kuchnia
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
pozycjonowanie stron | logistyka
Największa gdzie kupisz części używane do swojego samochodu.

Zobacz: / Medycyna / kleszcz
<< . 1 . 2 .
Autor Wiadomość
tomek wilicki

Posted: 30 Cze 2008 16:02:05






To Ty jesteś ekstremum!

A gdzie tak strasznie kleszcze wysypały? Jakie to okolice?


jelenia góra, fakt że w tym roku jakiś koszmar jest - w moim ulubionym
miejscu do treningów karate w lesie chyba sobie urządzają jakieś wiece albo
co... miliardy tego tam łazi.

Na dodatek okolica jest endemiczna dla boreliozy, ludzie łapią to co
chwilę :D




tomek wilicki

Posted: 30 Cze 2008 16:07:17






Tomku, jakie potrafią być dziwaczne te rumienie, ho ho

Może ułożyć sie w linię wzdłuż zgięcia skóry (np w pachwinie, pod pachą,
na brzuchu). Rozlać się jak duże zaczerwienienie bez wyraźnej granicy.
Mieć brzeg regularny albo postrzępiony. To tylko w atlasach
dermatologicznych zawsze takie piękne rumienie rysują i podpisują -
"sztrasen diagnoze".

Przy czym zaznaczam że nie pisze po to by Ciebie straszyć, zapewne po tylu
doświadczeniach z tym pasożytem orientujesz sie już dobrze w kwestii
boreliozy. Piszę, ponieważ najłatwiej popełnić błąd rutyniażowi.


no wiesz, ale z drugiej strony nie da się odróżnić rumienia boreliozy od
jakiegokolwiek innego zaczerwienienia, wywołanego chociażby źle
dopasowanymi dżinsami.

Natomiast wszystkie boreliozowe rumienie mają jedną wspólną cechę - infekcję
bakteriami gram-ujemnymi (krętkami boreliozy), które produkują toksyny.
Zawsze i nieodwołalnie. Te toksyny dają naprawdę bardzo wyraźne objawy. I
po tym chyba najpewniej poznać infekcję.

Za to ze zniszczeń wywołanych ładowaniem antybiotyku przy każdej okazji
ciężko się wyleczyć.

Po jednym leczeniu spustoszeń nie będzie.


A jeśli ten kleszcz przenosił zapalenie opon mózgowych? Antybiotyk, jak
wiadomo, "wyłącza" naturalną obronę organizmu, wiadomo również, że w
przypadku kleszczowego zapalenie mózgu jedyną obroną jaką mamy jest nasza
naturalna odporność.

Oj, byłyby spustoszenia, byłyby naprawdę poważne, łącznie z prawdopodobnym
nieodwracalnym kalectwem.

Już nie wspomnę o takich rzeczach jak infekcje candida, które też potrafią
się pojawić po jednym, niewinnym leczeniu. Albo to co miała znajoma,
infekcja grzybkami z gatunku produkujących penicylinę, którymi były
zanieczyszczone jej antybiotyki. Ona by bardzo chętnie zamieniła tą
grzybicę na boreliozę, kilka lat próbuje się z tego już wyleczyć.




jangr

Posted: 1 Lip 2008 06:13:46



Tomku, jakie potrafią być dziwaczne te rumienie, ho ho
Może ułożyć sie w linię wzdłuż zgięcia skóry (np w pachwinie, pod pachą,
na
brzuchu). Rozlać się jak duże zaczerwienienie bez wyraźnej granicy. Mieć
brzeg
regularny albo postrzępiony. To tylko w atlasach dermatologicznych zawsze
takie piękne rumienie rysują i podpisują - "sztrasen diagnoze".
Przy czym zaznaczam że nie pisze po to by Ciebie straszyć, zapewne po tylu
doświadczeniach z tym pasożytem orientujesz sie już dobrze w kwestii
boreliozy. Piszę, ponieważ najłatwiej popełnić błąd rutyniażowi.

Po jednym leczeniu spustoszeń nie będzie.
Pozdrawiam,
Mirab

Czy przejście boreliozy, wyleczenie antybiotykami daje uodpornienie?
Jeśli tak, to na ile czasu?
Pozdr.
jangr






Mirab

Posted: 1 Lip 2008 08:16:42







Tomku, jakie potrafią być dziwaczne te rumienie, ho ho

Może ułożyć sie w linię wzdłuż zgięcia skóry (np w pachwinie, pod pachą,
na brzuchu). Rozlać się jak duże zaczerwienienie bez wyraźnej granicy.
Mieć brzeg regularny albo postrzępiony. To tylko w atlasach
dermatologicznych zawsze takie piękne rumienie rysują i podpisują -
"sztrasen diagnoze".

Przy czym zaznaczam że nie pisze po to by Ciebie straszyć, zapewne po tylu
doświadczeniach z tym pasożytem orientujesz sie już dobrze w kwestii
boreliozy. Piszę, ponieważ najłatwiej popełnić błąd rutyniażowi.


no wiesz, ale z drugiej strony nie da się odróżnić rumienia boreliozy od
jakiegokolwiek innego zaczerwienienia, wywołanego chociażby źle
dopasowanymi dżinsami.

Natomiast wszystkie boreliozowe rumienie mają jedną wspólną cechę - infekcję
bakteriami gram-ujemnymi (krętkami boreliozy), które produkują toksyny.
Zawsze i nieodwołalnie. Te toksyny dają naprawdę bardzo wyraźne objawy. I
po tym chyba najpewniej poznać infekcję.

Co przez rozumiesz przez "naprawdę bardzo wyraźne objawy"?

Za to ze zniszczeń wywołanych ładowaniem antybiotyku przy każdej okazji
ciężko się wyleczyć.

Po jednym leczeniu spustoszeń nie będzie.


A jeśli ten kleszcz przenosił zapalenie opon mózgowych? Antybiotyk, jak
wiadomo, "wyłącza" naturalną obronę organizmu, wiadomo również, że w
przypadku kleszczowego zapalenie mózgu jedyną obroną jaką mamy jest nasza
naturalna odporność.

Oj, byłyby spustoszenia, byłyby naprawdę poważne, łącznie z prawdopodobnym
nieodwracalnym kalectwem.

Skąd Ty to wziąłeś?

Podaj źródła, koniecznie.

Już nie wspomnę o takich rzeczach jak infekcje candida, które też potrafią
się pojawić po jednym, niewinnym leczeniu. Albo to co miała znajoma,
infekcja grzybkami z gatunku produkujących penicylinę, którymi były
zanieczyszczone jej antybiotyki. Ona by bardzo chętnie zamieniła tą
grzybicę na boreliozę, kilka lat próbuje się z tego już wyleczyć.

Straszne przykłady podajesz, można by powiedzieć że antybiotyki uważasz za
groźniejsze od choroby. Zgadzam się z Tobą że antybiotyki były i są
nadużywane, co nie jest dobre ani dla nadużywających ani dla ich otoczenia.
Ale gdy jest spełnione wskazanie... Ja Ci powiem że po amoksycylinie czy
doksycylinie, lekach pierwszego rzutu w leczeniu boreliozy pod postacią
rumieniową, działania niepożądane pojawiają się na prawdę rzadko (a jeżeli już
wystąpią to najczęściej biegunka bo ktoś żałował 20 zł na dobry probiotyk). Za
to leczenie postaci późnej, to już hardcore, sądzę że z Twoim przekonaniem do
antybiotyków uznałbyś je już za wyrok.

Wszystko z umiarem i wtedy gdy ryzyko wynikające z niezastosowania przewyższa
ryzyko wynikające z użycia.

Pozdrawiam,

Mirab




Mirab

Posted: 1 Lip 2008 08:19:23







To Ty jesteś ekstremum!

A gdzie tak strasznie kleszcze wysypały? Jakie to okolice?


jelenia góra, fakt że w tym roku jakiś koszmar jest - w moim ulubionym
miejscu do treningów karate w lesie chyba sobie urządzają jakieś wiece albo
co... miliardy tego tam łazi.

Na dodatek okolica jest endemiczna dla boreliozy, ludzie łapią to co
chwilę :D

Dobrze wiedzieć, dzięki za info.

Na szczęście w tym roku przebywam w zupełnie innej części Polski.

Pozdrawiam,
Mirab




Mirab

Posted: 1 Lip 2008 08:21:00




Tomku, jakie potrafią być dziwaczne te rumienie, ho ho
Może ułożyć sie w linię wzdłuż zgięcia skóry (np w pachwinie, pod pachą,
na
brzuchu). Rozlać się jak duże zaczerwienienie bez wyraźnej granicy. Mieć
brzeg
regularny albo postrzępiony. To tylko w atlasach dermatologicznych zawsze
takie piękne rumienie rysują i podpisują - "sztrasen diagnoze".
Przy czym zaznaczam że nie pisze po to by Ciebie straszyć, zapewne po tylu
doświadczeniach z tym pasożytem orientujesz sie już dobrze w kwestii
boreliozy. Piszę, ponieważ najłatwiej popełnić błąd rutyniażowi.

Po jednym leczeniu spustoszeń nie będzie.
Pozdrawiam,
Mirab

Czy przejście boreliozy, wyleczenie antybiotykami daje uodpornienie?
Jeśli tak, to na ile czasu?
Pozdr.
jangr


Borelioza nie daje odporności, jeżeli będziesz miał szczęście/nieszczęście
trafić na kolejnego roznosiciela tej choroby zachorujesz ponownie. Niestety.

Pozdrawiam,
Mirab





MK

Posted: 1 Lip 2008 12:52:57



www.boreliozowe.abc.pl - przeczytaj i sam wyrob sobie zdanie






tomek wilicki

Posted: 1 Lip 2008 16:19:43






Natomiast wszystkie boreliozowe rumienie mają jedną wspólną cechę -
infekcję bakteriami gram-ujemnymi (krętkami boreliozy), które produkują
toksyny. Zawsze i nieodwołalnie. Te toksyny dają naprawdę bardzo wyraźne
objawy. I po tym chyba najpewniej poznać infekcję.

Co przez rozumiesz przez "naprawdę bardzo wyraźne objawy"?


typowe objawy zakażenia bakterią gram-ujemną to przede wszystkim silny ból
karku oraz objawy grypopodobne. Toto produkuje toksyny jak oszalałe,
zwłaszcza w pierwszym okresie, zanim bakterie wnikną w tkanki w których
jest spowolniony metabolizm i "zabezpieczą" się przed układem
immunologicznym.

Wbrew pozorom, w pierwszym okresie choroby bakterii jest więcej niż w
późniejszym.



Oj, byłyby spustoszenia, byłyby naprawdę poważne, łącznie z
prawdopodobnym nieodwracalnym kalectwem.

Skąd Ty to wziąłeś?

Podaj źródła, koniecznie.


statystyka powikłań po odkleszczowym zapaleniu mózgu jest chyba dość
powszechnie dostępna, nie chce mi się specjalnie jej teraz wyszukiwać :D
Logiczne jest, że przy "wyłączeniu" obrony antywirusowej powikłania będą
znacznie częstsze i poważniejsze, bo po prostu wirus mocniej się namnoży.
Badań w tym kierunku zapewne nie ma, bo kto i po co miałby takie prowadzić?

Już nie wspomnę o takich rzeczach jak infekcje candida, które też
potrafią się pojawić po jednym, niewinnym leczeniu. Albo to co miała
znajoma, infekcja grzybkami z gatunku produkujących penicylinę, którymi
były zanieczyszczone jej antybiotyki. Ona by bardzo chętnie zamieniła tą
grzybicę na boreliozę, kilka lat próbuje się z tego już wyleczyć.

Straszne przykłady podajesz, można by powiedzieć że antybiotyki uważasz za
groźniejsze od choroby. Zgadzam się z Tobą że antybiotyki były i są
nadużywane, co nie jest dobre ani dla nadużywających ani dla ich
otoczenia. Ale gdy jest spełnione wskazanie... Ja Ci powiem że po
amoksycylinie czy doksycylinie, lekach pierwszego rzutu w leczeniu
boreliozy pod postacią rumieniową, działania niepożądane pojawiają się na
prawdę rzadko (a jeżeli już wystąpią to najczęściej biegunka bo ktoś
żałował 20 zł na dobry probiotyk). Za to leczenie postaci późnej, to już
hardcore, sądzę że z Twoim przekonaniem do antybiotyków uznałbyś je już za
wyrok.


akurat postać późną leczy się, wbrew pozorom, łatwo i przyjemnie - jeśli się
WIE, jak to robić. Podstawa to nie uważać antybiotyków za najważniejszy
element terapii. Borelioza późna rozwija się, bo układ odpornościowy nie
był w stanie wychwycić wszystkich bakterii. Same antybiotyki nic tu nie
pomogą, z tego prostego względu, że te bakterie siedzą w miejsca o
spowolnionym metabolizmie, gdzie antybiotyk po prostu nie dociera. Za to
wzmocnienie układu odpornościowego sprawi, że białe ciałka wpadną w amok i
wyrżną krętki w pień. Fakt, że bez antybiotyków byłoby im dużo, dużo
trudniej, ale fakt też, że same antybiotyki z reguły nie wystarczą.

Wszystko z umiarem i wtedy gdy ryzyko wynikające z niezastosowania
przewyższa ryzyko wynikające z użycia.

no właśnie, jak dla mnie czerwona plamka która znika po kilku dniach nie
jest żadnym wskazaniem do użycia. Gorzej jeśli rośnie i dołączają się
pozostałe objawy.

U mnie sprawa była dużo prostsza, bakteria została po prostu zniszczona
przez układ odpornościowy. Przeciwciała mam, więc infekcja była, zresztą
pewnie nie raz. Objawów - zero.




tomek wilicki

Posted: 1 Lip 2008 16:21:27






Borelioza nie daje odporności, jeżeli będziesz miał szczęście/nieszczęście
trafić na kolejnego roznosiciela tej choroby zachorujesz ponownie.
Niestety.

wzmocnienie odporności jest, jak już pisałem, dość dobrą szczepionką.

A co do trwałej odporności - w Czechach powstaje szczepionka, jest już w
ostatniej fazie testów. Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z jej
rozpoznaniem, ale zrobili.




MK

Posted: 1 Lip 2008 17:01:31



Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z jej
rozpoznaniem, ale zrobili.


No nie !!! :)))) I ty takie rzeczy wypisujesz :) Niewiarygodne !






tomek wilicki

Posted: 1 Lip 2008 18:14:10




Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z jej
rozpoznaniem, ale zrobili.


No nie !!! :)))) I ty takie rzeczy wypisujesz :) Niewiarygodne !

