kuchnia
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
pozycjonowanie stron | Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu.

Zobacz: / Wegetarianizm / Pytanko - Czemu Chińczycy nie przeszli ....
<< . 1 . 2 . 3 . 4 .
Autor Wiadomość
Pszemol

Posted: 9 Sier 2006 03:08:51




Potrafisz mi zatem pokazać te zwierzęta, które
uratowałeś przed rzeźnią swoim wegetarianizmem
czy nie potrafisz ? Bo widzę, że zbaczasz z tematu.
Gdzie mogę zobaczyć te wszystkie kury, świnie
i krowy które *przestałeś* jeść wraz ze zmianą diety?

a jak duługo zyją kaczki,kury, świnie, krowy?
Odnoszę wrażenie, że ze swoim ptaniem "nieco" się spóżniłeś.

Kiedy *przestałeś* być wegetarianinem ?

Jeśli nie przestałeś nim być, to pokaż mi kurę
lub świnię którą uratowałeś DZIŚ od rzeźni.
Sądzę, że jako wegetarianin powstrzymałeś się
dziś od jedzenia kury... prawda? Czyli "ocaliłeś"
tą kurę swoim czynem od śmierci w rzeźni, prawda ?

Gdzie ją mogę zobaczyć ? Gdzie ona żyje ?
Kto ją karmi i o nią się troszczy ?
Za czyje pieniądze to robi ?





bazyli4

Posted: 10 Sier 2006 16:08:09







Raczej co... "Ktoś, kto chce tylko jeść, by przeżyć, na roślinach
też wyciągnie" w opozycji do sztufad "palce lizać" dziczyzny...
i tak nam się ładnie potoczyło. ;)

No i dobrze, za każdym razem chyba nie muszę dawać wszystkich opcji.
Gdybym rozmawiał z misiem, bym napisał: ktoś, kto chce tylko jeść i
przeżyć, na dziczyźnie też wyciągnie w opozycji do ratatouille z kozim
serem i ziemniakami ;o)


Nie ma sprawy, postaram się o psw do czwartku nie zapomnieć ;)

Własnie wróciłem, a pod Sosnowicą akurat dziś się grzyby zaczynają !!!!!
Buuu... :o(


O, znowuż nam się coś zbiega, bo - imaginujesz sobie - ja też tego
nie wiem. Owszem, na tym wózku również można sobie jechać, ale...
przejdźmy może sobie do następnego akapitu.

OK


Mniej więcej... choćby w myśl zasady, którą wcześniej napisałem. Bo
tu znowuż możemy pójść dalej i w jeszcze wygodniejsze dla niektórych
koleiny wpaść. Choćby w takie, które za punkt wyjścia mają ten
drobiazg,

że realne dla nas są jedynie nasze własne - osobnicze -
postrzeżenia...

sam wiesz, gdzie można na tym zajechać.

Wiem, ale co mamy innego, jak nie owe postrzeżenia?

;o)


To jedynie kwestia punktu
wyjścia i tego, gdzie chce się dojść i, czasem, co chce się
usprawiedliwić. A jeśli się weźmie pod uwagę to, że założenia dobrać
można do punktu końcowego to już całkiem wesoło się robi. Dlatego
wybacz, ale w tej materii wolę nie uciekać przed postrzeżeniami
w abstrakcję. Po prostu. Jeślibym miał się mylić, to i tak niewiele
tracę. ;

Ale ja swoje także wyprowadzam z prostych postrzeżeń...


ale..... :)

Suworow, "Kontrola"...


I całkiem słusznie. Tyle, że ewolucja dała nam też coś więcej...
No i trzeba byłoby coś zrobić z tym fantem, że i w świecie zwierząt
coś na kształt empatii skierowanej na zewnątrz daje się zauważać.
Swoją drogą spotkałem się już z nieśmiałą hipotezą, iż rozszerzenie
empatii poza swój gatunek z ewolucyjnego /nie mylić z wegetariańskim
;)/

punktu widzenia ma uzasadnienie. Bodajże jako wzmocnienie szwankującej
niekiedy zasady zachowania gatunku. Ot taka ciekawostka, z którą
mógłbym

polemizować, albo bronić, w zależności od humoru. ;)

Chcesz powiedzieć, że rozszerzenie empatii na zwierzęta tym bardziej
broni ludzi i ich przetrwania? Piękne jest zdjęcie Hitlera z
wiewiórką... aż sobie kazałem takie samo strzelić w Wirowie :o)


Zwierzęcą takoż, kwestia okoliczności; choć fakt, że nie tylko.
Ale to nie ja na Kartezjusza się zawziąłem, choćby z tej przyczyny,
że nie jest to dla mnie autorytet z dziedziny etologii. :
Ważne tu było tylko jedno, jedyne pytanie, które gdzieś się
zawieruszyło... czy podzielasz ten jego pogląd? :

90% ludzkich reakcji to także automatyzmy... ;o)


Musiałbym odkupywać coś, co już raz sprzedałem... Heraklit rządzi. ;)

Zrobiłeś ten błąd? Sześć lat temu wywiozłem z domu ponad 2000 woluminów.
W pół roku później zdecydowałem się wrócić znów na studia. Jakże bolało
odtwarzanie księgozbioru ;o)


Sugerując potrzebę lewitacji tudzież breatharianizmu jako konsekwencji
uznania empatii wykraczającej poza gatunek... nie sprowadzasz niczego
do absurdu? No to rzeczywiście, inne mamy rodzaje przekonań
wdrukowane.

:-

Ja mówiłem o mrówkach i nie wychodzeniu z domu. Niektórzy przez to
poumierali.

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 10 Sier 2006 18:00:26



"bazyli4":

No i dobrze, za każdym razem chyba nie muszę dawać wszystkich opcji.

