the crusading spirit of the professional
atheist whose fervor is mostly due to a painful act of liberation
from the fetters of religious indoctrination received in youth.
I prefer an attitude of humility corresponding to the weakness
of our intellectual understanding of nature and of our being."

Wiem, ze nie wladasz jezykiem angielskim to Ci z grubsza przetlumacze:
"Z punktu widzenia jezuickiego zakonnika jestem, oczywiscie,
i zawsze bylem ateista... Powtarzalem wielokrotnie ze w mojej opinii
koncepcja osobowego Boga to dziecinniada. Mozna mnie nazwac
agnostykiem, ale ja nie podzielam ducha kruciat u profesjonalnych
ateistow ktorych ferwor pochodzi glownie z bolesnego aktu wyzwolenia
od wiezow religijnej indoktrynacji otrzymanej w dziecinstwie.
Preferuje postawe pokory zgodna ze slaboscia naszego intelektualnego
zrozumienia natury i naszego istnienia."

Jak wszyscy w tamtych czasach (mowilismy juz o tym) staral sie ukryc
publicznie swoja niewiare w Boga z powodow czysto praktycznych.
Jego listy prywatne ukazuja wiec wiecej zdecydowania w opiniach
na temat personalnego boga a wypowiedzi publiczne sa bardziej
stonowane i obliczone na maskowanie jego wewnetrznego ateizmu.

W bledzie jest wiec ktos, kto stara sie twierdzic ze Einstein
wierzyl w boga w kontekscie wiary chrzescijanskiej... :-)





Pszemol

Posted: 12 Mar 2008 14:03:46



Dane z forum pl.zwierzaki- kura moze dozyc 30 lat :).

No to masz bardzo naukowe zrodla :-)
A ze MOZE dozyc 30 lat w idealnym swiecie bez drapieznikow,
pasozytow i innych chorob - byc moze. Pytanie czy statystyczna
dzika kura dozywa takiego wieku w naturze.

Nie porownuje do zycia czlowieka, ale kazde zwierze, ktore kuma cokolwiek
odczuwa roznice, czy jest w kurniku, ma obciety dziub i pazury, faszerowany
lekami, a stanem gdy jest nawet na wiejskim podworku. Jakosc swojego zycia
odczuwa.
Duzo wiem o kurnikach, bo postawili 4 w mojej wsi i kilkanascie osob tam
pracuje.

Pytanie jest takie, czy kura to jest zwierze ktore cokolwiek kuma :-)




misiu

Posted: 12 Mar 2008 16:44:42




Dane z forum pl.zwierzaki- kura moze dozyc 30 lat :).

Chyba tylko w ZOO. Żółw może dożyć cztery razy tyle, a większość po
wykluciu nie zdąży nawet dotrzeć do oceanu, bo po drodze pada łupem
drapieżników. "Może dożyć" nie oznacza, że dożywa.

Kura w stanie naturalnym to zwierze lesne. Albo nawet lesno-bagienne.
Nie porownuje do zycia czlowieka, ale kazde zwierze, ktore kuma cokolwiek
odczuwa roznice, czy jest w kurniku, ma obciety dziub i pazury, faszerowany
lekami, a stanem gdy jest nawet na wiejskim podworku. Jakosc swojego zycia
odczuwa.

Być może. Jakość życia człowieka jest jednak ważniejsza od jakości życia
kury, dlatego to drugie można poświęcić dla pierwszego.




siwa

Posted: 12 Mar 2008 22:03:55




Czy bycie wegetarianinem jest wedlug Was w porzadku w stosunku do kurczat?

Och, doskonale wiesz, że mamy to w pompce.
Po prostu nienawidzimy roślin bardziej niż zwierząt.




hmmm

Posted: 13 Mar 2008 20:13:52



Tego nie wiemy, a jesli tak, to czy ta zabawa z zabijaniem kur i kurnikami
jest OK.

Pytanie jest takie, czy kura to jest zwierze ktore cokolwiek kuma :-)






Leszek Serdyński

Posted: 13 Mar 2008 20:26:47




Tego nie wiemy, a jesli tak, to czy ta zabawa z zabijaniem kur i kurnikami
jest OK.

Pytanie jest takie, czy kura to jest zwierze ktore cokolwiek kuma :-)



Odpowiadaj POD poprzednią wypowiedzią :)

Ptaszki żyjące dziko nie umierają śmiercią naturalną, lecz są zabijane przez
drapieżniki, mróz, deszcze, głód.... Jeżeli coś kumają, to czy to jest w
porządku? Może jednak skrócenie męk siekierką jest lepsze?

Pozdrawiam
Leszek






Pszemol

Posted: 13 Mar 2008 20:33:41



Tego nie wiemy, a jesli tak, to czy ta zabawa z zabijaniem kur i kurnikami
jest OK.

Jaka znowu zabawa?




Chiron

Posted: 14 Mar 2008 12:07:20



Tytułem wstępu- pierwszy raz, czytając Twój post- miałem wrażenie, że pisał
go CZŁOWIEK- z krwi i kości. Traktuj to, jak chcesz. Jest to po prostu
komunikat.

Widzisz, problem jednak w tym, że te cele powinny wychodzić sobie na
przeciw.

W idealnym swiecie byc moze wychodzilyby.
A jak jest w realu to sam widzisz - musisz jakos z tym zyc.
Wiesz, na ogół wychodzą, ja staram się np dopasować do drugiej osoby. Czasem
jednak nie potrafię- tak, jak czasem z Tobą. Nie robię sobie jednak
wyrzutów- nie wszystko ode mnie zależy:-).



No bo spróbuj sobie wyobrazić dyskusję człowieka, który uwielbia
argumentować, przekonywać, bronić dowolnych racji tylko dlatego, że tak w
danym momencie napisał albo też chce sprawdzić swoje umiejętnosci
erystyczne z drugim, który szuka czegoś nowego, chce się czegoś ciekawego
dowiedzieć czy czymś fajnym podzielić. No kupa nieporozumień, prawda?

Nie zgadzam sie.
To proszę Cię o rozwinięcie tego. Naprawdę, nie wyobrażam sobie takiej

dyskusji. I co z niej wyniknie dla obu? Chyba nic dobrego.



Tten pierwszy raczej nawet nie będzie potrafił spojrzeć oczami drugiego,
a ten drugi nie będzie chciał.

Biedaczynka... :-)
I podlec:-)



Ten pierwszy może zapodać dowolny temat nie do obrony: a to, że kury
odniosły sukces w drabinie ewolucji, a to, że Einstein był ateistą (mimo,
że ten pierwszy dyskutant lata całe uczestniczył w różnych dyskusjach na
tema Einsteina, między innymi i tych, w których to było dyskutowane do
oporu).
No teraz już widzisz, gdzie tkwi problem?