że co? że u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami? to żadna
tajemnica.

ale faktem jest też, że u 70% radzi sobie doskonale, nawet bez pomocy
antybiotyku. Nieco inaczej statystyka przedstawia się np w USA, ale Stany
to akurat kraj ludzi z najbardziej zniszczoną naturalną odpornością.




Mirab

Posted: 2 Lip 2008 00:30:15







Natomiast wszystkie boreliozowe rumienie mają jedną wspólną cechę -
infekcję bakteriami gram-ujemnymi (krętkami boreliozy), które produkują
toksyny. Zawsze i nieodwołalnie. Te toksyny dają naprawdę bardzo wyraźne
objawy. I po tym chyba najpewniej poznać infekcję.

Co przez rozumiesz przez "naprawdę bardzo wyraźne objawy"?


typowe objawy zakażenia bakterią gram-ujemną to przede wszystkim silny ból
karku oraz objawy grypopodobne. Toto produkuje toksyny jak oszalałe,
zwłaszcza w pierwszym okresie, zanim bakterie wnikną w tkanki w których
jest spowolniony metabolizm i "zabezpieczą" się przed układem
immunologicznym.


Nie masz racji, u znakomitej większości osób rumieniowi boreliozy nie
towarzyszą objawy ogólne.


Wbrew pozorom, w pierwszym okresie choroby bakterii jest więcej niż w
późniejszym.



Oj, byłyby spustoszenia, byłyby naprawdę poważne, łącznie z
prawdopodobnym nieodwracalnym kalectwem.

Skąd Ty to wziąłeś?

Podaj źródła, koniecznie.


statystyka powikłań po odkleszczowym zapaleniu mózgu jest chyba dość
powszechnie dostępna, nie chce mi się specjalnie jej teraz wyszukiwać :D
Logiczne jest, że przy "wyłączeniu" obrony antywirusowej powikłania będą
znacznie częstsze i poważniejsze, bo po prostu wirus mocniej się namnoży.
Badań w tym kierunku zapewne nie ma, bo kto i po co miałby takie prowadzić?


A ja mimo wszystko bardzo proszę o źródło. Już Ci mówię dlaczego.
Dlatego że się z tym nie spotkałem i sie NIE ZGADZAM.

Jeżeli podajesz tak mocna tezę proszę o jej potwierdzenie.


Już nie wspomnę o takich rzeczach jak infekcje candida, które też
potrafią się pojawić po jednym, niewinnym leczeniu. Albo to co miała
znajoma, infekcja grzybkami z gatunku produkujących penicylinę, którymi
były zanieczyszczone jej antybiotyki. Ona by bardzo chętnie zamieniła tą
grzybicę na boreliozę, kilka lat próbuje się z tego już wyleczyć.

Straszne przykłady podajesz, można by powiedzieć że antybiotyki uważasz za
groźniejsze od choroby. Zgadzam się z Tobą że antybiotyki były i są
nadużywane, co nie jest dobre ani dla nadużywających ani dla ich
otoczenia. Ale gdy jest spełnione wskazanie... Ja Ci powiem że po
amoksycylinie czy doksycylinie, lekach pierwszego rzutu w leczeniu
boreliozy pod postacią rumieniową, działania niepożądane pojawiają się na
prawdę rzadko (a jeżeli już wystąpią to najczęściej biegunka bo ktoś
żałował 20 zł na dobry probiotyk). Za to leczenie postaci późnej, to już
hardcore, sądzę że z Twoim przekonaniem do antybiotyków uznałbyś je już za
wyrok.


akurat postać późną leczy się, wbrew pozorom, łatwo i przyjemnie - jeśli się
WIE, jak to robić. Podstawa to nie uważać antybiotyków za najważniejszy
element terapii. Borelioza późna rozwija się, bo układ odpornościowy nie
był w stanie wychwycić wszystkich bakterii. Same antybiotyki nic tu nie
pomogą, z tego prostego względu, że te bakterie siedzą w miejsca o
spowolnionym metabolizmie, gdzie antybiotyk po prostu nie dociera. Za to
wzmocnienie układu odpornościowego sprawi, że białe ciałka wpadną w amok i
wyrżną krętki w pień. Fakt, że bez antybiotyków byłoby im dużo, dużo
trudniej, ale fakt też, że same antybiotyki z reguły nie wystarczą.


Niestety, prawdą jest że antybiotyk jest koniecznym i podstawowym lekiem w
późnej boreliozie. Niezależnie od postaci późnej boreliozy, sercowej, stawowej
czy nerwowej, antybiotyk jest lekiem koniecznym i zawsze wskazanym.

Gdyby układ immunologiczny miał sam sobie poradzić nie rozwinęłaby sie w ogóle
postać późna :/


Wszystko z umiarem i wtedy gdy ryzyko wynikające z niezastosowania
przewyższa ryzyko wynikające z użycia.

no właśnie, jak dla mnie czerwona plamka która znika po kilku dniach nie
jest żadnym wskazaniem do użycia. Gorzej jeśli rośnie i dołączają się
pozostałe objawy.

U mnie sprawa była dużo prostsza, bakteria została po prostu zniszczona
przez układ odpornościowy. Przeciwciała mam, więc infekcja była, zresztą
pewnie nie raz. Objawów - zero.


Niestety to nie jest powód do dumy, bo nie ma pewności czy nie nie rozwinie
sie postać późna, czego z całego serca Ci nieżyczę. Gdybyś jednak kiedykolwiek
rozwinął objawy postaci późnej nie odmawiaj antybiotyku. To bardzo ważne by
wyciszyć infekcję.

Mirab




Mirab

Posted: 2 Lip 2008 00:33:34





Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z jej
rozpoznaniem, ale zrobili.


No nie !!! :)))) I ty takie rzeczy wypisujesz :) Niewiarygodne !

że co? że u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami? to żadna
tajemnica.

ale faktem jest też, że u 70% radzi sobie doskonale, nawet bez pomocy
antybiotyku. Nieco inaczej statystyka przedstawia się np w USA, ale Stany
to akurat kraj ludzi z najbardziej zniszczoną naturalną odpornością.


Nawet procenty podajesz. Znów proszę Cię o źródła. To ważne, bo widzę z twojej
strony wyraźne stanowisko w dyskusji i chciałbym sobie wyrobić zdanie o Twoich
poglądach.

Mirab




tomek wilicki

Posted: 2 Lip 2008 01:07:51






Nie masz racji, u znakomitej większości osób rumieniowi boreliozy nie
towarzyszą objawy ogólne.


bo w znakomitej większości przypadków to nie jest rumień boreliozowy, a
zwykła reakcja alergiczna bądź infekcja innymi bakteriami / wirusami /
grzybami / pierwotniakami / robakami, których w kleszczach żyją tysiące? A
antybiotyk daje się "na wszelki wypadek"?




A ja mimo wszystko bardzo proszę o źródło. Już Ci mówię dlaczego.
Dlatego że się z tym nie spotkałem i sie NIE ZGADZAM.

Jeżeli podajesz tak mocna tezę proszę o jej potwierdzenie.


znaczy źródło której tezy?

Tej, że w przypadku kleszczowego zapalenia mózgu często występują powikłania
które trwają całe życie? Statystyki publikuje chyba sanepid, z tego co wiem
są one dostępne w sieci i każdy lekarz powinien bez problemu je znaleźć?

Tej, że antybiotyk częściowo deaktywuje obronę antywirusową? Uczą na 1 roku
medycyny chyba?

Tej, że brak naturalnej odporności sprawia, że daną chorobę przechodzimy
częściej? Jak wyżej?

Czy może chodzi o jakąś inną tezę, której nie postawiłem a która jakoś tak
wyszła - czy to przez moje błędy w pisaniu, czy też Twoje w interpretacji
tekstu?




Niestety, prawdą jest że antybiotyk jest koniecznym i podstawowym lekiem w
późnej boreliozie. Niezależnie od postaci późnej boreliozy, sercowej,
stawowej czy nerwowej, antybiotyk jest lekiem koniecznym i zawsze
wskazanym.

Gdyby układ immunologiczny miał sam sobie poradzić nie rozwinęłaby sie w
ogóle postać późna :/


nigdy nie napisałem, że nie jest. Twierdzę tylko, że skupianie się TYLKO na
leczeniu samym antybiotykiem (a raczej ich zestawem) jest błędem w sztuce.
Krętki są na antybiotyki na tyle oporne, że sama chemia pomoże co najwyżej
po półrocznym szprycowaniu silnymi dawkami. Jaki to ma wpływ na zdrowie
pacjenta, chyba nie muszę pisać.




Niestety to nie jest powód do dumy, bo nie ma pewności czy nie nie
rozwinie sie postać późna, czego z całego serca Ci nieżyczę. Gdybyś jednak
kiedykolwiek rozwinął objawy postaci późnej nie odmawiaj antybiotyku. To
bardzo ważne by wyciszyć infekcję.


nie odmówię sobie, a póki co czuję się świetnie, cały czas aktywnie zajmuję
się sportem wyczynowym z bardzo dużym obciążeniem stawów i mięśnia
sercowego, do tego bardzo intensywnie pracuję mózgiem. Nawet jeśli parę
bakterii pozostało w organizmie przy życiu, sam mój przypadek świadczy o
tym, że silna naturalna odporność potrafi przez kilka lat przynajmniej
trzymać infekcję na poziomie stałym, zapobiega dalszemu rozwojowi.
Przynajmniej, bo najprawdopodobniej krętki zostały zmasakrowane. Nie ma
mowy o "przypadkowym" wyleczeniu tego cholerstwa antybiotykiem, bo
antybiotyków po prostu żadnych przez ostatnie chyba 10 lat nie zażywałem.

Gdybym posłuchał ludzi, którzy wmawiali mi przewlekłą boreliozę i zaczął
to "leczyć" antybiotykami w dawkach wstrząsowych, pewnie teraz byłbym
wrakiem człowieka - a co gorsza, nie zdiagnozował bym prawidłowo problemów
zdrowotnych, które miałem kilka czy kilkanaście miesięcy temu.




tomek wilicki

Posted: 2 Lip 2008 01:22:36






Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z
jej rozpoznaniem, ale zrobili.


No nie !!! :)))) I ty takie rzeczy wypisujesz :) Niewiarygodne !

że co? że u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami? to żadna
tajemnica.

ale faktem jest też, że u 70% radzi sobie doskonale, nawet bez pomocy
antybiotyku. Nieco inaczej statystyka przedstawia się np w USA, ale Stany
to akurat kraj ludzi z najbardziej zniszczoną naturalną odpornością.


Nawet procenty podajesz. Znów proszę Cię o źródła. To ważne, bo widzę z
twojej strony wyraźne stanowisko w dyskusji i chciałbym sobie wyrobić
zdanie o Twoich poglądach.

źródła to oczywiście MedLine - badania statystyczne jasno wykazują, że około
30% populacji prawdopodobnie miało bezobjawowe zakażenie krętkami
boreliozy, czyli są seropozytywni. Zależy to od kraju i zawodu, są grupy
gdzie seropozytywność dochodzi do 90% (leśnicy).

Natomiast co do tego, że u pewnej grupy chorych faktycznie borelioza
przechodzi w stadium późne i stopniowo wyniszcza organizm - znowu źródłem
może być MedLine, klienci klinik reumatologicznych, dermatologicznych i
pacjenci zakładów psychiatrycznych mają kilkukrotnie wyższy poziom
przeciwciał boreliozy niż grupy kontrolne.

Podawać linki do konkretnych badań? Wszystkie prawie zostały przeprowadzone
przez czeskich badaczy i po tym bez problemu je znajdziesz, w Czechach
zdaje się poświęca się tej chorobie sporo uwagi.

Z dokładnymi procentami w poprzednim poście ma się rozumieć strzeliłem :D
Można tutaj opierać się na badaniach, w których boreliozę stwierdza się u
średnio 1% seropozytywnych, ale z drugiej strony, jeśli w klinice
reumatologicznej jest 4krotnie więcej seropozytywnych niż w grupie
kontrolnej, nie uwierzę, że niemal żaden z nich nie ma aktywnego zakażenia.

Skoro chcesz sobie wyrobić zdanie - proszę bardzo, oto moja opinia:

Jeśli ktoś ma rozwalony system odpornościowy, będą go żarły wszystkie
bakcyle. Będzie podjadany przez wszystko z czym będzie miał kontakt, w tym
RÓWNIEŻ przez boreliozę. Przypuszczam, że jakby dokładnie zbadać tych
pacjentów klinik którzy mają tak wysoki wskaźnik przeciwciał boreliozy,
znalazło by się u nich z 10 innych gatunków bakterii, ze 4 wirusy, ostre
infekcje grzybicze, kilka pasożytniczych pierwotniaków - i pewnie kilka
robaków w przewodzie pokarmowym. Wszystko aktywne i stopniowo niszczące
organizm.

Tym zapewne można tłumaczyć "cudowne" uzdrowienia z przewlekłej boreliozy,
które mają miejsce po kilku dosłownie tygodniach terapii wzmacniającej
organizm, bez udziału antybiotyków. Ci ludzie po prostu mieli nie tylko
boreliozę, ale zapewne też aktywnego wirusa mononukleozy, ciągle jątrzące
bakterie chlamydia, mycoplasma, ostre nadżerki candida, bartonellozę (w
kilku odmianach) i tak dalej...

Aha, jeszcze warto dorzucić do dyskusji, że amerykańska odmiana bakterii
jest DUŻO bardziej zjadliwa, niż szczepy krajowe - chociaż możliwe też, że
tam po prostu ludzie mają rozwalone w drobny mak układy odpornościowe.

ps. ostatnio z nudów zacząłem "leczyć" ludzi z przewlekłymi nerwicami
lękowymi i depresjami, "przepisuję" im zdrową dietę plus uzupełnienie
witamin i soli mineralnych. Po kilku tygodniach odstawiają leki, jeszcze
nie było przypadku który by po takiej "terapii" nie ozdrowiał. Żeby nie
było - wszyscy oni są pod opieką psychologów, psychiatrów i całej rzeszy
innych lekarzy, którzy od kilku często lat próbują ich wyleczyć - bez
skutku.




Mirab

Posted: 2 Lip 2008 14:25:27







Nie masz racji, u znakomitej większości osób rumieniowi boreliozy nie
towarzyszą objawy ogólne.


bo w znakomitej większości przypadków to nie jest rumień boreliozowy, a
zwykła reakcja alergiczna bądź infekcja innymi bakteriami / wirusami /
grzybami / pierwotniakami / robakami, których w kleszczach żyją tysiące? A
antybiotyk daje się "na wszelki wypadek"?