Dobra, dobra. Przed postponowaniem wegetariańskiego jedzenia w taki
sposób stanowczo protestuję, mimo tego, że sam jadam beleco. O!


Własnie wróciłem, a pod Sosnowicą akurat dziś się grzyby zaczynają !!!!!
Buuu... :o(

A co, wolne się skończyło?
Mój rekord w tych sprawach to piechotka do Krasienina, a właściwie to za
Krasienin nawet. Dobrze, że z Wieniawy choć... ;


że realne dla nas są jedynie nasze własne - osobnicze -
postrzeżenia... sam wiesz, gdzie można na tym zajechać.
Wiem, ale co mamy innego, jak nie owe postrzeżenia?


Ich konsekwencje. Czyli założenie o realności innych wraz z ich
własnymi postrzeżeniami.


Ale ja swoje także wyprowadzam z prostych postrzeżeń...

... w razie potrzeby sprowadzając ich konsekwencje do abstrakcji... ;


Suworow, "Kontrola"...

A, tego to nie czytałem i na razie nawet nie będę bił się o to z czasem.


Ot taka ciekawostka, z którą mógłbym polemizować, albo bronić, w
zależności od humoru. ;)
Chcesz powiedzieć, że rozszerzenie empatii na zwierzęta tym bardziej

broni ludzi i ich przetrwania?

Chcesz powiedzieć, że mam bronić? Na dzień dobry można przedstawić to
jako coś w rodzaju poszerzenia "empatycznego buforu". ;)


Piękne jest zdjęcie Hitlera z wiewiórką...

Iii tam. Raz, że śmiało można polemizować nad znaczeniem takich
epizodów; a dwa, że urządzenie jest jeszcze dość nowe, w fazie
testów. ;)


Ważne tu było tylko jedno, jedyne pytanie, które gdzieś się
zawieruszyło... czy podzielasz ten jego pogląd? :
90% ludzkich reakcji to także automatyzmy... ;o)


No i nie odpowie!


Ja mówiłem o mrówkach i nie wychodzeniu z domu. Niektórzy przez to
poumierali.

Ale nie sposób przedstawiać tego jako konsekwencji poszerzenia empatii
bez uciekania w binaria. Tyle co do abstrakcji, bo rzeczywistością
rządzi ewolucja... czyli wielkiego zagrożenia na dłuższą metę nie widać.
:


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 10 Sier 2006 21:02:28






Dobra, dobra. Przed postponowaniem wegetariańskiego jedzenia w taki
sposób stanowczo protestuję, mimo tego, że sam jadam beleco. O!

Każdy patrzy na to z innej perspektywy ;o)


A co, wolne się skończyło?
Mój rekord w tych sprawach to piechotka do Krasienina, a właściwie to
za

Krasienin nawet. Dobrze, że z Wieniawy choć... ;

Nie, w ogóle nie mam wolnego, bo jak się nie chciało pisać mgr przez dwa
lata jak był czas, to mi teraz urlop został i w trzy tygodnie muszę
jeszcze z 50 stron dociągnąć, żeby mi się temat jakoś zamknął...


Ich konsekwencje. Czyli założenie o realności innych wraz z ich
własnymi postrzeżeniami.

A to założenie poddaję za każdym razem krytyce, czasami mocnej, czasami
słabej, jaka wyjdzie...


... w razie potrzeby sprowadzając ich konsekwencje do abstrakcji... ;

Widzę jedną mrówkę, która włazi do mrowiska, widzę drugą, patrzę tak pół
dnia... ergo... mrówki wchodzą do mrowiska (te przychodzące oczywiście).
To jest abstrakt. Tak samo ze społeczeństwem, tylko tutaj trzeba na
kategorie popatrzeć i też wyłazi szydło z worka...


A, tego to nie czytałem i na razie nawet nie będę bił się o to z
czasem.


A widzisz, pochłonąłem to wczoraj w pięć godzin. Cudo :o) I o
ludoiżerstwie też jest...


Chcesz powiedzieć, że mam bronić? Na dzień dobry można przedstawić to
jako coś w rodzaju poszerzenia "empatycznego buforu". ;)

A potem taki Pinker wypisuje herezyje, że owszem, jest empatia, w gronie
bliskich, cała reszta to mrzonka, a kobiety wykazują się wzmożoną
empatią i owszem, ale tylko w stosunku do tych, z którymi są związane
silnie uczuciowo a reszta to brednie ;o)


Iii tam. Raz, że śmiało można polemizować nad znaczeniem takich
epizodów; a dwa, że urządzenie jest jeszcze dość nowe, w fazie
testów. ;)

Ilekroś wspominam to zdjęcie, mam ochotę na rumsztyk ;o)


No i nie odpowie!

Bo to nie jest takie proste, nie wierzę w determinizm na poziomie tak
jednostkowym jak i społecznym ale w przeważającej większości wypadków
ludzie zachowują sie jak ławice ryb czy innych wróbli...

Ale nie sposób przedstawiać tego jako konsekwencji poszerzenia empatii
bez uciekania w binaria. Tyle co do abstrakcji, bo rzeczywistością
rządzi ewolucja... czyli wielkiego zagrożenia na dłuższą metę nie
widać.


Rządziła, do niedawna, to prawda. Teraz niestety koniec. Owszem, można
twierdzić, że przeszła z poziomu fgenów na poziom kultury i techniki, i
że to nowe jakości, ale...

Pzdr
paweł







siewit

Posted: 13 Sier 2006 09:57:38



"bazyli4":

Ich konsekwencje. Czyli założenie o realności innych wraz z ich
własnymi postrzeżeniami.
A to założenie poddaję za każdym razem krytyce, czasami mocnej, czasami

słabej, jaka wyjdzie...