Nie, nie widze.
Jesli uwazasz ze jakis temat jest nie do obrony
to nie musisz wcale podejmowac sie roli obroncy.
To nie chodzi o rolę obrońcy czy inną. Na ogół nic nie jest czarne czy

białe. Najlepiej przedstawić fakty, a ocenić każdy sobie może sam. Czyż nie?
Choc nie raz dyskusję wykluczasz Ty twierdząc, że według Twoich wierzeń
(choć nie tymi słowami, ale tak twierdzisz) nie istnieje coś, co istnieje
według moich wierzeń. W tym momencie nie ma mozliwości z żadnej ze stron
sensownej obrony takiej tezy, prawda? Żądasz doświadczeń- ja czy inni
to napisz mi, czy rozróżniasz niebieski od czerwonego palcami? Nauczyłem
tego kilka osób, podałem Ci wypraktykowany sposób, nawet ktoś podał, że
gdzieniegdzie uczą tego niewidomych- ale Ty po prostu nie wierzysz i nie
sprawdzisz. Pszemolu- to jest widzenie paranormalne, pozazmysłowe, do
wypraktykowania (nie wyskakuj tylko z różnicą temperatur- ta jest
nierozróżnialna dla czlowieka- to co najwyżej 0,2 K). Pisałem o różdżce, o
fire-walk - to moje praktyki. Po prostu nie wierzysz. I masz prawo, ale
IMHO- wykluczasz dyskusję na te tematy. Powołujesz się na oszusta Randiego
jak na wyrocznię. Dlaczego?

Co do Einsteina to polecam Twojej uwadze wazny jego cytat:


Jak wszyscy w tamtych czasach (mowilismy juz o tym) staral sie ukryc
publicznie swoja niewiare w Boga z powodow czysto praktycznych.
Jego listy prywatne ukazuja wiec wiecej zdecydowania w opiniach
na temat personalnego boga a wypowiedzi publiczne sa bardziej
stonowane i obliczone na maskowanie jego wewnetrznego ateizmu.

W bledzie jest wiec ktos, kto stara sie twierdzic ze Einstein
wierzyl w boga w kontekscie wiary chrzescijanskiej... :-)

Zrobiłeś takie "myk!". Ja nie twierdzę, że Einstein wierzył w Boga
żydowskiego, chrześcijańskiego czy innego. On po prostu wierzył w Boga. I na
to jest wiele cytatów i dyskusji- nikt chyba nie twierdzi, że był on ateistą
(poza może Tobą). Nie chcę sięgać wcześniej. Zostańmy przy czasach Alberta i
późniejszych. No to zagorzały chrześcijanin- Max Planck- może być? Pszemolu-
nie obronisz tej tezy- chyba, że znów sięgniesz po erystykę. tylko po co?
Spytaj kogoś z wydziałów matematyczno- fizycznych, ilu tam ateistów. Oj,
trudno będziee znaleźć. Że co, że wstydzą się przyznać do ateizmu? To
dlaczego religioznawcy czy prawnicy się nie wstydzą? Znam lekarzy ateistów
(z czasów studenckich zdziwiony obserwowałem wysyp lewactwa właśnie z
Akademii Medycznej). Ba! Znam sytuację, o której kiedyś tu wspominałem:
znajomu ksiądz nie odwiedzał przez jakiś czas swojej siostry lekarki, bo ta
wstydziła się powiedzieć znajomym lekarzom, że ma brata księdza. I nie jest
to sytuacja wyjątkowa. Napiszę więcej- w wielu środowiskach z wyższym
wykształceniem w Polsce przyznanie się do wiary w Boga może pociągnąć za
sobą ostracyzm towarzyski i dorobienie gęby w rodzaju "moher" "sekciarz"
etc.Jednakże środowiska matematyków i fizyków są bardzo religijne. Ok- to
uogólnienie, ale tak to odbieram na podstawie swoich obserwacji a także
obserwacji innych ludzi.
Ponawiam pytanie: czy uważasz, że tylko ludzie niewykształceni wierzą w
Boga- bo wiarą zastępują swoją niewiedzę?

Chiron






Leszek Serdyński

Posted: 14 Mar 2008 16:37:40




.Jednakże środowiska matematyków i fizyków są bardzo religijne. Ok- to
uogólnienie, ale tak to odbieram na podstawie swoich obserwacji a także
obserwacji innych ludzi.

To takie Twoje obserwacje życzeniowe.
Tak samo jak z informacją, że Hindusi przodują w matematyce - tacy zdolni.

Praktyka nie potwierdza tego jednak. W dyskusji inżynierów po PG pracujących
w USA jest taka obserwacja:
http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/51?page=10

" tez myslalem ze Amerykanie to idioci, ale zmienilem zdanie jak ich
poznalem. Jak cos robi - to robi najlepiej na swiecie.
O starym polskim szkolnictwie mam dobre zdanie, ja np w podstawowce
zasuwalem sinusy i cosinusy, a na koniec 8smej to nawet pochodne(1978rok).
Tutaj to maja na studiach.
hindusi - nie spotkalem takiego jeszcze ktory by cos zrobil.
owszem, prawie kazdy to phd, oblozony ksiazkami i softwerem, ale nic nie
zrobi. Nawet Amerykanie sie smieja z nich. Ale ich przyjmuja do roboty,
zawsze to firma powazniej wyglada jak ma kilku phd. "


Ponawiam pytanie: czy uważasz, że tylko ludzie niewykształceni wierzą w
Boga- bo wiarą zastępują swoją niewiedzę?

Wykształcenie nie ma dużego wpływu na wiarę. Wierzą w Boga ludzie
wykształceni jak i analfabeci, nie wierzą także. Wiara zależy od
odpowiedniego "prania mózgu". Od tego, jak w dzieciństwie pracowano nad tym.
Najlepiej trwałe połączenia w mózgu (jak wiesz z praktyki) tworzą się kiedy
informacja jest podawana razem z emocjami. Do tego służą różne ceremonie:
chrzty, komunie, bierzmowania, uroczyste śluby, odpowiednie ceremonie w
trakcie mszy, pielgrzymki i t.p.

Pozdrawiam
Leszek






Chiron

Posted: 14 Mar 2008 23:21:28





.Jednakże środowiska matematyków i fizyków są bardzo religijne. Ok- to
uogólnienie, ale tak to odbieram na podstawie swoich obserwacji a także
obserwacji innych ludzi.

To takie Twoje obserwacje życzeniowe.
Tak samo jak z informacją, że Hindusi przodują w matematyce - tacy zdolni.