Nie, nie dlatego. Dlatego że rumień występujący w boreliozie jest reakcją
miejscową. Inne objawy, objawy ogólne, występują rzadko. W znakomitej
większości poza rumieniem nie ma żadnych innych objawów.

Objawy, które opisałeś, charakterystyczne są dla infekcji uogólnionych.




A ja mimo wszystko bardzo proszę o źródło. Już Ci mówię dlaczego.
Dlatego że się z tym nie spotkałem i sie NIE ZGADZAM.

Jeżeli podajesz tak mocna tezę proszę o jej potwierdzenie.


znaczy źródło której tezy?

Tej, że w przypadku kleszczowego zapalenia mózgu często występują powikłania
które trwają całe życie? Statystyki publikuje chyba sanepid, z tego co wiem
są one dostępne w sieci i każdy lekarz powinien bez problemu je znaleźć?

Tej, że antybiotyk częściowo deaktywuje obronę antywirusową? Uczą na 1 roku
medycyny chyba?

Tej, że brak naturalnej odporności sprawia, że daną chorobę przechodzimy
częściej? Jak wyżej?

Czy może chodzi o jakąś inną tezę, której nie postawiłem a która jakoś tak
wyszła - czy to przez moje błędy w pisaniu, czy też Twoje w interpretacji
tekstu?


Zielone światło oznacza że można przejść przez ulicę -- Widzę człowieka
przechodzącego przez ulicę -- Musi więc palić sie zielone światło

Evidence Based Medicine (medycyna oparta na faktach) powstała i rozwija się
właśnie dlatego, że wnioskowanie z pojedynczych tez szalenie często wprowadza
w błąd. Dlatego najpierw bada się działanie leku na grupie chorych a dopiero
potem zaleca dla milionów. Bo zwykle to co się zakłada wychodzi tylko na papierze.

Proszę Cię więc gorąco, podaj gdzie dowiedziałeś się, że przyjęcie antybiotyku
pogarsza rokowanie i zwiększa częstość powikłań kleszczowego zapalenia mózgu.
Chcę wiedzieć czy mesz rację, bo sądzę że nie masz.


Niestety, prawdą jest że antybiotyk jest koniecznym i podstawowym lekiem w
późnej boreliozie. Niezależnie od postaci późnej boreliozy, sercowej,
stawowej czy nerwowej, antybiotyk jest lekiem koniecznym i zawsze
wskazanym.

Gdyby układ immunologiczny miał sam sobie poradzić nie rozwinęłaby sie w
ogóle postać późna :/


nigdy nie napisałem, że nie jest. Twierdzę tylko, że skupianie się TYLKO na
leczeniu samym antybiotykiem (a raczej ich zestawem) jest błędem w sztuce.


Niezastosowanie antybiotyku JEST błędem w sztuce. Innych błedów w tej materii
nie ma. Cóż jest więc ważniejszego od leku, który zabija bakterię?
Rutinoskorbin? Zrozum, jeżeli doszło do infekcji, to znaczy że organizm nie
jest w stanie poradzić sobie z infekcją. Nie istnieją takie metody wzmocnienia
odporności, przynajmniej z tych dostępnych dla "nas", żeby odwrócić równowagę
sił. Tak właśnie rozwijają się sie zakaźne choroby przewlekłe.


Krętki są na antybiotyki na tyle oporne, że sama chemia pomoże co najwyżej
po półrocznym szprycowaniu silnymi dawkami. Jaki to ma wpływ na zdrowie
pacjenta, chyba nie muszę pisać.


A sama borelioza to czym jest - wakacjami nad morzem? To ciężka choroba,
której powikłaniami może być kalectwo lub zgon.




Niestety to nie jest powód do dumy, bo nie ma pewności czy nie nie
rozwinie sie postać późna, czego z całego serca Ci nieżyczę. Gdybyś jednak
kiedykolwiek rozwinął objawy postaci późnej nie odmawiaj antybiotyku. To
bardzo ważne by wyciszyć infekcję.


nie odmówię sobie, a póki co czuję się świetnie, cały czas aktywnie zajmuję
się sportem wyczynowym z bardzo dużym obciążeniem stawów i mięśnia
sercowego, do tego bardzo intensywnie pracuję mózgiem. Nawet jeśli parę
bakterii pozostało w organizmie przy życiu, sam mój przypadek świadczy o
tym, że silna naturalna odporność potrafi przez kilka lat przynajmniej
trzymać infekcję na poziomie stałym, zapobiega dalszemu rozwojowi.
Przynajmniej, bo najprawdopodobniej krętki zostały zmasakrowane. Nie ma
mowy o "przypadkowym" wyleczeniu tego cholerstwa antybiotykiem, bo
antybiotyków po prostu żadnych przez ostatnie chyba 10 lat nie zażywałem.


Jeżeli nie ma objawów boreliozy późnej to znaczy że infekcje pokonałeś w jej
stadium ostrym, albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, w ogóle się ona u
Ciebie nie rozwinęła.

Nie porównuj się więc w żaden sposób do osób, które przechodzą boreliozę
przewlekła. To zupełnie inna sytuacja.


Gdybym posłuchał ludzi, którzy wmawiali mi przewlekłą boreliozę i zaczął
to "leczyć" antybiotykami w dawkach wstrząsowych, pewnie teraz byłbym
wrakiem człowieka - a co gorsza, nie zdiagnozował bym prawidłowo problemów
zdrowotnych, które miałem kilka czy kilkanaście miesięcy temu.







Mirab

Posted: 2 Lip 2008 14:51:43







Nie mam pojęcia, jak to zrobili, jako że bakteria
zmienia "ubranie" jak oszalała i układ obronny ma cholerne kłopoty z
jej rozpoznaniem, ale zrobili.


No nie !!! :)))) I ty takie rzeczy wypisujesz :) Niewiarygodne !

że co? że u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami? to żadna
tajemnica.

ale faktem jest też, że u 70% radzi sobie doskonale, nawet bez pomocy
antybiotyku. Nieco inaczej statystyka przedstawia się np w USA, ale Stany
to akurat kraj ludzi z najbardziej zniszczoną naturalną odpornością.


Nawet procenty podajesz. Znów proszę Cię o źródła. To ważne, bo widzę z
twojej strony wyraźne stanowisko w dyskusji i chciałbym sobie wyrobić
zdanie o Twoich poglądach.

źródła to oczywiście MedLine - badania statystyczne jasno wykazują, że około
30% populacji prawdopodobnie miało bezobjawowe zakażenie krętkami
boreliozy, czyli są seropozytywni. Zależy to od kraju i zawodu, są grupy
gdzie seropozytywność dochodzi do 90% (leśnicy).


Zobacz, tylko nie denerwuj sie i przeanalizuj spokojnie.

Podany przez Ciebie przykład dowodzi że musisz uważniej czytać:

Piszesz że "u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami" a jako dowód
podajesz "badania statystyczne jasno wykazują, że około 30% populacji
prawdopodobnie miało bezobjawowe zakażenie krętkami boreliozy, czyli są
seropozytywni".

To nie jest, niestety bo liczyłem że dowiem się o ciekawym "odkryciu", dowód
na postawiona przez Ciebie tezę.


Natomiast co do tego, że u pewnej grupy chorych faktycznie borelioza
przechodzi w stadium późne i stopniowo wyniszcza organizm - znowu źródłem
może być MedLine, klienci klinik reumatologicznych, dermatologicznych i
pacjenci zakładów psychiatrycznych mają kilkukrotnie wyższy poziom
przeciwciał boreliozy niż grupy kontrolne.

Podawać linki do konkretnych badań? Wszystkie prawie zostały przeprowadzone
przez czeskich badaczy i po tym bez problemu je znajdziesz, w Czechach
zdaje się poświęca się tej chorobie sporo uwagi.

Z dokładnymi procentami w poprzednim poście ma się rozumieć strzeliłem :D


A z wieloma jeszcze rzeczami strzelasz? :(

Jak już sie tak pisze to powinny za treścią stać konkretne dane, i wiedza, i
odpowiedzialność. Ja Ci na tyle wierzyłem, że chwiałem Twoje słowa w rozmowie
z kolega po fachu zacytować :(


Można tutaj opierać się na badaniach, w których boreliozę stwierdza się u
średnio 1% seropozytywnych, ale z drugiej strony, jeśli w klinice
reumatologicznej jest 4krotnie więcej seropozytywnych niż w grupie
kontrolnej, nie uwierzę, że niemal żaden z nich nie ma aktywnego zakażenia.


Tu też strzelasz? Bo nie wiem czy sie w ogóle odnosić do tego "1%" i "4x
więcej"...


Skoro chcesz sobie wyrobić zdanie - proszę bardzo, oto moja opinia:

Jeśli ktoś ma rozwalony system odpornościowy, będą go żarły wszystkie
bakcyle. Będzie podjadany przez wszystko z czym będzie miał kontakt, w tym
RÓWNIEŻ przez boreliozę. Przypuszczam, że jakby dokładnie zbadać tych
pacjentów klinik którzy mają tak wysoki wskaźnik przeciwciał boreliozy,
znalazło by się u nich z 10 innych gatunków bakterii, ze 4 wirusy, ostre
infekcje grzybicze, kilka pasożytniczych pierwotniaków - i pewnie kilka
robaków w przewodzie pokarmowym. Wszystko aktywne i stopniowo niszczące
organizm.


A wiesz, że każdy typ drobnoustroju ma specyficzne dla siebie czynniki
zjadliwości? W ogromnej większości przypadków, o tym czy zachorujemy decyduje
pospołu (a nawet w przewdze) rodzaj drobnoustroju. Najlepsze przykłady: wirus
HIV, HCV, H5N1, Shigella... to tylko hasła ze stron codziennej prasy, ale
jakże świetne przykłady, że nie wszystko jest wirusem grypy i nie wszystkie
słowa do grypy sie odnoszące pasują do każdego "bakcyla".


Tym zapewne można tłumaczyć "cudowne" uzdrowienia z przewlekłej boreliozy,
które mają miejsce po kilku dosłownie tygodniach terapii wzmacniającej
organizm, bez udziału antybiotyków.


Przyznaję, że widziałem kilka takich "uzdrowień". Szkoda jednak, że natura
boreliozy przewlekłej jest na tyle przewlekła, że potrafi podszywac sie pod
inne choroby i odwrotnie. Jeden mężczyzna był seropozytywny, miał parestezje
(drętwienia, pieczenia) kończyn dolnych, trochę niedowładu w mięśniach łydek.
Przeszło po rehabilitacji. Ktoś by krzyknął: EUREKA, uleczyłem boreliozę
masażami! Ale jak sie okazuje, poza przeciwciałami we krwi ten 55 letni
mężczyzna miał chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa, i to zapewne ona dawała
takie objawy.

Nigdy za to nie widziałem żeby komuś cofnęło się powikłanie po boreliozie.
Jakoś nie słyszałem i nie pisze sie w Medline o ludziach, którzy zrezygnowali
ze stymulatora serca, bo już im blok przewodzenia w sercu przeszedł...

Coś w tym musi być.


Ci ludzie po prostu mieli nie tylko
boreliozę, ale zapewne też aktywnego wirusa mononukleozy, ciągle jątrzące
bakterie chlamydia, mycoplasma, ostre nadżerki candida, bartonellozę (w
kilku odmianach) i tak dalej...

Aha, jeszcze warto dorzucić do dyskusji, że amerykańska odmiana bakterii
jest DUŻO bardziej zjadliwa, niż szczepy krajowe - chociaż możliwe też, że
tam po prostu ludzie mają rozwalone w drobny mak układy odpornościowe.


To jest zupełnie inny szczep. Inny patomechanizm, inne powinowactwo do tkanek
naszego organizmu.


ps. ostatnio z nudów zacząłem "leczyć" ludzi z przewlekłymi nerwicami
lękowymi i depresjami, "przepisuję" im zdrową dietę plus uzupełnienie
witamin i soli mineralnych. Po kilku tygodniach odstawiają leki, jeszcze
nie było przypadku który by po takiej "terapii" nie ozdrowiał. Żeby nie
było - wszyscy oni są pod opieką psychologów, psychiatrów i całej rzeszy
innych lekarzy, którzy od kilku często lat próbują ich wyleczyć - bez
skutku.


Poczytaj Medline, najdziesz tam mnóstwo prac potwierdzających Twoją tezę.
Ponadto wysiłek fizyczny i zmiany trybu życia zajmują pierwsze miejsce w
wytycznych przeciwdziałania i leczenia choroby niedokrwiennej serca, cukrzycy
typu 2, zespołu metabolicznego, depresji (szczególnie starczej, ale także
reaktywnej), nadciśnienia tętniczego... a liczba wskazań rośnie z każdym
większym zjazdem towarzystw europejskich.

Pozdrawiam,
Mirab





tomek wilicki

Posted: 2 Lip 2008 21:32:19







Nie, nie dlatego. Dlatego że rumień występujący w boreliozie jest reakcją
miejscową. Inne objawy, objawy ogólne, występują rzadko. W znakomitej
większości poza rumieniem nie ma żadnych innych objawów.

Objawy, które opisałeś, charakterystyczne są dla infekcji uogólnionych.


sorki, moje reakcje alergiczne też wielokrotnie diagnozowano
jako "rumienie".

Jeśli nie ma reakcji ogólnoorganicznych, skąd pomysł, że chory ma boreliozę?
Bo ma czerwoną plamkę? Niemal każdy po ukąszeniu kleszcza ma.



Proszę Cię więc gorąco, podaj gdzie dowiedziałeś się, że przyjęcie
antybiotyku pogarsza rokowanie i zwiększa częstość powikłań kleszczowego
zapalenia mózgu. Chcę wiedzieć czy mesz rację, bo sądzę że nie masz.


użyłem mózgu. Istnieje ciąg logiczny, w którym wszystkie elementy się
zazębiają. Wypisałem je wyżej. Znajdź błąd w tym ciągu, albo znajdź element
fałszywy.




Niezastosowanie antybiotyku JEST błędem w sztuce. Innych błedów w tej
materii nie ma. Cóż jest więc ważniejszego od leku, który zabija bakterię?

już kilka razy tłumaczyłem - w przewlekłej boreliozie antybiotyki nie radzą
sobie z bakteriami. Krętki wybierają za siedlisko obszary o spowolnionym
metabolizmie, np blizny, gdzie masowo są przechowywane formy
przetrwalnikowe, które mogą się uaktywnić nawet po roku. Powodzenia w
stosowaniu takich dawek metronidazolu, które "przelecą" wszystkie
zbliznowacenia w organizmie ludzkim osiągając stężenie wystarczające, aby
zniszczyć formę przetrwalnikową.