... co wcale nie przeszkadza Ci się nim kierować? :-

Swoją szosą jakoś dziwnie idealizmem mi tu zapachniało... aż szkoda,
że to nie nowość dla mnie, bo kiedyś już z pewnym Wujem kilka zdań
miałem okazję wymienić.


Widzę jedną mrówkę, która włazi do mrowiska, widzę drugą, patrzę tak pół
dnia... ergo... mrówki wchodzą do mrowiska (te przychodzące oczywiście).
To jest abstrakt. Tak samo ze społeczeństwem, tylko tutaj trzeba na
kategorie popatrzeć i też wyłazi szydło z worka...

Tyle, że nie o ludziach, a o zwierzętach teraz rozmawiamy;
i nie o społecznościach, a o indywidualnych osobnikach.
A abstrakcja ma to do siebie, że można się później swobodnie wymądrzać,
robiąc z nią co się chce.


A widzisz, pochłonąłem to wczoraj w pięć godzin. Cudo :o) I o
ludoiżerstwie też jest...

Właśnie się zorientowałem, że zniknęła mi lista książek do kupienia...
i mam kłopoty z jej odtworzeniem. Ma to swoje zalety, bo chyba to co
w pamięci się nie zachowało aż takie ważnie nie było... tylko po kiego
w takim razie te rzeczy na nią wpisywałem? ;


A potem taki Pinker wypisuje herezyje, że owszem, jest empatia, w gronie
bliskich, cała reszta to mrzonka, a kobiety wykazują się wzmożoną
empatią i owszem, ale tylko w stosunku do tych, z którymi są związane
silnie uczuciowo a reszta to brednie ;o)

A bo nie tylko ból własny na innych przerzucamy. ;


No i nie odpowie!
Bo to nie jest takie proste, nie wierzę w determinizm na poziomie tak

jednostkowym jak i społecznym ale w przeważającej większości wypadków
ludzie zachowują sie jak ławice ryb czy innych wróbli...

Ale my nadal nie o ludzkim instynkcie stadnym, a o pojedynczych
zwierzętach innych gatunków rozmawiamy. A to pierwsze zresztą.. raczej
za poszlakę przemawiającą na korzyść empatii wykraczającej poza gatunek
może służyć.


Rządziła, do niedawna, to prawda. Teraz niestety koniec. Owszem, można
twierdzić, że przeszła z poziomu fgenów na poziom kultury i techniki, i
że to nowe jakości, ale...

... ale bądźmy szczerzy. W takim układzie zagrożenie nadmierną empatią
jest w ogóle niewyobrażalnie małe. :


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 16 Sier 2006 06:27:53







Czas i przestrzeń to za mało, by móc powiedzieć, że się nie błąkamy.
Niech będzie, że cokolwiek nadto to fenomeny jedynie, ale poruszając
się w świecie z tamtej górki trzeba trochę zejść. I pewne założenia
w praktyce powziąć.

Czas i przestrzeń to był przykład tego, po co jest filozofia. Od Kanta
rozumiemy to nieco lepiej. I bardzo dokładnie - przyjmując założenia -
trzeba się im przyglądać. O ile się je rozpoznaje, jako założenia. Z
reguły się nie rozpoznaje, bo jedynie z najwyższą trudnością daje się je
rozpoznać. Ale trzeba, tak - moim zdaniem - jest lepiej. Kant to nie
górka. To ożywcza dolina, z niej dopiero jest sens piąć się dalej ;o)


To w sumie miłe, że aż tutaj trzeba się przed empatią chować. :

Nie chować, tylko rozumieć, czym jest. Bo to konkretne uczucie
wypracowywane ewolucyjnie w konkretnym celu. A że się rozchwiewa i
przenosi na coraz dalsze obszary świata... cóż....


No ale że też przez tyle dni ten post tak sobie tutaj wisiał i nie
został obsobaczony przez co poniektórych tubylców... Wiesz, jeśli
w wegetarianiźmie dostrzec potrafią aż tak przerażające potencjalne
niebezpieczeństwa, to Ty tutaj za diabła wcielonego powinieneś robić,
skoro w tym punkcie się zatrzymało... ;)

He he ;o)
Z drugiej strony, jak tu napisała Ula, że zazdroszczą wegetarianom
silnej woli, to sam się wzruszyłem... bo argumentacja akurat misiowi
powinna przypaść do gustu do jeszcze silniejszych ataków... nie ma to
jak sobie bramkę wstrzelić :o)

A... dyjabła też najpierw trzeba rozpoznać ;o)


A cóż to za założenie? ;

To nie założenie, tylko wynik obserwacji...



Obawiam się, że istnieje... w pewnych momentach, akurat z bólem
i strachem przed śmiercią związanych.


To jest akurat dość wspólne wielu kulturom, ale wyobrażenia już jak
najbardziej kulturowe są. Inaczej zaczniemy heideggeryzować, ale
ówczas - obawiam się - będziemy zagubieni w mrocznym lesie bez nadziei
na polankę...


Ale to nie ma aż takiego
znaczenia, bo my cały czas o jednostkach. O jednym psie, o jednym
człowieku. O pojedynczej istocie, na którą swój ból przenosimy.
Tak więc nadal aktualne pozostaje pytanie o Twój stosunek do poglądów
Kartezjusza.

Tak więc nadal twierdzę, że w 98% zachowujemy się jak automaty. Z punktu
widzenia obcej rasy te 2% będą nieistotne. Jak dla większości ludzi
szympansy.


Uzywając słów, używasz abstrakcji, jeśli za pomocą abstrakcji chcesz
pozbyć się abstrakcji to to poważny program badawczy jest ;o)

No to akurat zależy od tego, z kim się rozmawia. ;

:o)


Nie mam porządnej księgarni pod ręką, o antykwariacie nawet nie
wspomnę.

Pozostaje mi net, zresztą większość zakupów z tych mniej codziennych
tak

robię.