Praktyka nie potwierdza tego jednak. W dyskusji inżynierów po PG
pracujących w USA jest taka obserwacja:
http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/51?page=10

" tez myslalem ze Amerykanie to idioci, ale zmienilem zdanie jak ich
poznalem. Jak cos robi - to robi najlepiej na swiecie.
O starym polskim szkolnictwie mam dobre zdanie, ja np w podstawowce
zasuwalem sinusy i cosinusy, a na koniec 8smej to nawet pochodne(1978rok).
Tutaj to maja na studiach.
hindusi - nie spotkalem takiego jeszcze ktory by cos zrobil.
owszem, prawie kazdy to phd, oblozony ksiazkami i softwerem, ale nic nie
zrobi. Nawet Amerykanie sie smieja z nich. Ale ich przyjmuja do roboty,
zawsze to firma powazniej wyglada jak ma kilku phd. "
Jeśli chodzi o amerykanów- to osobny temat. Jak uważniej poczytasz choćby

tylko to, co zapodałeś- to znajdziesz różne opinie. Ja w latach 70-tych
czytałem "Delicje ciotki Di"- i uznałem za komunistyczną propagandę. Po
latach poznałem ludzi, którzy mieli z tym krajem do czynienia- i opinia była
jednoznaczna: jak ktoś coś umie w USA, to jest to imigrant albo amerykaniec
po którejś z kilku elitarnych uczelni. Reszta to debile albo po prostu
niedouki. Dziś znam kilkuset ludzi, którzy siedzą w Irlandii i twierdzą, że
wykształcenie tam ma nieliczna elita, a reszta nie wie dokładnie, gdzie
Polska. Ostatnio kumple, którzy przyjechali na święta opowiadali, jak to
wcisnęli szefowi, że do Polski lecą przez Nowy Jork- a on to "łyknął". Ba!
Nie zdziwiło to ich kolegów- Irlandczyków. Niektórzy współczuli, że wydadzą
sporo kasy na lot do Polski- bo to tak daleko. A w USA- z tego, co wiem-
podobnie.
Jeśli chodzi o hindusów- od starożytności mieli dobrych czy wręcz genialnych
matematyków. Życiorys jednak kogoś takiego:
http://www.lo.szczecinek.pl/matma/5.htm

no to tylko mogło zdażyć się w Indiach!
Naprawdę- strony www opisują życiorysy Hindusów- matematyków, a Ty wierzysz
jakiemuś jednemu gastarbaiterowi? A te phd to mają skąd? Nie z jankeskich
uczelni?


Ponawiam pytanie: czy uważasz, że tylko ludzie niewykształceni wierzą w
Boga- bo wiarą zastępują swoją niewiedzę?

Wykształcenie nie ma dużego wpływu na wiarę. Wierzą w Boga ludzie
wykształceni jak i analfabeci, nie wierzą także.
Po krótkim wahaniu- zgadzam się. Może nie całkiem (IMHO- więcej jest

niewierzących w grupie wykształconych niż zupełnie niewykształconych)- ale
ogólnie ok.

Wiara zależy od odpowiedniego "prania mózgu". Od tego, jak w dzieciństwie
pracowano nad tym.
No napewno nie. Zdecydowanie- NIE. Wiara zależy od tego, czy potrafisz się

otworzyć na Boga. Na Prawdę. Czy umiesz popatrzeć sercem. Jeśli komuś spiorą
mózg- to będzie co najwyżej religiantem.

Najlepiej trwałe połączenia w mózgu (jak wiesz z praktyki) tworzą się
kiedy informacja jest podawana razem z emocjami. Do tego służą różne
ceremonie: chrzty, komunie, bierzmowania, uroczyste śluby, odpowiednie
ceremonie w trakcie mszy, pielgrzymki i t.p.

Wiesz- to inna sprawa. Każdy rytuał przede wszystkim służy temu, żeby jak
najdłużej zapamiętać daną chwile. Oddzielić ją od innych, może po prostu
szarych chwil. Nie jest to pranie mózgu. Idziesz na bal noworoczny? Chcesz
sobie zapewnić moc wrażeń, wielką pompę? No właśnie po to przecież, żebyś go
pamiętał. Żeby ten nowy rok Ci się kojarzyłz czymś miłym, etc. Po to jest
rytuał. No i co w tym złego?
pozdrawiam

Chiron






Leszek Serdyński

Posted: 16 Mar 2008 11:51:30





Jeśli chodzi o amerykanów- to osobny temat. Jak uważniej poczytasz choćby
tylko to, co zapodałeś- to znajdziesz różne opinie. Ja w latach 70-tych
czytałem "Delicje ciotki Di"- i uznałem za komunistyczną propagandę. Po
latach poznałem ludzi, którzy mieli z tym krajem do czynienia- i opinia
była jednoznaczna: jak ktoś coś umie w USA, to jest to imigrant albo
amerykaniec po którejś z kilku elitarnych uczelni. Reszta to debile albo
po prostu niedouki.

Widocznie Ci Twoi znajomi umieli poruszać się tylko w towarzystwie takich
samych. Jak przebywali na Greenpoincie lub w Jackowie, to mieli właśnie
takie wrażenia.

Większość znaków towarowych na świecie to są znaki amerykańskie, a 90%
filmów i muzyki jakie puszczają nasze media to produkty amerykańskie. USA to
5% ludności świata, a tworzy większość dóbr naukowych, intelektualnych i
artystycznych. Podstawowym pożywieniem amerykańca jest krwisty befsztyk,
hamburger, stek.
Wracając do tematu grupy: Indie to 30% ludności świata. Zero twórczości
intelektualnej, zero znaków towarowych (może trociczki), zero sukcesów
sportowych, pośmiewisko świata w kinematografii, nędza setek milionów ludzi,
nędza moralna: system kastowy, fanatyzm religijny, rodzenie dzieci dla
sprzedaży w niewolę, oszustwo jako styl życia i t.d.
Czym się różnią te dwa państwa?
Klimatem - nie bardzo.
Historią - tak, wyraźna przewaga Indii - 2000 lat cywilizacji, a USA 200
lat.
Jest tylko jedna wyraźna różnica- w odżywianiu. USA żrą mięso, a Indie mają
wegetarianizm narzucony przez religię.

Dziś znam kilkuset ludzi, którzy siedzą w Irlandii i twierdzą, że
wykształcenie tam ma nieliczna elita, a reszta nie wie dokładnie, gdzie
Polska.

Za to dokładnie wie jak zorganizować firmę.
Ten przykład z wiedzą geograficzną, to jest zupełnie chybiony. Stawianie
wiedzy geograficznej na piedestale ma u nas jeszcze socjalistyczne
zaszłości. Już w podstawówce znałem wszystkie państwa na świecie, ich
stolice, gdzie leżą i jakie mają granice, rzeki i t.p. To było potrzebne
ówczesnej propagandzie, żeby szary człowiek wiedział jakie sukcesy odnosi
myśl rewolucyjna i Armia Czerwona na świecie.