Nie istnieją takie metody
wzmocnienia odporności, przynajmniej z tych dostępnych dla "nas", żeby
odwrócić równowagę sił.

chyba dla Ciebie. Bo dla mnie owszem, takie metody istnieją, nawet całkiem
sporo ich jest.



Krętki są na antybiotyki na tyle oporne, że sama chemia pomoże co
najwyżej po półrocznym szprycowaniu silnymi dawkami. Jaki to ma wpływ na
zdrowie pacjenta, chyba nie muszę pisać.


A sama borelioza to czym jest - wakacjami nad morzem? To ciężka choroba,
której powikłaniami może być kalectwo lub zgon.


dlatego też nie należy stosować wyłącznie mało skutecznych metod.




Jeżeli nie ma objawów boreliozy późnej to znaczy że infekcje pokonałeś w
jej stadium ostrym, albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, w ogóle się
ona u Ciebie nie rozwinęła.

Nie porównuj się więc w żaden sposób do osób, które przechodzą boreliozę
przewlekła. To zupełnie inna sytuacja.


a czym niby ta sytuacja się różni? Tu mamy krętki w organizmie, które
przenikają wszędzie gdzie się, tu też mamy takie same krętki. Jedyna
różnica jest taka, że moje białe ciałka te krętki potrafiły zniszczyć.




tomek wilicki

Posted: 2 Lip 2008 21:48:54






Piszesz że "u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami" a jako dowód
podajesz "badania statystyczne jasno wykazują, że około 30% populacji
prawdopodobnie miało bezobjawowe zakażenie krętkami boreliozy, czyli są
seropozytywni".

To nie jest, niestety bo liczyłem że dowiem się o ciekawym "odkryciu",
dowód na postawiona przez Ciebie tezę.


nie zrozumiałeś. To powyższe jest dowodem na tezę, że układ odpornościowy w
ogromnej większości przypadków sobie z chorobą radzi bez problemu i bez
antybiotyków. Myślałem, że rozmawiam z inteligentnym człowiekiem, który się
tak oczywistej rzeczy domyśli. Tłumaczenie tego jest po prostu męczące,
sorki.

Dowodem na to, że układ odpornościowy sobie często nie radzi, nawet po
zastosowaniu leków, jest coś takiego jak "zespół poboreliozowy", który
można "zaleczać" bardzo silnymi dawkami antybiotyków, ale który jednak
wraca często po odstawieniu tych leków.


A z wieloma jeszcze rzeczami strzelasz? :(

Jak już sie tak pisze to powinny za treścią stać konkretne dane, i wiedza,
i odpowiedzialność. Ja Ci na tyle wierzyłem, że chwiałem Twoje słowa w
rozmowie z kolega po fachu zacytować :(


w rozmowach z kolegami po fachu radzę cytować MedLine, tam badań jest
ogromna ilość - łącznie z takimi, które dowodzą, że:

1. zespół poboreliozowy daje się leczyć, co więcej - występuje reakcja
Herxheimera
2. ogromna ilość zdiagnozowanych i "leczonych" przypadków boreliozy tak
naprawdę boreliozą nie była

i tak dalej, i tak dalej

Gdzieś tam jest również wypisane, w jakiej ilości przypadków występuje
zespół poboreliozy pomimo zastosowania antybiotyków.

A ogólnie całkiem ciekawie pisze na ten temat niejaki dr Burrascano, są
tłumaczenia jego prac w języku Polskim w internecie, tłumaczenia dra
Michalaka.


Można tutaj opierać się na badaniach, w których boreliozę stwierdza się u
średnio 1% seropozytywnych, ale z drugiej strony, jeśli w klinice
reumatologicznej jest 4krotnie więcej seropozytywnych niż w grupie
kontrolnej, nie uwierzę, że niemal żaden z nich nie ma aktywnego
zakażenia.


Tu też strzelasz? Bo nie wiem czy sie w ogóle odnosić do tego "1%" i "4x
więcej"...

nie strzelam. W badaniach wychodzi, że jest właśnie tylokrotnie większa
ilość seropozytywnych, jednocześnie ci sami badacze faktyczną chorobę
odkrywają u zaledwie 1% pozytywnych.


A wiesz, że każdy typ drobnoustroju ma specyficzne dla siebie czynniki
zjadliwości? W ogromnej większości przypadków, o tym czy zachorujemy
decyduje pospołu (a nawet w przewdze) rodzaj drobnoustroju. Najlepsze
przykłady: wirus HIV, HCV, H5N1, Shigella... to tylko hasła ze stron
codziennej prasy, ale jakże świetne przykłady, że nie wszystko jest
wirusem grypy i nie wszystkie słowa do grypy sie odnoszące pasują do
każdego "bakcyla".


no ale to jest oczywiste. Zwracam tylko uwagę na fakt, że w przypadku każdej
przewlekłej choroby podstawą jest siła systemu odpornościowego, a nie siła
bakcyla. Nawet HIV rozwija się wielokrotnie szybciej u osób osłabionych.
Swego czasu głośna była sprawa stabilizacji stanu "nieuleczalnie" chorych
na AIDS przez niejaką dr Budwig.



Przyznaję, że widziałem kilka takich "uzdrowień". Szkoda jednak, że natura
boreliozy przewlekłej jest na tyle przewlekła, że potrafi podszywac sie
pod inne choroby i odwrotnie. Jeden mężczyzna był seropozytywny, miał
parestezje (drętwienia, pieczenia) kończyn dolnych, trochę niedowładu w
mięśniach łydek. Przeszło po rehabilitacji. Ktoś by krzyknął: EUREKA,
uleczyłem boreliozę masażami! Ale jak sie okazuje, poza przeciwciałami we
krwi ten 55 letni mężczyzna miał chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa, i to
zapewne ona dawała takie objawy.

Nigdy za to nie widziałem żeby komuś cofnęło się powikłanie po boreliozie.
Jakoś nie słyszałem i nie pisze sie w Medline o ludziach, którzy
zrezygnowali ze stymulatora serca, bo już im blok przewodzenia w sercu
przeszedł...

Coś w tym musi być.


ja nie mówię o ustąpieniu skutków choroby. Takie coś nigdy nie przejdzie,
obojętnie ile będziemy wylewać na zdewastowane nerwy antybiotyków czy
witamin.

Ja mówię o zlikwidowaniu samej obecności bakterii. To jest akurat bardzo
proste do osiągnięcia. Dosłownie tydzień temu "wyleczyłem" gościa z silnym
łupieżem łojotokowym, który męczył go od kilku lat. Leczenie zajęło mi
dosłownie kilka dni - zdrowe witaminki i uzupełnienie wypłukanego cocacolą
cynku. Facet oczom nie wierzył, zresztą dalej jest w szoku, opowiada
każdemu o cudzie... heh

Kilka dni i znikła grzybica głowy, która w innych warunkach utrzymywała by
się przez długie lata. Ba, powiem więcej - gdyby zastosować środki
grzybobójcze (np szampon z ketokonazolem), grzybki wróciły by po tygodniu -
i kolejna porcja leków. I jeszcze jedna... i jeszcze...



To jest zupełnie inny szczep. Inny patomechanizm, inne powinowactwo do
tkanek naszego organizmu.


no też nie do końca, tam po prostu "klasyczna" borelioza, ta która daje
powikłania neuro, jest dużo popularniejsza, u nas co prawda jest dużo mniej
popularna, ale również występuje. Za to my mamy dużo więcej
odmian "skórnych".




Poczytaj Medline, najdziesz tam mnóstwo prac potwierdzających Twoją tezę.
Ponadto wysiłek fizyczny i zmiany trybu życia zajmują pierwsze miejsce w
wytycznych przeciwdziałania i leczenia choroby niedokrwiennej serca,
cukrzycy typu 2, zespołu metabolicznego, depresji (szczególnie starczej,
ale także reaktywnej), nadciśnienia tętniczego... a liczba wskazań rośnie
z każdym większym zjazdem towarzystw europejskich.


czekam z ogromnym zniecierpliwieniem na to, aż lekarze zaczną takie
metody "leczenia" stosować - bo póki co, mamy jakąś paranoję. Gość
zalecający zdrowy tryb życia "leczy" każdego, kogo "normalni" lekarze nie
byli w stanie wyleczyć przez długie lata.

Zapewne aby to nastąpiło, musi najpierw dojść do jakiejś większej rewolucji.
Póki co dobro koncernu farmaceutycznego stoi wyżej, niż opinia
lekarza - "oficjalny" lekarz nawet jakby chciał, nie może zastosować
terapii "naturalnych". Prawo mu zabrania.




Mirab

Posted: 3 Lip 2008 13:17:11








Nie, nie dlatego. Dlatego że rumień występujący w boreliozie jest reakcją
miejscową. Inne objawy, objawy ogólne, występują rzadko. W znakomitej
większości poza rumieniem nie ma żadnych innych objawów.

Objawy, które opisałeś, charakterystyczne są dla infekcji uogólnionych.


sorki, moje reakcje alergiczne też wielokrotnie diagnozowano
jako "rumienie".

Jeśli nie ma reakcji ogólnoorganicznych, skąd pomysł, że chory ma boreliozę?
Bo ma czerwoną plamkę? Niemal każdy po ukąszeniu kleszcza ma.


Rumień w boreliozie może i zwykle jest jedynym objawem choroby. Ty sam jesteś
tego najlepszym dowodem. Piszesz, że diagnozowano u Ciebie rumienie
boreliozowe, które Ty sam ignorowałeś. I teraz jesteś seropozytywny. Więc
najprawdopodobniej, któryś z tych rumieni, o których sądziłeś że są
alergiczne, był rzeczywiście rumieniem wędrującym boreliozy. Popełniłeś błąd,
częsty u rutyniarzy. Cieszę się, że nie pojawiły Ci się objawy późne, mam
nadzieję że się nie pojawią nigdy. Nie mniej, musisz przyznać się do błędu, bo
za którymś razem Twoja rutyna naraziła Ciebie na niebezpieczeństwo. Ty
oczekiwałeś tornada, a bakterie wnikając wywołały jedynie mały wiaterek.


Proszę Cię więc gorąco, podaj gdzie dowiedziałeś się, że przyjęcie
antybiotyku pogarsza rokowanie i zwiększa częstość powikłań kleszczowego
zapalenia mózgu. Chcę wiedzieć czy mesz rację, bo sądzę że nie masz.


użyłem mózgu. Istnieje ciąg logiczny, w którym wszystkie elementy się
zazębiają. Wypisałem je wyżej. Znajdź błąd w tym ciągu, albo znajdź element
fałszywy.


Medycyna nie jest nauką ścisłą. Organizm ludzki i zachodzące w nim procesy
najlepiej opisuje teoria układów złożonych (zwana inaczej teorią chaosu).
Podobne wnioskowania jak Twoje przeprowadzano w medycynie wielokrotnie przez
ostatnich kilka wieków. Większość z nich obecnie, dzięki zasadzie, że co nie
dowiedzione nie jest pewne, jest obecnie weryfikowana i odrzucana.

Żeby nie szukać daleko i umożliwić Tobie sprawdzenie własnoręczne o czym
mówię, wpisz sobie w google hasło "koksyby choroba niedokrwienna serca". Są to
leki, o których mówiono że zrewolucjonizują leczenie przeciwzapalne, wyprą
aspirynę i wszystkie jej podobne leki. Któraś wielka medyczna głowa pociągnęła
właśnie taki ciąg myśleniowy jaki Ty zaprezentowałeś powyżej i doszła do
wniosku że są super. Po wprowadzeniu do szerokiego użycia leki te zabiły ponad
1000 osób w USA (na nasze szczęście u nas były bardzo drogie) a wielokrotnie
więcej wylądowało w szpitalu na zawał serca. Okazało się, że ciąg był wielce
logiczny, ale organizm człowieka logiki nie zna i nie rozumie.

Dlatego, jeżeli używasz takich tez, one muszą pochodzić z rzetelnie
sprawdzonego źródła. Jeżeli są to tylko wolne przemyślenia to równie dobrze
mogą być błędne. Liczą sie fakty. Dlatego prosiłem o źródło Twojej wiedzy. Nie
dlatego że jestem wredny :)


Niezastosowanie antybiotyku JEST błędem w sztuce. Innych błedów w tej
materii nie ma. Cóż jest więc ważniejszego od leku, który zabija bakterię?

już kilka razy tłumaczyłem - w przewlekłej boreliozie antybiotyki nie radzą
sobie z bakteriami. Krętki wybierają za siedlisko obszary o spowolnionym
metabolizmie, np blizny, gdzie masowo są przechowywane formy
przetrwalnikowe, które mogą się uaktywnić nawet po roku. Powodzenia w
stosowaniu takich dawek metronidazolu, które "przelecą" wszystkie
zbliznowacenia w organizmie ludzkim osiągając stężenie wystarczające, aby
zniszczyć formę przetrwalnikową.


W BORELIOZIE NIE STOSUJE SIę METRONIDAZOLU. OD LAT.

Bardziej niz do tkanek bliznowatych powinowactwo wykazują do tkanek serca,
stawów, ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego.


Nie istnieją takie metody
wzmocnienia odporności, przynajmniej z tych dostępnych dla "nas", żeby
odwrócić równowagę sił.

chyba dla Ciebie. Bo dla mnie owszem, takie metody istnieją, nawet całkiem
sporo ich jest.


Wymień.

Tylko nie zmyślone z głowy, tylko z realu poproszę.


Krętki są na antybiotyki na tyle oporne, że sama chemia pomoże co
najwyżej po półrocznym szprycowaniu silnymi dawkami. Jaki to ma wpływ na
zdrowie pacjenta, chyba nie muszę pisać.


A sama borelioza to czym jest - wakacjami nad morzem? To ciężka choroba,
której powikłaniami może być kalectwo lub zgon.


dlatego też nie należy stosować wyłącznie mało skutecznych metod.


A cóż jest bardziej skuteczne? Tylko antybiotyk z leczeniem objawowym.


Jeżeli nie ma objawów boreliozy późnej to znaczy że infekcje pokonałeś w
jej stadium ostrym, albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, w ogóle się
ona u Ciebie nie rozwinęła.

Nie porównuj się więc w żaden sposób do osób, które przechodzą boreliozę
przewlekła. To zupełnie inna sytuacja.


a czym niby ta sytuacja się różni? Tu mamy krętki w organizmie, które
przenikają wszędzie gdzie się, tu też mamy takie same krętki. Jedyna
różnica jest taka, że moje białe ciałka te krętki potrafiły zniszczyć.