Mam ORPAN pod nosem. Z antykwariatami, fakt, odkąd Gacka przestał się
udzielać, pozostał tylko net :o(


No to już zależy na ile podobny układ nerwowy będziemy mieli... ;)

Mój się trzyma jeszcze, aczkolwiek ostatnimi czasy zeszargany
straszecznie...


Jak to pisałeś o rzucaniu sieci przekonań, które jeszcze nie są
własne?

Nie, jeśli nie zdążą tego organizmu przeżreć komórki rakowe z zewnątrz
pochodzące, to nie ma obaw. W każdym razie ja raczej o empatii
mówiłem,

nie o przejęciu się rolą w sztuce, o której nawet się nie wie, że się
w niej gra...

Ale właśnie to powszechnie nazywa się empatią. To właśnie pozwala
wykonać grymas znudzonemu i podpitemu aktorowi, na co cała sala płacze,
bo Romenio skonał i wychodzi w przekonaniu o świętym katharsis. Jakżeśmy
daleko od Grecji :o(

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 16 Sier 2006 08:35:35



"bazyli4":

Czas i przestrzeń to był przykład tego, po co jest filozofia. Od Kanta
rozumiemy to nieco lepiej. I bardzo dokładnie - przyjmując założenia -
trzeba się im przyglądać. O ile się je rozpoznaje, jako założenia. Z
reguły się nie rozpoznaje, bo jedynie z najwyższą trudnością daje się je
rozpoznać. Ale trzeba, tak - moim zdaniem - jest lepiej. Kant to nie
górka. To ożywcza dolina, z niej dopiero jest sens piąć się dalej ;o)

Można spojrzeć na to inaczej: jak na podstawowy paradygmat, od którego
im niżej się schodzi, tym więcej cienia. ;)


To w sumie miłe, że aż tutaj trzeba się przed empatią chować. :
Nie chować, tylko rozumieć, czym jest. Bo to konkretne uczucie

wypracowywane ewolucyjnie w konkretnym celu.

Do tego punktu dochodziliśmy jakoś dziwnie powoli... ;
Ale wiesz, do altruizmu jako funkcji egoizmu doszedłem na długo
przed tym, jak z Dawkinsem się zapoznałem... ale żeby szczerze
z lubą w ten sposób na temat o miłości, w tej najwcześniejszej
fazie związku rozmawiać... ech... :)


A że się rozchwiewa i przenosi na coraz dalsze obszary świata...
cóż....

Czemuż rozchwiewa? To się w naturalny sposób rozwija: od ego, po
najbliższych; od rodu, po plemię; od patriotyzmu lokalnego, po ten,
którego dziś w szkołach mają uczyć; od tak zwanej miłości do ojczyzny,
po kosmopolityzm. Gatunek jako taki znaczenia nabrał relatywnie niedawno
i choć dobrze wpisuje się to wszystko w ewolucję, to jest to też dobre
miejsce na odrobinę metafizyki. W końcu podobno ludźmi jesteśmy...


He he ;o)
Z drugiej strony, jak tu napisała Ula, że zazdroszczą wegetarianom
silnej woli, to sam się wzruszyłem... bo argumentacja akurat misiowi
powinna przypaść do gustu do jeszcze silniejszych ataków... nie ma to
jak sobie bramkę wstrzelić :o)

Tej woli to może czasem z początku tylko trochę trzeba... czasem.
A misiu sam się przecież karmi, ot, taka fiksacja; też potencjalnie
niebezpieczna, jeśli na widoczny niekiedy ładunek emocjonalny uwagę
zwrócić.


A cóż to za założenie? ;
To nie założenie, tylko wynik obserwacji...


Bez nadawania statusu ontologicznego jej obiektom? W sumie i tak różnicy
wielkiej nie będzie, bo tu właśnie dochodzimy do tej granicy, o której
napomykałem wcześniej. Nie chcę akurat tutaj - czyli w momencie niejako
decydowania o tym, gdzie wypada swój ból na innych przerzucać - swoich
postrzeżeń pod wątpliwość poddawać, choć byłoby mi z tym dużo wygodniej.


Tak więc nadal twierdzę, że w 98% zachowujemy się jak automaty. Z punktu
widzenia obcej rasy te 2% będą nieistotne. Jak dla większości ludzi
szympansy.

A na to można, a nawet trzeba, spojrzeć w też kontekście tego co się i
wewnątrz naszego gatunku działo, a i jeszcze dzieje. Murzyni,innowiercy,
zwolennicy vs. przeciwnicy dowolnej idei... to tak z grubsza tylko.
Analogie utrudniają odpowiedź na pytanie gdzie, do gamratki niebogatej,
postawić granicę we współodczuwaniu. I zasada "najmniej jak się da, ale
nie mniej niż jest to konieczne" moim zdaniem jest rozwiązaniem zarówno
miłym, jak i całkiem sensownym.


W każdym razie ja raczej o empatii mówiłem, nie o przejęciu się rolą
w sztuce, o której nawet się nie wie, że się w niej gra...
Ale właśnie to powszechnie nazywa się empatią.