Ostatnio kumple, którzy przyjechali na święta opowiadali, jak to
wcisnęli szefowi, że do Polski lecą przez Nowy Jork- a on to "łyknął". Ba!
Nie zdziwiło to ich kolegów- Irlandczyków.

Widocznie nie mają ograniczeń umysłowych :)
Mnie też by to nie zdziwiło. Teraz lata się z Gdańska do Sztokholmu przez
Londyn, a można też przez Dublin, czy Shanon. Zależy jakie masz ceny
biletów, połączenia, wolne miejsca... Może za parę lat będziemy latać przez
NY, jak będą latać tam tanie linie. Mnie też nic nie dziwi.

Niektórzy współczuli, że wydadzą
sporo kasy na lot do Polski- bo to tak daleko. A w USA- z tego, co wiem-
podobnie.

Różnica jest taka, że oni bez tej wiedzy już Irlandię zbudowali, a my z
wiedzą geograficzną dopiero marzymy o zbudowaniu "drugiej Irlandii". Kapewu?
Widocznie wiedza geograficzna wypiera tą potrzebną :)

Jeśli chodzi o hindusów- od starożytności mieli dobrych czy wręcz
genialnych matematyków. Życiorys jednak kogoś takiego:
http://www.lo.szczecinek.pl/matma/5.htm

no to tylko mogło zdażyć się w Indiach!

Być może to jakiś przypadek autyzmu, bo poza tym był durniem. Umrzeć
właściwie z głodu, bo był wegetarianem. Ani jego przypadek, ani jeszcze paru
innych autystyków o niczym nie świadczy. Liczy sie statystyka i rzeczywiste
osiągnięcia w skali narodu.

Naprawdę- strony www opisują życiorysy Hindusów- matematyków, a Ty
wierzysz jakiemuś jednemu gastarbaiterowi? A te phd to mają skąd? Nie z
jankeskich uczelni?

Raczej z hinduskich :)



Ponawiam pytanie: czy uważasz, że tylko ludzie niewykształceni wierzą w
Boga- bo wiarą zastępują swoją niewiedzę?

Wykształcenie nie ma dużego wpływu na wiarę. Wierzą w Boga ludzie
wykształceni jak i analfabeci, nie wierzą także.
Po krótkim wahaniu- zgadzam się. Może nie całkiem (IMHO- więcej jest

niewierzących w grupie wykształconych niż zupełnie niewykształconych)- ale
ogólnie ok.

Dokładnie.


Wiara zależy od odpowiedniego "prania mózgu". Od tego, jak w dzieciństwie
pracowano nad tym.
No napewno nie. Zdecydowanie- NIE.


Zdecydowanie TAK

Wiara zależy od tego, czy potrafisz się
otworzyć na Boga. Na Prawdę.

Pierdolety. To jest właśnie przykład manipulacji. Wciskasz komuś bzdury i
jak ich nie łapie, to dołujesz twierdzeniem, że "nie potrafi się otworzyć",
jest zamknięty, czyli jakiś gorszy. Do tego te bzdury nazywasz "Prawdą". No
i zwykła gawiedź nie chce być gorsza, poniżana, nie chce sie wychylać.
Doskonale to zjawisko, wykorzystywane przez zwykłych szalbierców, opisał
Andersen w "Nowych szatach króla":

"Ten król jest nagi! - wykrzyknęło nagle spośród tłumu małe dziecko. Król
jest nagi! - szemrali zdziwieni obywatele. Król nieco się zmieszał, sądząc,
że istotnie może być nagi, ale nie przerwał marszu. Pomyślał sobie - Muszę
wytrwać do końca tej procesji - i tylko jeszcze bardziej dumnie się
wyprężył, a za nim podążali jego wierni dworzanie, niosąc tren, którego nie
było."

Czy umiesz popatrzeć sercem.

Czy zastanawiałeś się choć przez chwilę nad idiotyzmem tego zdania?
To jest to samo co powyżej. Wmawianie, że ktoś jest niepełnosprawny, jak
"nie umie patrzeć sercem". Bo Ty oczywiście patrzysz sercem, jesteś
pełnosprawny.

Jeśli komuś spiorą
mózg- to będzie co najwyżej religiantem.

Religiant, to jakaś funkcja kościelna?


Najlepiej trwałe połączenia w mózgu (jak wiesz z praktyki) tworzą się
kiedy informacja jest podawana razem z emocjami. Do tego służą różne
ceremonie: chrzty, komunie, bierzmowania, uroczyste śluby, odpowiednie
ceremonie w trakcie mszy, pielgrzymki i t.p.

Wiesz- to inna sprawa. Każdy rytuał przede wszystkim służy temu, żeby jak
najdłużej zapamiętać daną chwile.

A o czym ja piszę? Chodzi o to samo, tylko w rytuałach religijnych chodzi o
wytworzenie takich połączeń w mózgu, aby uzależnić ludzi od religii, od
poczucia, że są malutcy, że ktoś ma nad nimi władzę, a tym kimś jest
pośrednik między nim, a Bogiem, czyli kapłan.
To samo jest w innych parareligijnych systemach jak np. systemy rozwoju
duchowego, reberting, różne jogi, co tam kto wymyśli, pod wspólną nazwą New
Age.

Oddzielić ją od innych, może po prostu
szarych chwil. Nie jest to pranie mózgu. Idziesz na bal noworoczny?

Bal noworoczny od niczego nie uzależnia, najwyżej od alkoholu :)
Wmawianie przy pomocy specjalnych technik uzależnia i nie wciskaj, że to to
samo co bal noworoczny.

Chcesz
sobie zapewnić moc wrażeń, wielką pompę? No właśnie po to przecież, żebyś
go pamiętał. Żeby ten nowy rok Ci się kojarzyłz czymś miłym, etc. Po to
jest rytuał. No i co w tym złego?

Sam rytuał nie jest niczym złym, to jest technika, tak jak nóż jest
narzędziem. Zależy do czego jest wykorzystywany.

Pozdrawiam
Leszek






Chiron

Posted: 17 Mar 2008 14:27:07






Jeśli chodzi o amerykanów- to osobny temat. Jak uważniej poczytasz choćby
tylko to, co zapodałeś- to znajdziesz różne opinie. Ja w latach 70-tych
czytałem "Delicje ciotki Di"- i uznałem za komunistyczną propagandę. Po
latach poznałem ludzi, którzy mieli z tym krajem do czynienia- i opinia
była jednoznaczna: jak ktoś coś umie w USA, to jest to imigrant albo
amerykaniec po którejś z kilku elitarnych uczelni. Reszta to debile albo
po prostu niedouki.