To jest kolosalna różnica. Jeżeli weźmiesz deskę zawieszoną na kołku z dwoma
ciężarkami na końcu, które sie równoważa, to taki układ może trwać i trwać.
Gdy któryś ciężarek wyraźnie przeważa deska spada w jedną stronę. Czy to są
takie same układy? Czy takie same prawa i zasady sie do nich stosują? Czy
postępowanie w obu przypadkach powinno być jednakowe?

Nie.

Mirab




Mirab

Posted: 3 Lip 2008 14:07:34







Piszesz że "u 30% zakażonych boreliozą układ odpornościowy kompletnie nie
radzi sobie z infekcją, nawet po wspomaganiu antybiotykami" a jako dowód
podajesz "badania statystyczne jasno wykazują, że około 30% populacji
prawdopodobnie miało bezobjawowe zakażenie krętkami boreliozy, czyli są
seropozytywni".

To nie jest, niestety bo liczyłem że dowiem się o ciekawym "odkryciu",
dowód na postawiona przez Ciebie tezę.


nie zrozumiałeś. To powyższe jest dowodem na tezę, że układ odpornościowy w
ogromnej większości przypadków sobie z chorobą radzi bez problemu i bez
antybiotyków. Myślałem, że rozmawiam z inteligentnym człowiekiem, który się
tak oczywistej rzeczy domyśli. Tłumaczenie tego jest po prostu męczące,
sorki.


Tomku, nie złość się, ponieważ ukazałem Ci jedynie, że nie potwierdziłeś
faktów które podałeś. Sam sie zresztą zaraz potem przyznałeś, że zależności,
którymi nasz karmisz, wziąłeś z głowy. I nie sorkuj.

Uspokój sie więc i skończ tą kłótnię o procenty, bo zmyśliłeś i basta.


Dowodem na to, że układ odpornościowy sobie często nie radzi, nawet po
zastosowaniu leków, jest coś takiego jak "zespół poboreliozowy", który
można "zaleczać" bardzo silnymi dawkami antybiotyków, ale który jednak
wraca często po odstawieniu tych leków.


A z wieloma jeszcze rzeczami strzelasz? :(

Jak już sie tak pisze to powinny za treścią stać konkretne dane, i wiedza,
i odpowiedzialność. Ja Ci na tyle wierzyłem, że chwiałem Twoje słowa w
rozmowie z kolega po fachu zacytować :(


w rozmowach z kolegami po fachu radzę cytować MedLine, tam badań jest
ogromna ilość - łącznie z takimi, które dowodzą, że:


Niestety, to konieczne, bo trudno o rzetelne źródła wśród ludzi...

A czy Ty umiesz czytać Medline? Nie wykazałeś sie ni razu tą zdolnością bo
cytujesz tylko siebie... a tak nie należy, chyba że zaczyna sie zdanie od
"Moim zdaniem" albo "Ja sądzę".

Tak należy.


1. zespół poboreliozowy daje się leczyć, co więcej - występuje reakcja
Herxheimera


Czy Ty wiesz o co to jest? Bo w podwątku powyżej pisałeś że krętki żyją w
miejscach, gdzie antybiotyki nie penetrują wystarczająca, a teraz piszesz, że
zachodzi masowe zabijanie bakterii dzięki antybiotykom. Czy nie dostrzegasz
sprzeczności? Sam potwierdzasz że pierwsza teza jest błędna.

2. ogromna ilość zdiagnozowanych i "leczonych" przypadków boreliozy tak
naprawdę boreliozą nie była


Dużo też przypadków boreliozy nie rozpoznano i nie leczono mimo że wystąpiła.

i tak dalej, i tak dalej

Gdzieś tam jest również wypisane, w jakiej ilości przypadków występuje
zespół poboreliozy pomimo zastosowania antybiotyków.

A ogólnie całkiem ciekawie pisze na ten temat niejaki dr Burrascano, są
tłumaczenia jego prac w języku Polskim w internecie, tłumaczenia dra
Michalaka.


Można tutaj opierać się na badaniach, w których boreliozę stwierdza się u
średnio 1% seropozytywnych, ale z drugiej strony, jeśli w klinice
reumatologicznej jest 4krotnie więcej seropozytywnych niż w grupie
kontrolnej, nie uwierzę, że niemal żaden z nich nie ma aktywnego
zakażenia.


Tu też strzelasz? Bo nie wiem czy sie w ogóle odnosić do tego "1%" i "4x
więcej"...

nie strzelam. W badaniach wychodzi, że jest właśnie tylokrotnie większa
ilość seropozytywnych, jednocześnie ci sami badacze faktyczną chorobę
odkrywają u zaledwie 1% pozytywnych.


Dzięki, wierzę że, skoro już nas upewniasz, dane te są prawdziwe.


A wiesz, że każdy typ drobnoustroju ma specyficzne dla siebie czynniki
zjadliwości? W ogromnej większości przypadków, o tym czy zachorujemy
decyduje pospołu (a nawet w przewdze) rodzaj drobnoustroju. Najlepsze
przykłady: wirus HIV, HCV, H5N1, Shigella... to tylko hasła ze stron
codziennej prasy, ale jakże świetne przykłady, że nie wszystko jest
wirusem grypy i nie wszystkie słowa do grypy sie odnoszące pasują do
każdego "bakcyla".


no ale to jest oczywiste. Zwracam tylko uwagę na fakt, że w przypadku każdej
przewlekłej choroby podstawą jest siła systemu odpornościowego, a nie siła
bakcyla. Nawet HIV rozwija się wielokrotnie szybciej u osób osłabionych.
Swego czasu głośna była sprawa stabilizacji stanu "nieuleczalnie" chorych
na AIDS przez niejaką dr Budwig.



Przyznaję, że widziałem kilka takich "uzdrowień". Szkoda jednak, że natura
boreliozy przewlekłej jest na tyle przewlekła, że potrafi podszywac sie
pod inne choroby i odwrotnie. Jeden mężczyzna był seropozytywny, miał
parestezje (drętwienia, pieczenia) kończyn dolnych, trochę niedowładu w
mięśniach łydek. Przeszło po rehabilitacji. Ktoś by krzyknął: EUREKA,
uleczyłem boreliozę masażami! Ale jak sie okazuje, poza przeciwciałami we
krwi ten 55 letni mężczyzna miał chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa, i to
zapewne ona dawała takie objawy.

Nigdy za to nie widziałem żeby komuś cofnęło się powikłanie po boreliozie.
Jakoś nie słyszałem i nie pisze sie w Medline o ludziach, którzy
zrezygnowali ze stymulatora serca, bo już im blok przewodzenia w sercu
przeszedł...

Coś w tym musi być.


ja nie mówię o ustąpieniu skutków choroby. Takie coś nigdy nie przejdzie,
obojętnie ile będziemy wylewać na zdewastowane nerwy antybiotyków czy
witamin.

Ja mówię o zlikwidowaniu samej obecności bakterii. To jest akurat bardzo
proste do osiągnięcia. Dosłownie tydzień temu "wyleczyłem" gościa z silnym
łupieżem łojotokowym, który męczył go od kilku lat. Leczenie zajęło mi
dosłownie kilka dni - zdrowe witaminki i uzupełnienie wypłukanego cocacolą
cynku. Facet oczom nie wierzył, zresztą dalej jest w szoku, opowiada
każdemu o cudzie... heh


Człowieku, to się, niestety, nijak ma się do boreliozy.


Kilka dni i znikła grzybica głowy, która w innych warunkach utrzymywała by
się przez długie lata. Ba, powiem więcej - gdyby zastosować środki
grzybobójcze (np szampon z ketokonazolem), grzybki wróciły by po tygodniu -
i kolejna porcja leków. I jeszcze jedna... i jeszcze...



To jest zupełnie inny szczep. Inny patomechanizm, inne powinowactwo do
tkanek naszego organizmu.


no też nie do końca, tam po prostu "klasyczna" borelioza, ta która daje
powikłania neuro, jest dużo popularniejsza, u nas co prawda jest dużo mniej
popularna, ale również występuje. Za to my mamy dużo więcej
odmian "skórnych".
Poczytaj Medline, najdziesz tam mnóstwo prac potwierdzających Twoją tezę.
Ponadto wysiłek fizyczny i zmiany trybu życia zajmują pierwsze miejsce w
wytycznych przeciwdziałania i leczenia choroby niedokrwiennej serca,
cukrzycy typu 2, zespołu metabolicznego, depresji (szczególnie starczej,
ale także reaktywnej), nadciśnienia tętniczego... a liczba wskazań rośnie
z każdym większym zjazdem towarzystw europejskich.


czekam z ogromnym zniecierpliwieniem na to, aż lekarze zaczną takie
metody "leczenia" stosować - bo póki co, mamy jakąś paranoję. Gość
zalecający zdrowy tryb życia "leczy" każdego, kogo "normalni" lekarze nie
byli w stanie wyleczyć przez długie lata.

Zapewne aby to nastąpiło, musi najpierw dojść do jakiejś większej rewolucji.
Póki co dobro koncernu farmaceutycznego stoi wyżej, niż opinia
lekarza - "oficjalny" lekarz nawet jakby chciał, nie może zastosować
terapii "naturalnych". Prawo mu zabrania.


Widzisz, na samym początku wytycznych postępowania wielu towarzystw medycznych
jest rozdział poświęcony leczeniu niefarmakologicznemu. A dlaczego, niestety,
o leczeniu naturalnym mówi się niewiele w świecie medycznym? Dlatego, że
osoby, które lansują to leczenie zadowalają się opowiadaniem o jednym swoich
"osiągnięciach" zamiast wziąć sie porządnie do roboty, przygotować badanie na
grupie chorych, zrobić to zgodnie z zasadami nauki. Wtedy wyniki byłyby
niezaprzeczalne i nikt by się nie zastanawiał. Tak zrobiono z wysiłkiem i
dietą w zapobieganiu cukrzycy typu 2, chorobom serca i udarom mózgu. Skoro
jedni mogli to dlaczego drudzy nie mogą...

A tak przychodzi do mnie pacjent, który mi zaufał, i prosi o pomoc. Mam na nim
eksperymentować? On ma tylko jedno życie i jedno zdrowie. Zalecam mu takie
leczenie, o którym wiem że zostało sprawdzone jako skuteczne. Gdyby były
badania mówiące że inne postepowanie jest skuteczniejsze, albo równie
skuteczne ale lepiej tolerowane, to żaden koncern farmaceutyczny nie
powstrzymałby mnie przed jego zastosowaniem. Obecnie niestety nie mam wyboru.

Mirab





tomek wilicki

Posted: 3 Lip 2008 16:38:45






Rumień w boreliozie może i zwykle jest jedynym objawem choroby. Ty sam
jesteś tego najlepszym dowodem. Piszesz, że diagnozowano u Ciebie rumienie
boreliozowe, które Ty sam ignorowałeś. I teraz jesteś seropozytywny.

niezupełnie tak. Po prostu wg niektórych "specjalistów" od boreliozy, każda
plamka po ukąszeniu kleszcza to rumień. Żaden z tych "moich" nie był typowo
boreliozowy, czyli nie trwał dłużej niż kilka dni, nie wywołał reakcji
ogólnej.

Więc
najprawdopodobniej, któryś z tych rumieni, o których sądziłeś że są
alergiczne, był rzeczywiście rumieniem wędrującym boreliozy. Popełniłeś
błąd, częsty u rutyniarzy. Cieszę się, że nie pojawiły Ci się objawy
późne, mam nadzieję że się nie pojawią nigdy. Nie mniej, musisz przyznać
się do błędu, bo za którymś razem Twoja rutyna naraziła Ciebie na
niebezpieczeństwo. Ty oczekiwałeś tornada, a bakterie wnikając wywołały
jedynie mały wiaterek.


nie dogadamy się. Zresztą nie ma chyba potrzeby, zagadnienie mało wnoszące
do tematu. Już ciekawsze jest to, że w sporej ilości przypadków rumień w
ogóle nie występuje, pomimo tego że choroba rozwija się w najlepsze.




Medycyna nie jest nauką ścisłą. Organizm ludzki i zachodzące w nim procesy
najlepiej opisuje teoria układów złożonych (zwana inaczej teorią chaosu).
Podobne wnioskowania jak Twoje przeprowadzano w medycynie wielokrotnie
przez ostatnich kilka wieków. Większość z nich obecnie, dzięki zasadzie,
że co nie dowiedzione nie jest pewne, jest obecnie weryfikowana i
odrzucana.


czekaj czekaj, logika to nauka - że tak powiem - niewzruszona, niczym
matematyka. Są co prawda wyjątki, ale to już na poziomie wyższej filozofii
i nie ma tu za bardzo co wnikać.

Przedstawiam jeszcze raz ciąg przyczynowo - skutkowy plus aksjomaty tego
ciągu:

1. Każde użycie antybiotyku osłabia obronę przed wirusami
2. Każde osłabienie obrony przed wirusami sprawia, że wszystkie choroby
wirusowe są przechodzone ciężej
3. Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba wirusowa
4. Cięższe przejście kleszczowego zapalenia mózgu sprawia, że trwałe
powikłania są bardziej prawdopodobne.

W którym punkcie może tu wystąpić coś nieoczekiwanego? Ja widzę w jednym,
jedynym - że silny układ obronny teoretycznie w niektórych chorobach
sprawia, że te choroby są przechodzone ciężej - białe ciałka krwi zamiast
zwalczać tylko wirusa, zwalczają też przyległe komórki, "sitując" dany
organ. W przypadku kleszczowego zapalenia mózgu tak nie jest, z tego co
wiem - a wiem o tej chorobie całkiem sporo.

Żeby nie szukać daleko i umożliwić Tobie sprawdzenie własnoręczne o czym
mówię, wpisz sobie w google hasło "koksyby choroba niedokrwienna serca".
Są to leki, o których mówiono że zrewolucjonizują leczenie przeciwzapalne,
wyprą aspirynę i wszystkie jej podobne leki. Któraś wielka medyczna głowa
pociągnęła właśnie taki ciąg myśleniowy jaki Ty zaprezentowałeś powyżej i
doszła do wniosku że są super. Po wprowadzeniu do szerokiego użycia leki
te zabiły ponad 1000 osób w USA (na nasze szczęście u nas były bardzo
drogie) a wielokrotnie więcej wylądowało w szpitalu na zawał serca.
Okazało się, że ciąg był wielce logiczny, ale organizm człowieka logiki
nie zna i nie rozumie.


ależ to jest całkiem co innego. Leki okazały się doskonałe, faktycznie
zrewolucjonizowały leczenie stanów zapalnych. Problem w tym, że OPRÓCZ tego
miały skutki uboczne.