A powszechne rozumienie to może mnie cmoknąć. Tym mocniej, że - wracając
do tematu - wegetarianizm jako jedynie nakładka na nieukształtowane
jeszcze ego będzie czymś nietrwałym, o ile oczywiście nie będzie jeszcze
oplątany czymś tkwiącym bliżej kości... zbawienie i te inne sprawy.
To tak w kontekście zagrożenia dla naszego gatunku, bo największym
wrogiem jest nie nadmiar empatii, tylko właśnie jej brak dla nas samych.
Nie, tu już do "poszerzania buforu" nie będę wracał. ;)


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 16 Sier 2006 09:38:39






Można spojrzeć na to inaczej: jak na podstawowy paradygmat, od którego
im niżej się schodzi, tym więcej cienia. ;)

Albo jako woda w dolinie. Nie zdajesz sobie sprawy, że jest Ci
potrzebna, gdy wybierasz się w góry. Ci, którzy rozpoznali, czym jest,
przeżyją, czasem dadzą się napić innym. Ci, którzy wiedzą, że trzeba
czekanów i lin, zajdą dalej, rozpoznawać kolejne rzeczy... tak to się
stoi na barkach gigantów ;o)



Do tego punktu dochodziliśmy jakoś dziwnie powoli... ;
Ale wiesz, do altruizmu jako funkcji egoizmu doszedłem na długo
przed tym, jak z Dawkinsem się zapoznałem... ale żeby szczerze
z lubą w ten sposób na temat o miłości, w tej najwcześniejszej
fazie związku rozmawiać... ech... :)

Bo ja nie do końca mówię o ewolucji darwinowskiej, tylko o ewolucji
sensu largo. Fakt, Dawkins nie był dla mnie jakąś specjalną ziemia
obiecaną... tym bardziej, że sam był zwolennikiem abstraktów wysokich
rzędów... memetyka to dosyć prosta filozofia...


Czemuż rozchwiewa? To się w naturalny sposób rozwija: od ego, po
najbliższych; od rodu, po plemię; od patriotyzmu lokalnego, po ten,
którego dziś w szkołach mają uczyć; od tak zwanej miłości do ojczyzny,
po kosmopolityzm. Gatunek jako taki znaczenia nabrał relatywnie
niedawno

i choć dobrze wpisuje się to wszystko w ewolucję, to jest to też dobre
miejsce na odrobinę metafizyki. W końcu podobno ludźmi jesteśmy...

Potem po zwierzęta (wege), po rośliny (ja), po kamienie (zwolennicy
Gai)... etc... ;o) Zważ tylko, że to nadal się rozwija, od wege po
gaję...


Tej woli to może czasem z początku tylko trochę trzeba... czasem.
A misiu sam się przecież karmi, ot, taka fiksacja; też potencjalnie
niebezpieczna, jeśli na widoczny niekiedy ładunek emocjonalny uwagę
zwrócić.

To już więcej woli trzeba, by samemu bestię zabić i zrobić z niej co
dobrego (wiem, wiem, zrzucamy to na przemysł mięsny ;o)


Bez nadawania statusu ontologicznego jej obiektom? W sumie i tak
różnicy

wielkiej nie będzie, bo tu właśnie dochodzimy do tej granicy, o której
napomykałem wcześniej. Nie chcę akurat tutaj - czyli w momencie
niejako

decydowania o tym, gdzie wypada swój ból na innych przerzucać - swoich
postrzeżeń pod wątpliwość poddawać, choć byłoby mi z tym dużo
wygodniej.



Status ontologiczny nadany: obiekty świata, w którym żyję. Taka
ontologia. Nerwówka to już anatomia i inne fizjologie, jakby wypadkowe
racji i sposobów myślenia o świecie...



A na to można, a nawet trzeba, spojrzeć w też kontekście tego co się i
wewnątrz naszego gatunku działo, a i jeszcze dzieje.
Murzyni,innowiercy,

zwolennicy vs. przeciwnicy dowolnej idei... to tak z grubsza tylko.
Analogie utrudniają odpowiedź na pytanie gdzie, do gamratki
niebogatej,

postawić granicę we współodczuwaniu. I zasada "najmniej jak się da,
ale

nie mniej niż jest to konieczne" moim zdaniem jest rozwiązaniem
zarówno

miłym, jak i całkiem sensownym.

Ale wówczas dochodzimy do wspólnoty pierwotnej ;o) Najpierw trzebaż
odróżnićwspółodczuwanie od pięknoduchostwa i psychik rozedrganych
psychiatrycznie. Bo jeden wyjdzie z teatru, nawet oszukany, ale
wzbogacony na czymśtam, po co był poszedł, inny zaś przyjdzie do domu,l
złapie za trutkę na szczury i... panieka stwierdzi, że dobrze się stało,
bo byłby z niego niezły debil w rodzinie...


A powszechne rozumienie to może mnie cmoknąć. Tym mocniej, że -
wracając

do tematu - wegetarianizm jako jedynie nakładka na nieukształtowane
jeszcze ego będzie czymś nietrwałym, o ile oczywiście nie będzie
jeszcze

oplątany czymś tkwiącym bliżej kości... zbawienie i te inne sprawy.
To tak w kontekście zagrożenia dla naszego gatunku, bo największym
wrogiem jest nie nadmiar empatii, tylko właśnie jej brak dla nas
samych.

Nie, tu już do "poszerzania buforu" nie będę wracał. ;)

Dla zachowania gatunku potrzebna jest różnorodność, tak w jedzeniu, tak
w poglądach, tak w wychowaniu i nawet w rodzajach broni. Inaczej nie
wróżę nam długiego lotu...

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 18 Sier 2006 12:01:41



"bazyli4":

Bo ja nie do końca mówię o ewolucji darwinowskiej, tylko o ewolucji
sensu largo.

O takiej też w całym wątku była mowa.


Potem po zwierzęta (wege), po rośliny (ja), po kamienie (zwolennicy
Gai)... etc... ;o) Zważ tylko, że to nadal się rozwija, od wege po
gaję...

A rozglądnij się tak uważnie dookoła i powiedz czy ten rozwój nie jest
aby w kontekście obrony własnego gatunku uzasadniony... jeśli zaś
myślisz, że tendencja ta przeskoczy en masse najbliższe ciału instynkty,
to mocium paaanie...


Status ontologiczny nadany: obiekty świata, w którym żyję. Taka
ontologia.