Widocznie Ci Twoi znajomi umieli poruszać się tylko w towarzystwie takich
samych. Jak przebywali na Greenpoincie lub w Jackowie, to mieli właśnie
takie wrażenia.

Większość znaków towarowych na świecie to są znaki amerykańskie, a 90%
filmów i muzyki jakie puszczają nasze media to produkty amerykańskie. USA
to 5% ludności świata, a tworzy większość dóbr naukowych, intelektualnych
i artystycznych. Podstawowym pożywieniem amerykańca jest krwisty befsztyk,
hamburger, stek.
Jestem przeciwny uogólnianiu. Jednakże- istnieje coś takiego jak "charakter

narodowy", na który między innymi składa się tez dieta. Jednakże patrzenie
na wszystko poprzez dietę i tylko dietę powoduje, że stajesz się
impregnowany na argumenty ine niż dieta. Olałeś całkowicie to, co napisałem.
A przecież Twoją tezę naprawdę łatwo obalić: no bo dlaczego medali
olimpijskich nie ma za` wiele mięsożerna i ludna Indonezja? Dlaczego nie ma
ich wcale Grenlandia (Innuici są wyłącznie mięsożerni)? Dlaczego chyba tylko
jeden australijski aborygen zdobył mistrzostwa w boksie- choć są mięsożerni?
I nie w liczbie problem- bo przecież Etiopia miała takiego tuza jak Bikila
Abebe, to mało ludny, biedny kraj. Można tak długo- łatwo jest wykazać, że
dieta jest jednym z elementów, ale tak naprawdę- nie wiadomo czy w ogóle o
czymś decydującym. Spora część Mongołów wyznaje buddyzm- więc pewno za dużo
mięsa nie jedzą. Choć to bardzo nieliczny naród- i na olimpiadach
niereprezentatywny- niejedni zapaśnicy przekonali się, że w tym isporcie to
się ich pokonać nie da. A słyszałeś, żeby jakiś Mongoł był słynnym
zapaśnikiem? Owszem, jest ich wielu- tylko niekoniecznie są na olimpiadach
czy mistrzostwach.
Krajów, narodów na obalenie Twojej tezy- całkiem sporo, przyznasz chyba?




Wracając do tematu grupy: Indie to 30% ludności świata. Zero twórczości
intelektualnej, zero znaków towarowych (może trociczki), zero sukcesów
sportowych, pośmiewisko świata w kinematografii, nędza setek milionów
ludzi, nędza moralna: system kastowy, fanatyzm religijny, rodzenie dzieci
dla sprzedaży w niewolę, oszustwo jako styl życia i t.d.
Czym się różnią te dwa państwa?
Klimatem - nie bardzo.
Historią - tak, wyraźna przewaga Indii - 2000 lat cywilizacji, a USA 200
lat.
Jest tylko jedna wyraźna różnica- w odżywianiu. USA żrą mięso, a Indie
mają wegetarianizm narzucony przez religię.
Jeśli chodzi o te amerykańskie znaki towarowe to byłbym ostrożny: większość

znaków towarowych to już nie USA. Może wiele z nich się z USA jeszcze
kojarzy, tak jak IBM, ale niedługo...no cóż, Chiny to bardzo ekspansywny
kraj.
Kinematografia: za ogromne pieniądze kręcą mnóstwo kiczu. A wśród tego kiczu
zdarzają się też prawdziwe perły. Te kraje różni wiele (Indie i USA). Dieta?
też, choć nie tylko. Ok- możemy różnie uznawać, co to znaczy być człowiekiem
wykształconym. I czy akurat znajomość stolic państw świata jest tak
niezbędna w życiu. W USA dzieci są uczone czasem już w przedszkolu, jak
robić biznes. No i dobrze. Przeciętny amerykanin wie, jak zarobić kasę, choć
może mysleć, że w Polsce mówi siępo niemiecku (ja się z tym spotkałem).
Czemu nie. W handlu i robieniu kasy lepsi się okazują od nich chińczycy
(chcesz przykładów?)- a jednocześnie są lepiej wykształceni z wiedzy
ogólnej. Indie- to kultura duchowa. Mógłbym się na ten temat rozpisać (może
uznasz za osiągnięcie sportowe schodzenie na duże głębokości przez
hinduskich joginów- miałem taki pomysł, żeby też o tym pisać.)- jednakże-
nie napiszę Ci nic. Dlaczego?
Bo nabrałem głębokiego przekonania, że Tobie nie o poznanie pewnej
rzeczywistości tu idzie. Ty po prostu dowalasz jak tylko możesz hindusom,
wegetarianom, genialnego matematyka nazywasz durniem i (bezpodstawnie i
fałszywie) posądzasz o autyzm- widocznie nie rozumiejąc, czym ten autyzm
jest. Nie jesteś durniem- odbieram Cię jako osobę bardzo zawiedzioną,
niespełnioną.
Zauważ proszę- mój tekst:

Wiara zależy od tego, czy potrafisz się
otworzyć na Boga. Na Prawdę.
I Twoja odpowiedź:


Pierdolety. To jest właśnie przykład manipulacji. Wciskasz komuś bzdury i
jak ich nie łapie, to dołujesz twierdzeniem, że "nie potrafi się
otworzyć", jest zamknięty, czyli jakiś gorszy. Do tego te bzdury nazywasz
"Prawdą". No i zwykła gawiedź nie chce być gorsza, poniżana, nie chce sie
wychylać. Doskonale to zjawisko, wykorzystywane przez zwykłych
szalbierców, opisał Andersen w "Nowych szatach króla":

"Ten król jest nagi! - wykrzyknęło nagle spośród tłumu małe dziecko. Król
jest nagi! - szemrali zdziwieni obywatele. Król nieco się zmieszał,
sądząc, że istotnie może być nagi, ale nie przerwał marszu. Pomyślał
sobie - Muszę wytrwać do końca tej procesji - i tylko jeszcze bardziej
dumnie się wyprężył, a za nim podążali jego wierni dworzanie, niosąc tren,
którego nie było."

Czy umiesz popatrzeć sercem.

Czy zastanawiałeś się choć przez chwilę nad idiotyzmem tego zdania?
To jest to samo co powyżej. Wmawianie, że ktoś jest niepełnosprawny, jak
"nie umie patrzeć sercem". Bo Ty oczywiście patrzysz sercem, jesteś
pełnosprawny.
Masz jak najbardziej prawo kierować się rozumem i wyłącznie rozumem.