To coś jak z podawaniem antybiotyków po ukąszeniu kleszcza. Logika mówi, że
powinny pomóc, ALE - jeśli uwzględni się skutki uboczne antybiotyku, już
nie jest tak wesoło.

Dlatego, jeżeli używasz takich tez, one muszą pochodzić z rzetelnie
sprawdzonego źródła. Jeżeli są to tylko wolne przemyślenia to równie
dobrze mogą być błędne. Liczą sie fakty. Dlatego prosiłem o źródło Twojej
wiedzy. Nie dlatego że jestem wredny :)


ja rozumiem, ale serio uważam, że nikt nigdy takiego badania nie zrobił, bo
nie ma za bardzo po co.

Ok, specjalnie dla Ciebie:

Although the TBE virus cannot be eradicated from the body, it can be
inactivated.[citation needed] It can also be activated.[citation needed]
Unfortunately, certain antibiotics activate the TBE virus while others have
no effect. This is important because the TBE virus may be a coinfection
with a Borrelia Burgdorferi infection, Lyme disease, which needs treatment
with antibiotics.[citation needed] The Russians studied this matter for
years and their findings were as follows: gentamicin exerts no activating
effect while streptomycin and ten other antibiotics activate the virus
[citation needed] They also found that some herbs inactivated the TBE virus
almost completely in mice, as follows: ledum, motherwort and blackcurrant
[citation needed]
z: http://www.answers.com/topic/tick-borne-encephalitis-virus?cat=health




W BORELIOZIE NIE STOSUJE SIę METRONIDAZOLU. OD LAT.


no chyba sobie kpisz. Od ilu lat? Gdzie się nie stosuje, w klinice w Koziej
Wólce? Sorki, bez metronidazolu to "sobie możesz" leczyć późną boreliozę.
Długo i radośnie.

Krętki występują w 3 głównych postaciach - z błoną, bez błony, w formie
przetrwalnikowej. W pierwszej są wrażliwe m.in. na penicyliny, w drugiej na
tetracykliny, za to w trzeciej - już tylko metronidazol i jego pochodne.

Od wielu, wielu lat wiadomo, że bez pochodnych metronidazolu leczenie
przewlekłej boreliozy mija się z celem, bo form przetrwalnikowych jest w
organizmie multum, co więcej, bakteria wykazuje tendencje do przechodzenia
w nie w obecności antybiotyku.

Bardziej niz do tkanek bliznowatych powinowactwo wykazują do tkanek serca,
stawów, ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego.


to TEŻ, ale w tych narządach akurat stosunkowo łatwo osiągnąć odpowiednie
stężenie antybiotyku czy środków niszczących stadium przetrwalnikowe.




Wymień.

Tylko nie zmyślone z głowy, tylko z realu poproszę.


dostarczyć organizmowi wszystkie składniki odżywcze, których potrzebuje

wywalić z diety wszystkie, które obciążają

zapewnić optymalne warunki dla samopoczucia pacjenta

Tutaj też odsyłam do dra Burrascano, który w boreliozie stosuje między
innymi zastrzyki z B12, zastrzyki z magnezu (!), caaaały zestaw witamin,
zalecenia wysypiania się, gimnastykę, opalanie się, silne dawki omega 3.

Ze swojej strony dodam, że wg lekarzy ci wszyscy ludzie, których z
przewlekłych nerwic wyciągnąłem zwykłą zmianą diety na zdrowszą, nie mieli
żadnych niedoborów.


dlatego też nie należy stosować wyłącznie mało skutecznych metod.


A cóż jest bardziej skuteczne? Tylko antybiotyk z leczeniem objawowym.


ok, nikomu nie można wierzyć na słowo. Prędzej czy później zetkniesz się z
przypadkiem alergicznym na antybiotyki, bądź takim z np grzybicą, gdzie
antybiotyków stosować nie wolno.

Odeślij go do mnie, zobaczysz na własne oczy, uwierzysz.



a czym niby ta sytuacja się różni? Tu mamy krętki w organizmie, które
przenikają wszędzie gdzie się, tu też mamy takie same krętki. Jedyna
różnica jest taka, że moje białe ciałka te krętki potrafiły zniszczyć.


To jest kolosalna różnica. Jeżeli weźmiesz deskę zawieszoną na kołku z
dwoma ciężarkami na końcu, które sie równoważa, to taki układ może trwać i
trwać. Gdy któryś ciężarek wyraźnie przeważa deska spada w jedną stronę.
Czy to są takie same układy? Czy takie same prawa i zasady sie do nich
stosują? Czy postępowanie w obu przypadkach powinno być jednakowe?


no przykład niezupełnie trafiony, w zasadzie całkowicie błędny. Sorki,
jedyna różnica między późną a ostrą boreliozą jest taka, że w
stadium "ostrym" krętków jest więcej, zaś w "późnym" więcej jest form
przetrwalnikowych rozsianych po całym ciele, oraz krętki te są często
obecne w dużych ilościach w miejscach, gdzie jest niski metabolizm (te dwa
czynniki są przyczyną tak niskiej skuteczności antybiotyków, zwłaszcza gdy
ktoś pomija metronidazol bądź jego pochodne). I w jednym i w drugim
przypadku krętki są obecne w tych samych rejonach - mózgu, stawach, sercu.

Są zapewne też inne różnice, takie jak np podoooobno, teoretycznie krętki
wywołują jakąś swoistą immunosupresję - nikt tego nie potwierdził, ale
ponoć po latach tak jest. Podobno, teoretyczne ich długotrwała obecność
może też powodować jakieś schorzenia autoimmunologiczne - znowu bez
potwierdzenia.




tomek wilicki

Posted: 3 Lip 2008 17:02:15





nie zrozumiałeś. To powyższe jest dowodem na tezę, że układ odpornościowy
w ogromnej większości przypadków sobie z chorobą radzi bez problemu i bez
antybiotyków. Myślałem, że rozmawiam z inteligentnym człowiekiem, który
się tak oczywistej rzeczy domyśli. Tłumaczenie tego jest po prostu
męczące, sorki.


Tomku, nie złość się, ponieważ ukazałem Ci jedynie, że nie potwierdziłeś
faktów które podałeś. Sam sie zresztą zaraz potem przyznałeś, że
zależności, którymi nasz karmisz, wziąłeś z głowy. I nie sorkuj.

Uspokój sie więc i skończ tą kłótnię o procenty, bo zmyśliłeś i basta.


nie tyle pomyliłem, co zrobiłem błąd zastosowania przenośni tam, gdzie nie
powinienem. Jasne, moja wina, ale fakt że w zdaniu wyżej to Ty zrobiłeś z
kolei błąd.

Procenty nie są oczywiście takie jak podałem, ale zasada jest dalej w mocy.




Niestety, to konieczne, bo trudno o rzetelne źródła wśród ludzi...


no, np można się dowiedzieć, że nie stosuje się w leczeniu metronidazolu.
Wybaczę tylko pod warunkiem sprostowania, że nie stosuje się metronidazolu,
za to stosuje jego pochodne. W przeciwnym wypadku uznam, że podałeś
informację błędną.

A czy Ty umiesz czytać Medline? Nie wykazałeś sie ni razu tą zdolnością bo
cytujesz tylko siebie... a tak nie należy, chyba że zaczyna sie zdanie od
"Moim zdaniem" albo "Ja sądzę".

Tak należy.


hmm, jesteśmy w sieci, dwóch niby anonimowych ludzi - ja co prawda podpisuję
się imieniem i nazwiskiem, ale mogą być równie dobrze zmyślone. Jest
niejako ogólnym założeniem całej dyskusji, że wszystko rozgrywa się w
sferze "być może" i "moim zdaniem".

Jeśli kiedyś będę pisał jakąś solidną pracę o boreliozie, z pewnością będą
odpowiednie cytaty. A na potrzeby "internetowego gadania" po prostu nie
chce mi się przez parę godzin grzebać w MedLine, wolę bazować na tym, co
zapamiętałem gdy poświęciłem te godziny rok temu.


1. zespół poboreliozowy daje się leczyć, co więcej - występuje reakcja
Herxheimera


Czy Ty wiesz o co to jest? Bo w podwątku powyżej pisałeś że krętki żyją w
miejscach, gdzie antybiotyki nie penetrują wystarczająca, a teraz piszesz,
że zachodzi masowe zabijanie bakterii dzięki antybiotykom. Czy nie
dostrzegasz sprzeczności? Sam potwierdzasz że pierwsza teza jest błędna.


nie łapiesz. Moja wina, bo nie napisałem dokładnie, w JAKICH WARUNKACH
wystąpi reakcja herxheimera. Otóż ten zespół poboreliozowy leczy się
zestawami np 800 mg doksycykliny DZIENNIE, do tego amoksycyklina - w
podobnych dawkach, do tego DODATKOWO, nie zamiast, metronidazol - w
ilościach np 500 mg, co 3 dzień, czasem co 2 tygodnie.

Są badania które dowodzą, że takie mieszanki powodują wyraźne, trwałe
zmniejszenie objawów zespołu poboreliozowego oraz zmniejszają
seropozytywność.

2. ogromna ilość zdiagnozowanych i "leczonych" przypadków boreliozy tak
naprawdę boreliozą nie była

Dużo też przypadków boreliozy nie rozpoznano i nie leczono mimo że
wystąpiła.


i to też potwierdzają badania, te które cytowałem wcześniej, o przypadkach
seropozytywności wśród klientów odpowiednich klinik.




ja nie mówię o ustąpieniu skutków choroby. Takie coś nigdy nie przejdzie,
obojętnie ile będziemy wylewać na zdewastowane nerwy antybiotyków czy
witamin.

Ja mówię o zlikwidowaniu samej obecności bakterii. To jest akurat bardzo
proste do osiągnięcia. Dosłownie tydzień temu "wyleczyłem" gościa z
silnym łupieżem łojotokowym, który męczył go od kilku lat. Leczenie
zajęło mi dosłownie kilka dni - zdrowe witaminki i uzupełnienie
wypłukanego cocacolą cynku. Facet oczom nie wierzył, zresztą dalej jest w
szoku, opowiada każdemu o cudzie... heh


Człowieku, to się, niestety, nijak ma się do boreliozy.


cóż tu jest niestety albo stety?

Z jednej strony mamy przewlekłą, trwającą latami grzybicę skóry głowy,
której nijak nie dało się wyleczyć.

Z drugiej - przewlekłą, trwającą latami infekcję krętkami, również nijak nie
dającą się wyleczyć.

W pierwszym wypadku potrzebowałem kilku DNI, aby całkowicie zlikwidować
problem. Ile zajęłoby "leczenie" drugiego przypadku - nie mam pojęcia, ale
jak pisałem - jeśli spotkasz kogoś, kto ma przewlekłą borelkę a z jakiś
powodów nie może zażywać antybiotyków, odeślij do mnie. Zobaczysz, potem
porozmawiamy.




Widzisz, na samym początku wytycznych postępowania wielu towarzystw
medycznych jest rozdział poświęcony leczeniu niefarmakologicznemu. A
dlaczego, niestety, o leczeniu naturalnym mówi się niewiele w świecie
medycznym? Dlatego, że osoby, które lansują to leczenie zadowalają się
opowiadaniem o jednym swoich "osiągnięciach" zamiast wziąć sie porządnie
do roboty, przygotować badanie na grupie chorych, zrobić to zgodnie z
zasadami nauki. Wtedy wyniki byłyby niezaprzeczalne i nikt by się nie
zastanawiał. Tak zrobiono z wysiłkiem i dietą w zapobieganiu cukrzycy typu
2, chorobom serca i udarom mózgu. Skoro jedni mogli to dlaczego drudzy nie
mogą...


widzisz, jest tu jeden "mały" problem, problemik w zasadzie. Załóżmy, że
chcę przeprowadzić powtórne badania nad skutecznością tzw terapii Gersona w
leczeniu raka. Poprzednie badania wykazały, że jest 6 krotnie
skuteczniejsza od "oficjalnych" metod. "Problemik" polega na tym, że takie
badania byłyby... nielegalne. Każdy, kto spróbuje takie coś zrobić, trafi
natychmiast do więzienia.

Sytuacja opisana wyżej dotyczy USA, ale u nas też nie jest wesoło. Parę
miesięcy temu jedna nasza klinika próbowała dostać zgodę i kasę na badania
dotyczące wpływu diety niskowęglowodanowej na choroby nowotworowe. Po
kilku "dziwnych" decyzjach wszystko zostało zablokowane. Pisano o tym nawet
na tej grupie.

Bardzo, bardzo chętnie przeprowadzę badania dotyczące np wpływu terapii dr
Budwig na procesy nowotworowe. Problem w tym, że nikt mi nie da pozwolenia
na takie działanie. A nawet jeśli - nikt nie da na to kasy. Kasa z tego co
wiem jest gruba, porządne badania kosztują kilkaset tysięcy US$. Gdyby to
było takie proste, ktoś już sprawdziłby skuteczność kwasu dichlorooctowego.
W testach na myszach leczy on WSZYSTKIE rodzaje nowotworu, podobnie w
testach na hodowlach tkankowych. Wiadomo to już od paru lat. Na
przeprowadzenie badań jakoś się nie zanosi. Dlaczego? Bo kwasu
dichlorooctowego nie da się opatentować. Jego masowe wprowadzenie
oznaczałoby bankructwo baaaardzo wielu osób związanych z medycyną.
Uratowano by miliony ludzi, ale po co - lepiej na nich zarabiać niż
ratować.

I dlatego też nie dostałbym pozwolenia na podjęcie eksperymentalnego
leczenia chorych na przewlekłą boreliozę, u których nie zadziałały
antybiotyki bądź którzy antybiotyków nie mogą przyjmować. Sprzedaż
antybiotyków to zbyt dobry interes, aby ludzie "na górze" mieli w ogóle
dopuścić badania które mogą podważyć zasadność ich podawania.

Aha, cukrzyca typu 2 może być leczona dietą. Nie tylko zapobiega się, ale i
leczy. Przypadków "cudownego" uzdrowienia mamy tysiące. Nawet cukrzyca typu
1 pod wpływem odpowiedniej diety staje się wielokrotnie mniej uciążliwa,
chorzy przyjmują średnio 50% mniej leków.

Nie słyszałem, aby gdzieś głośniej mówiło się o tej diecie (wegańska dieta
wysokobłonnikowa). Za to zaleca się... mleko. To trochę tak, jakby próbować
leczyć raka płuc paleniem papierosów.