Natomiast świat ograniczony do czasu i przestrzeni jest? Widać tu
kilka szczelin, ale mniejsza już o nie, bo generalnie mnie to całkiem
zadowala. ;) Choć z taką ontologią niejeden by się kłócił.


Nerwówka to już anatomia i inne fizjologie, jakby wypadkowe
racji i sposobów myślenia o świecie...

No i popatrz, jakie śliczne kółeczko zatoczyliśmy... ;


postawić granicę we współodczuwaniu. I zasada "najmniej jak się da,
ale nie mniej niż jest to konieczne" moim zdaniem jest rozwiązaniem
zarówno miłym, jak i całkiem sensownym.
Ale wówczas dochodzimy do wspólnoty pierwotnej ;o)


Nie ma co się tak ograniczać, we wspólnotach pierwotnych dżinizm nie był
aż bardzo popularny... ;
No dobra; niech będzie, że emotikonka zauważę.


Najpierw trzebaż odróżnićwspółodczuwanie od pięknoduchostwa i psychik
rozedrganych psychiatrycznie.

No a kryteria jakie?


Dla zachowania gatunku potrzebna jest różnorodność, tak w jedzeniu,

Właśnie! Dieta wegetariańska powinna być różnorodna!


tak w poglądach, tak w wychowaniu i nawet w rodzajach broni. Inaczej
nie wróżę nam długiego lotu...

Ja wiem? Na jakiejś grupie o kulturze mógłby być to temat na całkiem
interesującą dyskusję.


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 18 Sier 2006 15:19:43






O takiej też w całym wątku była mowa.

Hm.... ;o)


A rozglądnij się tak uważnie dookoła i powiedz czy ten rozwój nie jest
aby w kontekście obrony własnego gatunku uzasadniony... jeśli zaś
myślisz, że tendencja ta przeskoczy en masse najbliższe ciału
instynkty,

to mocium paaanie...

Jest, ale to nie jest tak (w wersji od najgorzej do najlepiej):
mięsożerca - roślinożerca - kamieniojad - bretharianin - czyste energie.
Ani etycznie, ani jakkolwiek inaczej, choć każdy z nich będzie uparcie
bronił tezy że labo jest najbardziej normalny (mięsożerca), albo
najbardziej etyczny (wege) albo... tu nie wiem co jeszcze można
czcicielowi ściółki przypisać...

A czy to służy obronie własnego gatunku? Skazanie się na jednostronność
w pożywieniu to z czasem zagłada. Chyba że nauczymy się czerpać energię
z próżni na przykład własym organizmem, albo z ciążenia na ten
przykład...



Natomiast świat ograniczony do czasu i przestrzeni jest? Widać tu
kilka szczelin, ale mniejsza już o nie, bo generalnie mnie to całkiem
zadowala. ;) Choć z taką ontologią niejeden by się kłócił.

Nie jest.


No i popatrz, jakie śliczne kółeczko zatoczyliśmy... ;

Tak, przypomniałem po prostu, że układ nerwowy jest nieistotny w tych
rozważaniach (chociaż to on pozwolił na tę dyskusję...


Najpierw trzebaż odróżnićwspółodczuwanie od pięknoduchostwa i
psychik

rozedrganych psychiatrycznie.

No a kryteria jakie?

Zdolność przetrwania bez nadmiernej pomocy.
Ha... co to jest nienadmierna ;o)


Dla zachowania gatunku potrzebna jest różnorodność, tak w jedzeniu,

Właśnie! Dieta wegetariańska powinna być różnorodna!

Nie, diety powinny być rożnorodne... tu nie chodzi o to, czy wege jedzą
rozmaicie, czy nie, tylko czy populacja jako całość jest w stanie
korzystać z róznych źródeł pokarmu (tak jak cywilizacja z różnych źródeł
energii)...


Ja wiem? Na jakiejś grupie o kulturze mógłby być to temat na całkiem
interesującą dyskusję.

A czymże jest wegetarianizm, jak nie częścią kultury ludzkiej ;o)

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 19 Sier 2006 07:00:28



"bazyli4":

O takiej też w całym wątku była mowa.
Hm.... ;o)


Czyżbyś inne wrażenie odniósł, hmm...? ;)


A rozglądnij się tak uważnie dookoła i powiedz czy ten rozwój nie
jest aby w kontekście obrony własnego gatunku uzasadniony... jeśli
zaś myślisz, że tendencja ta przeskoczy en masse najbliższe ciału
instynkty, to mocium paaanie...
Jest, ale to nie jest tak (w wersji od najgorzej do najlepiej):

mięsożerca - roślinożerca - kamieniojad - bretharianin - czyste energie.

Ale też wektory skrajne nie mają zbyt wielkiej długości; one co najwyżej
na wypadkową wpływają. I o to mniej więcej mogłoby chodzić.


A czy to służy obronie własnego gatunku? Skazanie się na jednostronność
w pożywieniu to z czasem zagłada.

Bo też rozszerzasz wegetarianizm na świat cały i na każde warunki.
Co mnie dziwi.


Natomiast świat ograniczony do czasu i przestrzeni jest? Widać tu
kilka szczelin, ale mniejsza już o nie, bo generalnie mnie to całkiem
zadowala. ;) Choć z taką ontologią niejeden by się kłócił.
Nie jest.


A czym jest?


No i popatrz, jakie śliczne kółeczko zatoczyliśmy... ;
Tak, przypomniałem po prostu, że układ nerwowy jest nieistotny w tych

rozważaniach (chociaż to on pozwolił na tę dyskusję...

No przecież mówię, że kółeczko. ;)


No a kryteria jakie?
Zdolność przetrwania bez nadmiernej pomocy.

Ha... co to jest nienadmierna ;o)

;-)

Nota bene, jeśli zdolność przetrwania miałaby być jedynym kryterium...