Jednakże- pisanie czegoś takiego- to po prostu nadużycie. Jak już tak się
przerzucamy literaturą- G.Wells "Kraina Ślepców". Ot- zabłąkany bohater w
krainie ślepców, sam będąc osobą "widomą" nie mógł nikogo przekonać do
czegoś takiego, jak "widzę". Nawet jego narzeczona nie tak do końca mu
wierzyła. Nie umiesz patrzyć sercem- no to nie. Ja też wielu rzeczy nie
potrafię, które- być może- Ty robisz świetnie. Jednakże z uporem godnym
lepszej sprawy glosić, że nie ma czegoś takiego jak "widzę"- no wiesz, to
IMHO nadużycie. Pisałeś o ribercie- napisałem Ci o idei rejestracji, czemu
służy, etc. A Ty:

A o czym ja piszę? Chodzi o to samo, tylko w rytuałach religijnych chodzi
o wytworzenie takich połączeń w mózgu, aby uzależnić ludzi od religii, od
poczucia, że są malutcy, że ktoś ma nad nimi władzę, a tym kimś jest
pośrednik między nim, a Bogiem, czyli kapłan.
To samo jest w innych parareligijnych systemach jak np. systemy rozwoju
duchowego, reberting, różne jogi, co tam kto wymyśli, pod wspólną nazwą
New Age.

Leszku- z kim konkretnie miałeś do czynienia? Znam to środowisko. Ok-
znajdziesz ludzi, którzy uznali się za równych Bogu. Nie daj Bóg trafić na
takiego nauczyciela! Właśnie temu służy superwizja- żeby takich ludzi
oddzielić. I jeśli byś miał coś wspólnego z tym ruchem- to byś wiedział, że
nawet niektórzy z czołowych liderów rejestracji nie przeszli. Masz jakieś
swoje żale, toczysz prywatne wojny- i tak to dla mnie wygląda. Nie wiem,
może i Tobie pisałem- na początku ribertu kilka razy zdarzyło mi się, że
klient, który np przyszedł ze mną stwierdzał, że on tak oddycha jak trzeba
(to prawda) - i nie wie, dlaczego inni tak bardzo wywalają z siebie uczucia-
z nim oprócz może tężyczki nie dzieje się nic. Ot- taka przypadłość. Może
taki człowiek nie potrafi się otworzyć w danym momencie, a może nigdy. Tego
nie wiem. Najlepiej takiej osobie poradzić, żeby po prostu dała sobie
spokój. Największy błąd- ciągnąć i namawiać. Czy taki ktoś jest kaleką i ma
się wstydzić? Zdecydowanie NIE! Właśnie tu się pojawiają problemy - ja taką
osobę nazwałem religiantem: to znaczy- "głową" podchodzi do religii.
Oczywiście- zawsze takie wmawianie sobie, że "widzę" kończy się źle: albo
ktoś taki pozostaje religiantem, czasem fanatycznym, albo utwierdza się w
przekonaniu, że nie ma czegoś takiego, jak "widzę"- i zwalcza każdy przejaw
duchowości. Wiesz- niektórzy mówią, że mi słoń na ucho nadepnął, ale ja nie
uważam się za kalekę ani nie twierdzę, że nie ma czegoś takiego, jak np
rytm, tak etc.
Jeśli ktoś Ciebie chciał uzależnić- to przykro mi. Tak trafiłeś. Dla mnie
ewenementem jest np Gurdżijew- człowiek na pewno o wysokim stopniu
Świadomości, jednakże człowiek niosący ze sobą wiele zła, krzywdzący swych
uczniów i uzależniający ich. Jednakże- nie tylko tacy są nauczycielami. I
jak to zrozumiesz- to może przestaniesz odreagowywać na kulturze duchowej
świata


pozdrawiam

Chiron






Leszek Serdyński

Posted: 23 Mar 2008 00:14:16





Jestem przeciwny uogólnianiu. Jednakże- istnieje coś takiego jak
"charakter narodowy", na który między innymi składa się tez dieta.
Jednakże patrzenie na wszystko poprzez dietę i tylko dietę powoduje, że
stajesz się impregnowany na argumenty ine niż dieta.

Biorę pod uwagę wszystkie znane mi czynniki.

Olałeś całkowicie to, co napisałem.

Jak mam czas to odpisuję.

A przecież Twoją tezę naprawdę łatwo obalić: no bo dlaczego medali
olimpijskich nie ma za` wiele mięsożerna i ludna Indonezja?

W Atenach zdobyli 1 złoty, 1 srebrny i 2 brązowe.
Indie 1 srebrny.
Ludność Indonezji to ok. 230 mln ludzi, czyli 1/4 ludności Indii.
Gdybyś chciał porównać do Indii, to musiały by one zdobyć 16 medali.
Gdybyś chciał porównać warunki geograficzne, to Indie mają dużo lepsze,
większe zróżnicowanie klimatyczne.

Dlaczego nie ma
ich wcale Grenlandia (Innuici są wyłącznie mięsożerni)?

Za samo przetrwanie w takich warunkach Inuitom należą się medale. Przeciętny
Hindus nie przeżył by tam doby. Teraz jednak Inuici nie są wyłącznie
mięsożerni. Dzięki kontaktom z cywilizacją i pomocy duńskiego rządy stali
się prawie wyłącznie alkoholożerni. Część wraca do życia pierwotnego.

Dlaczego chyba tylko
jeden australijski aborygen zdobył mistrzostwa w boksie- choć są
mięsożerni? I nie w liczbie problem- bo przecież Etiopia miała takiego
tuza jak Bikila Abebe, to mało ludny, biedny kraj.

Kraj trzy razy większy od Polski i mający 73 miliony ludzi nazywasz "mało
ludnym"? :)))

Można tak długo- łatwo jest wykazać, że
dieta jest jednym z elementów, ale tak naprawdę- nie wiadomo czy w ogóle o
czymś decydującym.

Dieta jest czynnikiem decydującym!

Spora część Mongołów wyznaje buddyzm- więc pewno za dużo
mięsa nie jedzą.

Jak myślisz, te wszystkie owce, krowy, które hodują, to dla ozdoby?
Mimo, że buddyści, to normalnie jedzą mięso. Moi znajomi Mongołowie uczyli
mnie nawet ich kuchni. Robię znakomite "buzy". Siekana wołowina z cebulką,
zawijana w placki z mąki. Robi się kule i gotuje na parze.

http://uranos.cti.us.edu.pl/~kulik/mongolia.html

"Jadłospis Mongoła jest dość monotonny. Zimą je się głównie mięso natomiast
latem: sery i mięso. Pije się najczęściej kumys - sfermentowane kobyle
mleko, o niewielkiej zawartości alkoholu, jogurt oraz osoloną herbatę z
mlekiem. Nie jada się prawie w ogóle warzyw i owoców, ponieważ nikt ich nie
uprawia."