A tak przychodzi do mnie pacjent, który mi zaufał, i prosi o pomoc. Mam na
nim eksperymentować? On ma tylko jedno życie i jedno zdrowie. Zalecam mu
takie leczenie, o którym wiem że zostało sprawdzone jako skuteczne. Gdyby
były badania mówiące że inne postepowanie jest skuteczniejsze, albo równie
skuteczne ale lepiej tolerowane, to żaden koncern farmaceutyczny nie
powstrzymałby mnie przed jego zastosowaniem. Obecnie niestety nie mam
wyboru.

błędne koło. Nie stosujesz metod naturalnych, bo badań nie ma. Badań nie ma,
bo nikomu nie opłaca się ich robić. No cóż, zaufaj chociaż w tym, że
wzmocnienie naturalnej odporności nie zaszkodzi. Stosuj to OPRÓCZ
klasycznych środków.

Żeby się z tego błędnego koła wyrwać, wystarczy drobna zmiana prawa -
starczy, aby koncerny zaczęły zarabiać tylko wtedy, gdy pacjent jest
zdrowy, gdy zachoruje - z własnej kieszeni muszą go wyleczyć.

Gwarantuję, że w ciągu paru lat badań znalazłoby się kilka tysięcy, a
średnia życia skoczyła by o co najmniej 10 lat.




Mirab

Posted: 3 Lip 2008 20:30:03







Rumień w boreliozie może i zwykle jest jedynym objawem choroby. Ty sam
jesteś tego najlepszym dowodem. Piszesz, że diagnozowano u Ciebie rumienie
boreliozowe, które Ty sam ignorowałeś. I teraz jesteś seropozytywny.

niezupełnie tak. Po prostu wg niektórych "specjalistów" od boreliozy, każda
plamka po ukąszeniu kleszcza to rumień. Żaden z tych "moich" nie był typowo
boreliozowy, czyli nie trwał dłużej niż kilka dni, nie wywołał reakcji
ogólnej.

Więc
najprawdopodobniej, któryś z tych rumieni, o których sądziłeś że są
alergiczne, był rzeczywiście rumieniem wędrującym boreliozy. Popełniłeś
błąd, częsty u rutyniarzy. Cieszę się, że nie pojawiły Ci się objawy
późne, mam nadzieję że się nie pojawią nigdy. Nie mniej, musisz przyznać
się do błędu, bo za którymś razem Twoja rutyna naraziła Ciebie na
niebezpieczeństwo. Ty oczekiwałeś tornada, a bakterie wnikając wywołały
jedynie mały wiaterek.


nie dogadamy się. Zresztą nie ma chyba potrzeby, zagadnienie mało wnoszące
do tematu. Już ciekawsze jest to, że w sporej ilości przypadków rumień w
ogóle nie występuje, pomimo tego że choroba rozwija się w najlepsze.


Twoje zdroowie i zdrowie innych ludzi jest dla mnie ważne. Dlatego
przestrzegam wszystkich przed popełnieniem takiego samego błędu. W
podejrzanych sytuacjach lepiej posłuchać się człowieka z dyplomem.


Medycyna nie jest nauką ścisłą. Organizm ludzki i zachodzące w nim procesy
najlepiej opisuje teoria układów złożonych (zwana inaczej teorią chaosu).
Podobne wnioskowania jak Twoje przeprowadzano w medycynie wielokrotnie
przez ostatnich kilka wieków. Większość z nich obecnie, dzięki zasadzie,
że co nie dowiedzione nie jest pewne, jest obecnie weryfikowana i
odrzucana.


czekaj czekaj, logika to nauka - że tak powiem - niewzruszona, niczym
matematyka. Są co prawda wyjątki, ale to już na poziomie wyższej filozofii
i nie ma tu za bardzo co wnikać.

Przedstawiam jeszcze raz ciąg przyczynowo - skutkowy plus aksjomaty tego
ciągu:

1. Każde użycie antybiotyku osłabia obronę przed wirusami
2. Każde osłabienie obrony przed wirusami sprawia, że wszystkie choroby
wirusowe są przechodzone ciężej
3. Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba wirusowa
4. Cięższe przejście kleszczowego zapalenia mózgu sprawia, że trwałe
powikłania są bardziej prawdopodobne.

W którym punkcie może tu wystąpić coś nieoczekiwanego?


W każdym :D

Nie przeczytałeś historii koksybów. Ok, rozumiem.

Jeżeli nie udowodniono tej tezy, to dyskusja jest czysto akademicka. Niestety.


Ja widzę w jednym,
jedynym - że silny układ obronny teoretycznie w niektórych chorobach
sprawia, że te choroby są przechodzone ciężej - białe ciałka krwi zamiast
zwalczać tylko wirusa, zwalczają też przyległe komórki, "sitując" dany
organ. W przypadku kleszczowego zapalenia mózgu tak nie jest, z tego co
wiem - a wiem o tej chorobie całkiem sporo.


A tak szczerze, to skoro nikt tego nie sprawdzał to skąd wiesz że tak nie
jest? To tylko pytanie retoryczne ale z pewnym celem. Na końcu posta napiszę
jakim.


Żeby nie szukać daleko i umożliwić Tobie sprawdzenie własnoręczne o czym
mówię, wpisz sobie w google hasło "koksyby choroba niedokrwienna serca".
Są to leki, o których mówiono że zrewolucjonizują leczenie przeciwzapalne,
wyprą aspirynę i wszystkie jej podobne leki. Któraś wielka medyczna głowa
pociągnęła właśnie taki ciąg myśleniowy jaki Ty zaprezentowałeś powyżej i
doszła do wniosku że są super. Po wprowadzeniu do szerokiego użycia leki
te zabiły ponad 1000 osób w USA (na nasze szczęście u nas były bardzo
drogie) a wielokrotnie więcej wylądowało w szpitalu na zawał serca.
Okazało się, że ciąg był wielce logiczny, ale organizm człowieka logiki
nie zna i nie rozumie.


ależ to jest całkiem co innego. Leki okazały się doskonałe, faktycznie
zrewolucjonizowały leczenie stanów zapalnych. Problem w tym, że OPRÓCZ tego
miały skutki uboczne.


A gdzież coś innego - to ta sama sytuacja. I tu i tam ciąg
przyczynowo-skutkowy okazał się zawodny. Natura wygrała.


To coś jak z podawaniem antybiotyków po ukąszeniu kleszcza. Logika mówi, że
powinny pomóc, ALE - jeśli uwzględni się skutki uboczne antybiotyku, już
nie jest tak wesoło.

Dlatego, jeżeli używasz takich tez, one muszą pochodzić z rzetelnie
sprawdzonego źródła. Jeżeli są to tylko wolne przemyślenia to równie
dobrze mogą być błędne. Liczą sie fakty. Dlatego prosiłem o źródło Twojej
wiedzy. Nie dlatego że jestem wredny :)


ja rozumiem, ale serio uważam, że nikt nigdy takiego badania nie zrobił, bo
nie ma za bardzo po co.


Udowodnienie tak rewolucyjnej tezy, tezy która może zapalić czerwone światło w
głowie każdego lekarza? I nie ma po co...


Ok, specjalnie dla Ciebie:

Although the TBE virus cannot be eradicated from the body, it can be
inactivated.[citation needed] It can also be activated.[citation needed]
Unfortunately, certain antibiotics activate the TBE virus while others have
no effect. This is important because the TBE virus may be a coinfection
with a Borrelia Burgdorferi infection, Lyme disease, which needs treatment
with antibiotics.[citation needed] The Russians studied this matter for
years and their findings were as follows: gentamicin exerts no activating
effect while streptomycin and ten other antibiotics activate the virus
[citation needed] They also found that some herbs inactivated the TBE virus
almost completely in mice, as follows: ledum, motherwort and blackcurrant
[citation needed]
z: http://www.answers.com/topic/tick-borne-encephalitis-virus?cat=health


Tym bardziej ciekawy temat... jeden antybiotyk aktywuje wirusa, drugi nie
wykazuje takiego działania. Sam pokopię w tym temacie bo wydaje mi sie ciekawy.


W BORELIOZIE NIE STOSUJE SIę METRONIDAZOLU. OD LAT.


no chyba sobie kpisz. Od ilu lat? Gdzie się nie stosuje, w klinice w Koziej
Wólce? Sorki, bez metronidazolu to "sobie możesz" leczyć późną boreliozę.
Długo i radośnie.


Nie w Wólce czy Siulce, tylko w stolicy. Metronidazolu nie zaleca się od kilku
lat. Znakomita większość chorych świetnie ma się na doksycyklinie lub
ceftriaksonie.

Już wiem skąd u Ciebie taki awers do antybiotyków, po metronidazolu. Nie martw
się, na szczęście mamy skuteczniejsze preparaty.


Krętki występują w 3 głównych postaciach - z błoną, bez błony, w formie
przetrwalnikowej. W pierwszej są wrażliwe m.in. na penicyliny, w drugiej na
tetracykliny, za to w trzeciej - już tylko metronidazol i jego pochodne.

Od wielu, wielu lat wiadomo, że bez pochodnych metronidazolu leczenie
przewlekłej boreliozy mija się z celem, bo form przetrwalnikowych jest w
organizmie multum, co więcej, bakteria wykazuje tendencje do przechodzenia
w nie w obecności antybiotyku.

Bardziej niz do tkanek bliznowatych powinowactwo wykazują do tkanek serca,
stawów, ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego.


to TEŻ, ale w tych narządach akurat stosunkowo łatwo osiągnąć odpowiednie
stężenie antybiotyku czy środków niszczących stadium przetrwalnikowe.




Wymień.

Tylko nie zmyślone z głowy, tylko z realu poproszę.


dostarczyć organizmowi wszystkie składniki odżywcze, których potrzebuje

wywalić z diety wszystkie, które obciążają

zapewnić optymalne warunki dla samopoczucia pacjenta

Tutaj też odsyłam do dra Burrascano, który w boreliozie stosuje między
innymi zastrzyki z B12, zastrzyki z magnezu (!), caaaały zestaw witamin,
zalecenia wysypiania się, gimnastykę, opalanie się, silne dawki omega 3.


Sprawdzę, dziękuję.


Ze swojej strony dodam, że wg lekarzy ci wszyscy ludzie, których z
przewlekłych nerwic wyciągnąłem zwykłą zmianą diety na zdrowszą, nie mieli
żadnych niedoborów.


dlatego też nie należy stosować wyłącznie mało skutecznych metod.


A cóż jest bardziej skuteczne? Tylko antybiotyk z leczeniem objawowym.


ok, nikomu nie można wierzyć na słowo. Prędzej czy później zetkniesz się z
przypadkiem alergicznym na antybiotyki, bądź takim z np grzybicą, gdzie
antybiotyków stosować nie wolno.

Odeślij go do mnie, zobaczysz na własne oczy, uwierzysz.


Jeżeli będziesz jeszcze na grupie odezwę sie na pewno.


a czym niby ta sytuacja się różni? Tu mamy krętki w organizmie, które
przenikają wszędzie gdzie się, tu też mamy takie same krętki. Jedyna
różnica jest taka, że moje białe ciałka te krętki potrafiły zniszczyć.


To jest kolosalna różnica. Jeżeli weźmiesz deskę zawieszoną na kołku z
dwoma ciężarkami na końcu, które sie równoważa, to taki układ może trwać i
trwać. Gdy któryś ciężarek wyraźnie przeważa deska spada w jedną stronę.
Czy to są takie same układy? Czy takie same prawa i zasady sie do nich
stosują? Czy postępowanie w obu przypadkach powinno być jednakowe?


no przykład niezupełnie trafiony, w zasadzie całkowicie błędny. Sorki,
jedyna różnica między późną a ostrą boreliozą jest taka, że w
stadium "ostrym" krętków jest więcej, zaś w "późnym" więcej jest form
przetrwalnikowych rozsianych po całym ciele, oraz krętki te są często
obecne w dużych ilościach w miejscach, gdzie jest niski metabolizm (te dwa
czynniki są przyczyną tak niskiej skuteczności antybiotyków, zwłaszcza gdy
ktoś pomija metronidazol bądź jego pochodne). I w jednym i w drugim
przypadku krętki są obecne w tych samych rejonach - mózgu, stawach, sercu.

Są zapewne też inne różnice, takie jak np podoooobno, teoretycznie krętki
wywołują jakąś swoistą immunosupresję - nikt tego nie potwierdził, ale
ponoć po latach tak jest. Podobno, teoretyczne ich długotrwała obecność
może też powodować jakieś schorzenia autoimmunologiczne - znowu bez
potwierdzenia.



Tomku, wyjeżdżam jutro na upragniony urlop. A że lubię żagle następny post
napiszę do Ciebie dopiero za kilka tygodni.

Stąd życzę Ci na wakacje dużo zdrowia i spokoju ducha. I mam prośbę. Ponieważ
nie jesteś lekarzem, a masz wiedzę i jej używasz, dostrzegaj zawsze gdzie jest
granica. Bo jest taka granica, etyczno-moralna, ingerencji w życie, zdrowie i
zalecenia medyczne, którą przekraczać wolno tylko po dyplomie.

Primum non nocere.

Życzę słonecznego i radosnego lipca :)

Pozdrawiam,

Mirab





Mirab

Posted: 3 Lip 2008 20:41:29






nie zrozumiałeś. To powyższe jest dowodem na tezę, że układ odpornościowy
w ogromnej większości przypadków sobie z chorobą radzi bez problemu i bez
antybiotyków. Myślałem, że rozmawiam z inteligentnym człowiekiem, który
się tak oczywistej rzeczy domyśli. Tłumaczenie tego jest po prostu
męczące, sorki.


Tomku, nie złość się, ponieważ ukazałem Ci jedynie, że nie potwierdziłeś
faktów które podałeś. Sam sie zresztą zaraz potem przyznałeś, że
zależności, którymi nasz karmisz, wziąłeś z głowy. I nie sorkuj.

Uspokój sie więc i skończ tą kłótnię o procenty, bo zmyśliłeś i basta.


nie tyle pomyliłem, co zrobiłem błąd zastosowania przenośni tam, gdzie nie
powinienem. Jasne, moja wina, ale fakt że w zdaniu wyżej to Ty zrobiłeś z
kolei błąd.

Procenty nie są oczywiście takie jak podałem, ale zasada jest dalej w mocy.




Niestety, to konieczne, bo trudno o rzetelne źródła wśród ludzi...


no, np można się dowiedzieć, że nie stosuje się w leczeniu metronidazolu.
Wybaczę tylko pod warunkiem sprostowania, że nie stosuje się metronidazolu,
za to stosuje jego pochodne. W przeciwnym wypadku uznam, że podałeś
informację błędną.


Doksycyklina
Cefrtiakson/Cefotaksym

Leczenie w XXI wieku, na jakim prowadzimy chorych. Skutecznie dodam.