Dla zachowania gatunku potrzebna jest różnorodność, tak w jedzeniu,
Właśnie! Dieta wegetariańska powinna być różnorodna!
Nie, diety powinny być rożnorodne... tu nie chodzi o to, czy wege jedzą

rozmaicie, czy nie,

Zanotować: wstawiać emotikonki, nawet gdy wydaje się to niepotrzebne.


Ja wiem? Na jakiejś grupie o kulturze mógłby być to temat na całkiem
interesującą dyskusję.
A czymże jest wegetarianizm, jak nie częścią kultury ludzkiej ;o)


Sadownicy pewnie pogoniliby z grupy dyskutujących o modrzewiach, tak
więc nie wiem... ;)


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 19 Sier 2006 08:10:26






Ale też wektory skrajne nie mają zbyt wielkiej długości; one co
najwyżej

na wypadkową wpływają. I o to mniej więcej mogłoby chodzić.

Ale tu nie ma skrajnych wektorów, są imho niedoreprezentowane liczebnie
części jednego układu... to tak jak w mięsożerstwie... jeden lubi schab
inny golonkę a jeszcze inny karkówkę... jak wszyscy zaczną jeść schab
(osobiście wolę karkówkę) to padniemy od ton odpadów i zginiemy z głodu
(skrajne stanowisko, ale dla uwyraźnienia). Od kukurydzy też już parę
cywilizacji się wyłożyło...


Bo też rozszerzasz wegetarianizm na świat cały i na każde warunki.
Co mnie dziwi.

Mnie nie dziwi, bo jeśli ktoś mi mówi o etyce w przypadku diety - a to
częste nie tylko na tej grupie przecież - to zakładam kantyzowanie:
"chciałbym, a by to się stało powszechnym prawem"...

Natomiast świat ograniczony do czasu i przestrzeni jest? Widać tu
kilka szczelin, ale mniejsza już o nie, bo generalnie mnie to
całkiem

zadowala. ;) Choć z taką ontologią niejeden by się kłócił.
Nie jest.

A czym jest?

Chciałem powiedzieć, że nie jest ograniczony do czasu i przestrzeni...
To jedynie przydatne do życia iluzje...


No przecież mówię, że kółeczko. ;)

Nie spiralkę? :o)
Kurde, a juz myślałem że jakiś duch obiektywny się pojawi...



Nota bene, jeśli zdolność przetrwania miałaby być jedynym kryterium...

Tak. Po to się osadza niekórych chorych psychicznie, bo zginą lub sobie
albo komuś krzywdę zrobią, albo zapomną jeść i pomrą z głodu...


Zanotować: wstawiać emotikonki, nawet gdy wydaje się to niepotrzebne.

Wiesz, jak to jest, ja też ostatnio nie wstawiłem na seksie i mnie
marchand wziął za faszystę... :o(



Sadownicy pewnie pogoniliby z grupy dyskutujących o modrzewiach, tak
więc nie wiem... ;)

A czemu nie posadzić wokół sadu pięknych modrzewi? Tak w prostokąt?
Stosunek blisko rosnącego modrzewia do jabłoni i wpływ jego igliwoa na
zakwaszanie gleby i urodzaj jabłek jest ze wszech miar godny
sprawdzenia...

:o)

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 19 Sier 2006 08:41:39



"bazyli4":

Ale tu nie ma skrajnych wektorów, są imho niedoreprezentowane liczebnie
części jednego układu... to tak jak w mięsożerstwie... jeden lubi schab
inny golonkę a jeszcze inny karkówkę... jak wszyscy zaczną jeść schab
(osobiście wolę karkówkę) to padniemy od ton odpadów i zginiemy z głodu
(skrajne stanowisko, ale dla uwyraźnienia).

To też ładnie można do wektorów na przestrzeni n-wymiarowej sprowadzić,
dla uwyraźnienia jedynie, rzecz jasna. Ale mnie nie tyle o konkrety tu
chodziło, co o spojrzenie na świat. Konkrety przychodzą później.


Od kukurydzy też już parę cywilizacji się wyłożyło...

:)


Bo też rozszerzasz wegetarianizm na świat cały i na każde warunki.
Co mnie dziwi.
Mnie nie dziwi, bo jeśli ktoś mi mówi o etyce w przypadku diety - a to

częste nie tylko na tej grupie przecież - to zakładam kantyzowanie:
"chciałbym, a by to się stało powszechnym prawem"...

Trzeba byłoby Brumbaka spytać, co o diecie Eskimosów sądzi. Dla mnie
imperatywy pochodzące z wegetarianizmu, i nie tylko z wegetarianizmu
zresztą, mogą ogólnie spojrzenia na świat dotyczyć i na pewne rzeczy
mieć wpływ co najwyżej pośredni. Wartości absolutne pozostawiam mimo
wszystko innym. Tutaj też uprościłem, bo osobiście... pierwszego wege
poznałem dobre pół roku po tym, jak sam nim zostałem, a z przejawami
propagowania tej diety jeszcze później.


No przecież mówię, że kółeczko. ;)
Nie spiralkę? :o)

Kurde, a juz myślałem że jakiś duch obiektywny się pojawi...

Jak zwał, tak zwał; grunt że stanąwszy przed pytaniem z rodzaju:
kiedy i na kogo warto przenosić swój ból - od podobieństw do skrajnego
pragmatyzmu przeszliśmy, gdzieś tam o Kanta po drodze zahaczając.
Od pragmatyzmu w tej czystej jego postaci odejść musisz, ale tu znowu
stajemy przed tym samym pytaniem...
Poza tym... naprawdę wierzysz w duchy? ;) Amicus Plato, ale idee
zostawmy na boku. Dokładnie dlatego sam z takich uwag zrezygnowałem. ;)


Nota bene, jeśli zdolność przetrwania miałaby być jedynym kryterium...
Tak. Po to się osadza niekórych chorych psychicznie, bo zginą lub sobie

albo komuś krzywdę zrobią, albo zapomną jeść i pomrą z głodu...