Choć to bardzo nieliczny naród- i na olimpiadach
niereprezentatywny- niejedni zapaśnicy przekonali się, że w tym isporcie
to się ich pokonać nie da. A słyszałeś, żeby jakiś Mongoł był słynnym
zapaśnikiem? Owszem, jest ich wielu- tylko niekoniecznie są na olimpiadach
czy mistrzostwach.

Większość z nich nawet nie wie, że istnieją jakieś olimpiady. Większość
nigdy nie widziała w życiu żadnego miasta, klubu sportowego, ani drogi
utwardzonej. Jednak w Atenach zdobyli medal. Proporcjonalnie Indie powinny
zdobyć 500 medali :)

Krajów, narodów na obalenie Twojej tezy- całkiem sporo, przyznasz chyba?

Niestety, nie obaliłeś nic z moich twierdzeń.


Wracając do tematu grupy: Indie to 30% ludności świata. Zero twórczości
intelektualnej, zero znaków towarowych (może trociczki), zero sukcesów
sportowych, pośmiewisko świata w kinematografii, nędza setek milionów
ludzi, nędza moralna: system kastowy, fanatyzm religijny, rodzenie dzieci
dla sprzedaży w niewolę, oszustwo jako styl życia i t.d.
Czym się różnią te dwa państwa?
Klimatem - nie bardzo.
Historią - tak, wyraźna przewaga Indii - 2000 lat cywilizacji, a USA 200
lat.
Jest tylko jedna wyraźna różnica- w odżywianiu. USA żrą mięso, a Indie
mają wegetarianizm narzucony przez religię.

Jeśli chodzi o te amerykańskie znaki towarowe to byłbym ostrożny:

większość znaków towarowych to już nie USA. Może wiele z nich się z USA
jeszcze kojarzy, tak jak IBM, ale niedługo...no cóż, Chiny to bardzo
ekspansywny kraj.

Nie chce mi się szukać danych, ale założę się, że spożycie mięsa u nich
rośnie.

Przeciętny amerykanin wie, jak zarobić kasę, choć
może mysleć, że w Polsce mówi siępo niemiecku (ja się z tym spotkałem).
Czemu nie. W handlu i robieniu kasy lepsi się okazują od nich chińczycy
(chcesz przykładów?)- a jednocześnie są lepiej wykształceni z wiedzy
ogólnej.

Nie o tym dyskutujemy.

Indie- to kultura duchowa.

:))))))) Zabobony i szarlatanizm nazywasz kulturą duchową? System kastowy,
hańba współczesnego świata to przejaw duchowości? Rodzenie dzieci, żeby je
sprzedać jako niewolników to też przejaw duchowości? Spalanie wdowy razem ze
zmarłym mężem (Anglicy zakazali) to też był przejaw duchowości?
Kilka lat temu był w tv hinduski film. Tematem było gwałcenie dziewczyny
przez całą wioskę. Mam wątpliwości, czy było to rozwijanie duchowości.

Mógłbym się na ten temat rozpisać (może
uznasz za osiągnięcie sportowe schodzenie na duże głębokości przez
hinduskich joginów- miałem taki pomysł, żeby też o tym pisać.)- jednakże-
nie napiszę Ci nic. Dlaczego?

Bo to nie grupa pl.bajka

Bo nabrałem głębokiego przekonania, że Tobie nie o poznanie pewnej
rzeczywistości tu idzie.

Coś źle z Tobą. Fantazji nie odróżniasz od rzeczywistości.

Ty po prostu dowalasz jak tylko możesz hindusom,
wegetarianom,

Nikomu nie chcę dowalać. Jedni i drudzy są godni politowania. To jest tylko
wina zarąbania sobie mózgów jakimiś głupotami, wiarami, fałszywymi teoriami.

genialnego matematyka nazywasz durniem i (bezpodstawnie i
fałszywie) posądzasz o autyzm- widocznie nie rozumiejąc, czym ten autyzm
jest.

Przecież facet w młodym wieku umarł z własnej głupoty. Poczytaj.

Nie jesteś durniem- odbieram Cię jako osobę bardzo zawiedzioną,
niespełnioną.

No tak, jeszcze raz stosujesz swój stary trick zamiaru poniżenia mnie. Ale
nie ze mną te numery :)

Zauważ proszę- mój tekst:

Wiara zależy od tego, czy potrafisz się
otworzyć na Boga. Na Prawdę.
I Twoja odpowiedź:


Pierdolety. To jest właśnie przykład manipulacji. Wciskasz komuś bzdury i
jak ich nie łapie, to dołujesz twierdzeniem, że "nie potrafi się
otworzyć", jest zamknięty, czyli jakiś gorszy. Do tego te bzdury nazywasz
"Prawdą". No i zwykła gawiedź nie chce być gorsza, poniżana, nie chce sie
wychylać. Doskonale to zjawisko, wykorzystywane przez zwykłych
szalbierców, opisał Andersen w "Nowych szatach króla":

"Ten król jest nagi! - wykrzyknęło nagle spośród tłumu małe dziecko. Król
jest nagi! - szemrali zdziwieni obywatele. Król nieco się zmieszał,
sądząc, że istotnie może być nagi, ale nie przerwał marszu. Pomyślał
sobie - Muszę wytrwać do końca tej procesji - i tylko jeszcze bardziej
dumnie się wyprężył, a za nim podążali jego wierni dworzanie, niosąc
tren, którego nie było."

Czy umiesz popatrzeć sercem.

Czy zastanawiałeś się choć przez chwilę nad idiotyzmem tego zdania?
To jest to samo co powyżej. Wmawianie, że ktoś jest niepełnosprawny, jak
"nie umie patrzeć sercem". Bo Ty oczywiście patrzysz sercem, jesteś
pełnosprawny.

Masz jak najbardziej prawo kierować się rozumem i wyłącznie rozumem.


A czym innym można się kierować? Możesz powiedzieć, że także intuicją. Ale
to także jest kierowanie się rozumem, tylko branie pod uwagę dodatkowych
danych.

Jednakże- pisanie czegoś takiego- to po prostu nadużycie. Jak już tak się
przerzucamy literaturą- G.Wells "Kraina Ślepców". Ot- zabłąkany bohater w
krainie ślepców, sam będąc osobą "widomą" nie mógł nikogo przekonać do
czegoś takiego, jak "widzę". Nawet jego narzeczona nie tak do końca mu
wierzyła. Nie umiesz patrzyć sercem- no to nie. Ja też wielu rzeczy nie
potrafię, które- być może- Ty robisz świetnie. Jednakże z uporem godnym
lepszej sprawy glosić, że nie ma czegoś takiego jak "widzę"- no wiesz, to
IMHO nadużycie. Pisałeś o ribercie- napisałem Ci o idei rejestracji, czemu
służy, etc. A Ty:

Ten przykład nie wnosi nic nowego. Można sobie różne bajki opowiadać, ale na
nic nie będą dowodem.


A o czym ja piszę? Chodzi o to samo, tylko w rytuałach religijnych chodzi
o wytworzenie takich połączeń w mózgu, aby uzależnić ludzi od religii, od
poczucia, że są malutcy, że ktoś ma nad nimi władzę, a tym kimś jest
pośrednik między nim, a Bogiem, czyli kapłan.
To samo jest w innych parareligijnych systemach jak np. systemy rozwoju
duchowego, reberting, różne jogi, co tam kto wymyśli, pod wspólną nazwą
New Age.

Leszku- z kim konkretnie miałeś do czynienia?

Co to ma do rzeczy? Dyskutuj o problemie, a nie o mnie.

Znam to środowisko. Ok-
znajdziesz ludzi, którzy uznali się za równych Bogu. Nie daj Bóg trafić na
takiego nauczyciela! Właśnie temu służy superwizja- żeby takich ludzi
oddzielić. I jeśli byś miał coś wspólnego z tym ruchem- to byś wiedział,
że nawet niektórzy z czołowych liderów rejestracji nie przeszli.

Nie wiem co kto przeszedł. Ten temat przestał mnie interesować przed tą
superwizją, więc nawet nie wiem co to jest. To było tak dawno, że najstarsi
ludzie nie pamiętają:) To było jeszcze przed Akademią Życia Winnickiej, tak
w czasach Leonarda Ora (jakoś tak się chyba nazywał).

Masz jakieś
swoje żale, toczysz prywatne wojny- i tak to dla mnie wygląda.

Nic z tych rzeczy. To były piękne czasy, wspaniali (w większości ) ludzie i
do nikogo nic nie mam. Ty nie możesz zrozumieć, że moje poglądy, to rezultat
kilkudziesięciu lat doświadczeń, poszukiwań i przemyśleń. Za jakieś
kilkanaście lat sam do nich dojdziesz, pod warunkiem, że bedziesz
poszukiwał:)

[ciach]

Wiesz- niektórzy mówią, że mi słoń na ucho nadepnął, ale ja nie
uważam się za kalekę ani nie twierdzę, że nie ma czegoś takiego, jak np
rytm, tak etc.

To też nie jest dobry przykład. Jeżeli nie masz słuchu, to najwyżej jesteś
pozbawiony jakichś przyjemności odczuwania i nic więcej.

Jeśli ktoś Ciebie chciał uzależnić- to przykro mi.

Nic na ten temat nie wiem, a zresztą nie ze mną te numery :)

Tak trafiłeś. Dla mnie
ewenementem jest np Gurdżijew- człowiek na pewno o wysokim stopniu
Świadomości, jednakże człowiek niosący ze sobą wiele zła, krzywdzący swych
uczniów i uzależniający ich.

Chyba nie zrozumiałeś dobrze nauk i życia Gurdżijewa. On właśnie zrywał z
uczniami, którzy chcieli uzależniać się od niego. Porzucał swoje grupy,
przenosił się w inne miejsce. Tym sposobem dawał im wolność.

Jednakże- nie tylko tacy są nauczycielami. I
jak to zrozumiesz- to może przestaniesz odreagowywać na kulturze duchowej
świata

Nie rozśmieszaj mnie.

Pozdrawiam
Leszek







andrzej

Posted: 13 Cze 2008 00:31:09



Pomyslcie chwile,

czy gdyby nie czlowiek to czy kurczaki nie wyginelyby?
Kury nie umieja szybko biegac, nie umieja latac i do tego sa smaczne...
Toz to recepta na szybkie wyginiecie takiego gatunku :-)

Wesz, kury, przenol i Hitler

Gdyby nie Hitler twój sukces ewolucyjny byłby bardzo wątpliwy - po
prostu prawdopodobieństwo powstania kombinacji genów o nazwie przemol
bez Hitlera jest praktycznie ZEROWE.
Dzięki niemu wszy odniosły wspaniały sukces, kury wręcz przeciwnie.


Tymczasem gdy porownamy liczebnosc kur na Ziemii to okaze sie, ze jest
ich 15mld, czyli kurczaki (z punktu widzenia ewolucji), sa ptakami
zwyciezcami. A to wszystko dzieki zyciu w symbiozie z czlowiekiem... :-)

Zeby osiagnac ten sukces ewolucyjny nie musza absolutnie nic
robic - ani konkurencja o robaki czy pszenice z innymi ptakami,
ani ochrona mlodych przed drapieznikami polnymi - nic...
Wystarczy ze sobie beda siedzic w kurniku, opychac sie zarciem
ktore sie im pod nos podstawi i rosnac...

Czy bycie wegetarianinem jest wedlug Was w porzadku w stosunku do kurczat?




Pszemol

Posted: 18 Cze 2008 15:45:53



Pomyslcie chwile,
czy gdyby nie czlowiek to czy kurczaki nie wyginelyby?
Kury nie umieja szybko biegac, nie umieja latac i do tego sa smaczne...
Toz to recepta na szybkie wyginiecie takiego gatunku :-)

Wesz, kury, przenol i Hitler

Gdyby nie Hitler twój sukces ewolucyjny byłby bardzo wątpliwy - po prostu prawdopodobieństwo powstania kombinacji genów o nazwie
przemol bez Hitlera jest praktycznie ZEROWE.
Dzięki niemu wszy odniosły wspaniały sukces, kury wręcz przeciwnie.

A prosilem aby pomyslec chwile... Ty chyba nie pomyslales.
Na sile przywolujesz tu nazwisko Hitlera, nie wiem po co.
Hitler mnie hoduje jakos? Co to za bezsensowne bzdury piszesz?





misiu

Posted: 19 Cze 2008 15:11:25




Na sile przywolujesz tu nazwisko Hitlera, nie wiem po co.

Chyba po to, żeby zwrócić uwagę na rolę wegetarian w dziejach świata.
;-)




.ana

Posted: 19 Cze 2008 19:12:25



Pszemol napisal


Na sile przywolujesz tu nazwisko Hitlera, nie wiem po co.

Może po to, by nam latwiej bylo zrozumiec?

http://ud7.gu.ma/

"Hitler z Goringiem wypichcili za to najlepszą ustawę dotyczącą
przewozu zwierząt w wagonach, na platformach...postoje co sześć godzin,
obowiązkowe wyprowadzanie bydła.. sądzę, że to ta sama ustawa - może
bardziej rozbudowana w trosce o zwierzęta- niż ta Hitlera i Goringa..."

.ana

--
Nie widać lasu spoza drzew.





Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.808
miniBB.net © 2001-2008 Polityka Prywatności
motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008