Aż Sparty żal... może nie tyle miasta, co idei... :


A czemu nie posadzić wokół sadu pięknych modrzewi? Tak w prostokąt?
Stosunek blisko rosnącego modrzewia do jabłoni i wpływ jego igliwoa na
zakwaszanie gleby i urodzaj jabłek jest ze wszech miar godny
sprawdzenia...

Ale tutaj wypadałoby zacząć od... idei różnorodności w ogóle, a to temat
rzeka jest. Bo jej nadmiar czasem wręcz szkodzi. A z kryteriami co,kiedy
i gdzie jest potrzebne...


pzdr.
grześ




bazyli4

Posted: 19 Sier 2006 11:53:10






To też ładnie można do wektorów na przestrzeni n-wymiarowej
sprowadzić,

dla uwyraźnienia jedynie, rzecz jasna. Ale mnie nie tyle o konkrety tu
chodziło, co o spojrzenie na świat. Konkrety przychodzą później.

Ale potem nadchodzi holozm, świat wreszcie jest światem i nie ma ju ż
żadnych konkretów, z których jedne przeczyłyby drugim, jak to zwykle z
obserwacją bywa...



Trzeba byłoby Brumbaka spytać, co o diecie Eskimosów sądzi.

Coś pamiętam, że w przypływie odblokowania intelektualnego (szczególnie
opty wyraźnie blokują jego możliwości) ujawnił kiedyś, że rozumie
uwarunkowania środowiskowe...


Jak zwał, tak zwał; grunt że stanąwszy przed pytaniem z rodzaju:
kiedy i na kogo warto przenosić swój ból - od podobieństw do skrajnego
pragmatyzmu przeszliśmy, gdzieś tam o Kanta po drodze zahaczając.
Od pragmatyzmu w tej czystej jego postaci odejść musisz, ale tu znowu
stajemy przed tym samym pytaniem...


Poza tym... naprawdę wierzysz w duchy? ;)

Czy w duchy, nie wiem, ale astrologiem i ezoterykiem jestem z całą
powagą swojej dziedziny... czas i przestrzeń trzeba było schować dla
chodzenia do sklepu i umawiania się na randki ;o)

Nota bene, jeśli zdolność przetrwania miałaby być jedynym
kryterium...

Tak. Po to się osadza niekórych chorych psychicznie, bo zginą lub
sobie

albo komuś krzywdę zrobią, albo zapomną jeść i pomrą z głodu...

Aż Sparty żal... może nie tyle miasta, co idei... :

A ja nie jestem wcale taki pewien, że idea padła... śmiem wręcz
twierdzić, że im bardziej społeczeństwo liberalne z odchyłkiem
rónościowo-wolnościowym, tym idea kwitnie piękniej..

Pzdr
Paweł







siewit

Posted: 19 Sier 2006 22:00:55



"bazyli4":

Trzeba byłoby Brumbaka spytać, co o diecie Eskimosów sądzi.
Coś pamiętam, że w przypływie odblokowania intelektualnego (szczególnie

opty wyraźnie blokują jego możliwości) ujawnił kiedyś, że rozumie
uwarunkowania środowiskowe...

No widzisz... a tak się bałeś. ;


Jak zwał, tak zwał; grunt że stanąwszy przed pytaniem z rodzaju:
kiedy i na kogo warto przenosić swój ból - od podobieństw do skrajnego
pragmatyzmu przeszliśmy, gdzieś tam o Kanta po drodze zahaczając.
Od pragmatyzmu w tej czystej jego postaci odejść musisz, ale tu znowu
stajemy przed tym samym pytaniem...




Poza tym... naprawdę wierzysz w duchy? ;)
Czy w duchy, nie wiem, ale astrologiem i ezoterykiem jestem z całą

powagą swojej dziedziny...

Na takich paranaukach możnaby trochę wody na ten tematy wylać...
Ale i tak duch obiektywizmu gdzieś w okolicach Platońskich idei
umieszczam, mimo starań, a raczej ich braku; jeśli to ostatnie
jest zrozumiałe. ;)


Aż Sparty żal... może nie tyle miasta, co idei... :
A ja nie jestem wcale taki pewien, że idea padła... śmiem wręcz

twierdzić, że im bardziej społeczeństwo liberalne z odchyłkiem
rónościowo-wolnościowym, tym idea kwitnie piękniej..

To piękniej brzmi tu jakoś sarkastycznie, choć zapewne zależy to od
rodzaju wdrukowanych obwodów. ;


pzdr.
grześ




siewit

Posted: 22 Sier 2006 21:44:31



"bazyli4":

No widzisz... a tak się bałeś. ;
Ja się niczego nie boję, w pluralistycznym świecie jak ktoś śni o

świetlanej przyszłości, to ja co najwyżej mogę się uśmiechnąć ;o)

Ech... tyle nam tematów jakoś dziwnie umknęło w siną dal, że chyba i ten
jakoś przeżyjemy. ;


To piękniej brzmi tu jakoś sarkastycznie, choć zapewne zależy to od
rodzaju wdrukowanych obwodów. ;
A czy to nie wszystko jedno, czy jesteś wydojnym i wynagradzanym

pracownikiem korporacji czy też uśmiercają Cię bez Twojej zgody w jakimś
szpitalu? Wolność ograniczać się nam mocno zaczyna...

Mechanizmy się raczej nie zmieniają, okoliczności i owszem.


pzdr.
grześ




<< . 1 . 2 . 3 . 4 .
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.650
miniBB.net © 2001-2009 Polityka Prywatności
motoryzacja kawaleria foto cyfrowe multi 2008