A czy Ty umiesz czytać Medline? Nie wykazałeś sie ni razu tą zdolnością bo
cytujesz tylko siebie... a tak nie należy, chyba że zaczyna sie zdanie od
"Moim zdaniem" albo "Ja sądzę".

Tak należy.


hmm, jesteśmy w sieci, dwóch niby anonimowych ludzi - ja co prawda podpisuję
się imieniem i nazwiskiem, ale mogą być równie dobrze zmyślone. Jest
niejako ogólnym założeniem całej dyskusji, że wszystko rozgrywa się w
sferze "być może" i "moim zdaniem".

Jeśli kiedyś będę pisał jakąś solidną pracę o boreliozie, z pewnością będą
odpowiednie cytaty. A na potrzeby "internetowego gadania" po prostu nie
chce mi się przez parę godzin grzebać w MedLine, wolę bazować na tym, co
zapamiętałem gdy poświęciłem te godziny rok temu.


Tomku, Tomku...


1. zespół poboreliozowy daje się leczyć, co więcej - występuje reakcja
Herxheimera


Czy Ty wiesz o co to jest? Bo w podwątku powyżej pisałeś że krętki żyją w
miejscach, gdzie antybiotyki nie penetrują wystarczająca, a teraz piszesz,
że zachodzi masowe zabijanie bakterii dzięki antybiotykom. Czy nie
dostrzegasz sprzeczności? Sam potwierdzasz że pierwsza teza jest błędna.


nie łapiesz. Moja wina, bo nie napisałem dokładnie, w JAKICH WARUNKACH
wystąpi reakcja herxheimera. Otóż ten zespół poboreliozowy leczy się
zestawami np 800 mg doksycykliny DZIENNIE, do tego amoksycyklina - w
podobnych dawkach, do tego DODATKOWO, nie zamiast, metronidazol - w
ilościach np 500 mg, co 3 dzień, czasem co 2 tygodnie.

Są badania które dowodzą, że takie mieszanki powodują wyraźne, trwałe
zmniejszenie objawów zespołu poboreliozowego oraz zmniejszają
seropozytywność.

2. ogromna ilość zdiagnozowanych i "leczonych" przypadków boreliozy tak
naprawdę boreliozą nie była

Dużo też przypadków boreliozy nie rozpoznano i nie leczono mimo że
wystąpiła.


i to też potwierdzają badania, te które cytowałem wcześniej, o przypadkach
seropozytywności wśród klientów odpowiednich klinik.




ja nie mówię o ustąpieniu skutków choroby. Takie coś nigdy nie przejdzie,
obojętnie ile będziemy wylewać na zdewastowane nerwy antybiotyków czy
witamin.

Ja mówię o zlikwidowaniu samej obecności bakterii. To jest akurat bardzo
proste do osiągnięcia. Dosłownie tydzień temu "wyleczyłem" gościa z
silnym łupieżem łojotokowym, który męczył go od kilku lat. Leczenie
zajęło mi dosłownie kilka dni - zdrowe witaminki i uzupełnienie
wypłukanego cocacolą cynku. Facet oczom nie wierzył, zresztą dalej jest w
szoku, opowiada każdemu o cudzie... heh


Człowieku, to się, niestety, nijak ma się do boreliozy.


cóż tu jest niestety albo stety?

Z jednej strony mamy przewlekłą, trwającą latami grzybicę skóry głowy,
której nijak nie dało się wyleczyć.

Z drugiej - przewlekłą, trwającą latami infekcję krętkami, również nijak nie
dającą się wyleczyć.


A może to chociażby że patogen jest zupełnie inny? Może lokalizacja procesu
jest inna?

A nie, przecież to nie istotne...


W pierwszym wypadku potrzebowałem kilku DNI, aby całkowicie zlikwidować
problem. Ile zajęłoby "leczenie" drugiego przypadku - nie mam pojęcia, ale
jak pisałem - jeśli spotkasz kogoś, kto ma przewlekłą borelkę a z jakiś
powodów nie może zażywać antybiotyków, odeślij do mnie. Zobaczysz, potem
porozmawiamy.




Widzisz, na samym początku wytycznych postępowania wielu towarzystw
medycznych jest rozdział poświęcony leczeniu niefarmakologicznemu. A
dlaczego, niestety, o leczeniu naturalnym mówi się niewiele w świecie
medycznym? Dlatego, że osoby, które lansują to leczenie zadowalają się
opowiadaniem o jednym swoich "osiągnięciach" zamiast wziąć sie porządnie
do roboty, przygotować badanie na grupie chorych, zrobić to zgodnie z
zasadami nauki. Wtedy wyniki byłyby niezaprzeczalne i nikt by się nie
zastanawiał. Tak zrobiono z wysiłkiem i dietą w zapobieganiu cukrzycy typu
2, chorobom serca i udarom mózgu. Skoro jedni mogli to dlaczego drudzy nie
mogą...


widzisz, jest tu jeden "mały" problem, problemik w zasadzie. Załóżmy, że
chcę przeprowadzić powtórne badania nad skutecznością tzw terapii Gersona w
leczeniu raka. Poprzednie badania wykazały, że jest 6 krotnie
skuteczniejsza od "oficjalnych" metod. "Problemik" polega na tym, że takie
badania byłyby... nielegalne. Każdy, kto spróbuje takie coś zrobić, trafi
natychmiast do więzienia.

Sytuacja opisana wyżej dotyczy USA, ale u nas też nie jest wesoło. Parę
miesięcy temu jedna nasza klinika próbowała dostać zgodę i kasę na badania
dotyczące wpływu diety niskowęglowodanowej na choroby nowotworowe. Po
kilku "dziwnych" decyzjach wszystko zostało zablokowane. Pisano o tym nawet
na tej grupie.

Bardzo, bardzo chętnie przeprowadzę badania dotyczące np wpływu terapii dr
Budwig na procesy nowotworowe. Problem w tym, że nikt mi nie da pozwolenia
na takie działanie. A nawet jeśli - nikt nie da na to kasy. Kasa z tego co
wiem jest gruba, porządne badania kosztują kilkaset tysięcy US$. Gdyby to
było takie proste, ktoś już sprawdziłby skuteczność kwasu dichlorooctowego.
W testach na myszach leczy on WSZYSTKIE rodzaje nowotworu, podobnie w
testach na hodowlach tkankowych. Wiadomo to już od paru lat. Na
przeprowadzenie badań jakoś się nie zanosi. Dlaczego? Bo kwasu
dichlorooctowego nie da się opatentować. Jego masowe wprowadzenie
oznaczałoby bankructwo baaaardzo wielu osób związanych z medycyną.
Uratowano by miliony ludzi, ale po co - lepiej na nich zarabiać niż
ratować.

I dlatego też nie dostałbym pozwolenia na podjęcie eksperymentalnego
leczenia chorych na przewlekłą boreliozę, u których nie zadziałały
antybiotyki bądź którzy antybiotyków nie mogą przyjmować. Sprzedaż
antybiotyków to zbyt dobry interes, aby ludzie "na górze" mieli w ogóle
dopuścić badania które mogą podważyć zasadność ich podawania.

Aha, cukrzyca typu 2 może być leczona dietą. Nie tylko zapobiega się, ale i
leczy. Przypadków "cudownego" uzdrowienia mamy tysiące. Nawet cukrzyca typu
1 pod wpływem odpowiedniej diety staje się wielokrotnie mniej uciążliwa,
chorzy przyjmują średnio 50% mniej leków.

Nie słyszałem, aby gdzieś głośniej mówiło się o tej diecie (wegańska dieta
wysokobłonnikowa). Za to zaleca się... mleko. To trochę tak, jakby próbować
leczyć raka płuc paleniem papierosów.

A tak przychodzi do mnie pacjent, który mi zaufał, i prosi o pomoc. Mam na
nim eksperymentować? On ma tylko jedno życie i jedno zdrowie. Zalecam mu
takie leczenie, o którym wiem że zostało sprawdzone jako skuteczne. Gdyby
były badania mówiące że inne postepowanie jest skuteczniejsze, albo równie
skuteczne ale lepiej tolerowane, to żaden koncern farmaceutyczny nie
powstrzymałby mnie przed jego zastosowaniem. Obecnie niestety nie mam
wyboru.

błędne koło. Nie stosujesz metod naturalnych, bo badań nie ma. Badań nie ma,
bo nikomu nie opłaca się ich robić. No cóż, zaufaj chociaż w tym, że
wzmocnienie naturalnej odporności nie zaszkodzi. Stosuj to OPRÓCZ
klasycznych środków.

Żeby się z tego błędnego koła wyrwać, wystarczy drobna zmiana prawa -
starczy, aby koncerny zaczęły zarabiać tylko wtedy, gdy pacjent jest
zdrowy, gdy zachoruje - z własnej kieszeni muszą go wyleczyć.

Gwarantuję, że w ciągu paru lat badań znalazłoby się kilka tysięcy, a
średnia życia skoczyła by o co najmniej 10 lat.


Piękne.

Po prostu piękne.




tomek wilicki

Posted: 3 Lip 2008 22:20:21






Doksycyklina
Cefrtiakson/Cefotaksym

Leczenie w XXI wieku, na jakim prowadzimy chorych. Skutecznie dodam.


no niezupełnie skutecznie. Jakby to takie skuteczne było, ludzie
po "klasycznej" terapii nie przechodziliby terapii "nieklasycznej", z
włączeniem pochodnych metronidazolu. I nie pisaliby, że czują się o wiele
lepiej. Tysiące efektów placebo? Możliwe. Ale raczej stawiałbym na to, że
stosowanie metro jest uzasadnione, chociażby z tego powodu, że wykazano
istnienie formy przetrwalnikowej, wykazano jej niewrażliwość na typowe
antybiotyki, wykazano wrażliwość na metro.

Fakt, że metro to syf który może mieć więcej skutków ubocznych niż choroba,
którą się nim leczy, ale przynajmniej kilka razy bym pacjenta
tym "przeleciał", zwłaszcza że pochodne metronidazolu, np tinidazol, są już
znacznie mniej toksyczne dla człowieka.




A może to chociażby że patogen jest zupełnie inny? Może lokalizacja
procesu jest inna?

A nie, przecież to nie istotne...


widzisz, takie dziwne wrażenie odnoszę, że gdyby sytuacja była odwrotna -
opisywał bym wyleczoną w parę tygodni boreliozę, a Ty leczyłbyś kandydozy
wielomiesięcznymi terapiami, utrzymywałbyś, że to grzybicy nie da się tak
wyleczyć.

Dla mnie istotne są raporty ludzi, którzy na "ziółkach" z przewlekłej
boreliozy wyszli w tempie, które dla normalnych antybioli jest poza
zasięgiem.

Nie ma badań, powiadasz? A kto i po co miałby takie badania przeprowadzić?
Kto zarobi na udowodnieniu skuteczności terapii, w której żaden element nie
może być poddany opatentowaniu? Nikt nie zarobi, więc nikt nie da kasy... a
jak jest z dotacjami rządowymi, sam pewnie wiesz.




tomek wilicki

Posted: 3 Lip 2008 22:35:09







Twoje zdroowie i zdrowie innych ludzi jest dla mnie ważne. Dlatego
przestrzegam wszystkich przed popełnieniem takiego samego błędu. W
podejrzanych sytuacjach lepiej posłuchać się człowieka z dyplomem.


ale jakiego błędu? Miałem po każdym kleszczu antybiotyk brać? Dziś sobie tak
o, żeby sprawdzić, przebiegłem 5 km. Zadyszki nawet nie dostałem. Jak
czułbym się po - załóżmy - dwudziestu terapiach antybiolem, bo tyle miałem
co najmniej kleszczy w tym roku?





ja rozumiem, ale serio uważam, że nikt nigdy takiego badania nie zrobił,
bo nie ma za bardzo po co.


Udowodnienie tak rewolucyjnej tezy, tezy która może zapalić czerwone
światło w głowie każdego lekarza? I nie ma po co...


do tej pory uważałem, że każdy lekarz to raczej zdaje sobie sprawę z
zagrożeń, jakie niesie antybiotyk przepisany na infekcję wirusową. No ale
może żyłem w matriksie :D




Tym bardziej ciekawy temat... jeden antybiotyk aktywuje wirusa, drugi nie
wykazuje takiego działania. Sam pokopię w tym temacie bo wydaje mi sie
ciekawy.


mowa o aktywacji wirusa, natomiast istotne będzie chyba ogólne pokopanie na
temat wpływu stosowania antybiotyków na obronę przeciw wirusom.



Nie w Wólce czy Siulce, tylko w stolicy. Metronidazolu nie zaleca się od
kilku lat. Znakomita większość chorych świetnie ma się na doksycyklinie
lub ceftriaksonie.

Już wiem skąd u Ciebie taki awers do antybiotyków, po metronidazolu. Nie
martw się, na szczęście mamy skuteczniejsze preparaty.


jak to jest, że w stolicach innych państw nie mają skuteczniejszych
preparatów :D




Jeżeli będziesz jeszcze na grupie odezwę sie na pewno.


jeśli nie na grupie, to z pewnością będę na forum vegie.pl - w
dziale "zdrowie" można zostawić notatkę.


Stąd życzę Ci na wakacje dużo zdrowia i spokoju ducha. I mam prośbę.
Ponieważ nie jesteś lekarzem, a masz wiedzę i jej używasz, dostrzegaj
zawsze gdzie jest granica. Bo jest taka granica, etyczno-moralna,
ingerencji w życie, zdrowie i zalecenia medyczne, którą przekraczać wolno
tylko po dyplomie.

Primum non nocere.


no cóż, nigdy nikomu nie zalecałem leku sensu stricto - no ok, parę razy
ludziom zalecilem nystatynę o której wiem, że ma zerowe działania uboczne.
Nigdy nikomu nie proponowałem też przerwania aktualnej terapii, chyba że
widziałem, iż jest ona kompletnie niezgodna z aktualnym stanem wiedzy
medycznej - czyli gdy widziałem, że dany lekarz to po prostu jakiś konował,
który dorwał się do pacjenta i wyciska z niego kasę. Zawsze odsyłam ludzi
do specjalistów, chociaż ostatnio mam spore wątpliwości - koleżanka
opisywała przypadek, gdy jej tarczycę badało 9 endokrynologów, po czym
KAŻDY dał inną diagnozę. I któremu wierzyć? A każdy miał być tym
najlepszym, najwspanialszym... ehh

To jest po prostu tak, że gość z nerwicą słucha moich rad, a po tygodniu -
dwóch sam, bez żadnej sugestii, odstawia leki przepisane przez lekarza. Bo
po prostu jest zdrowy.

Tak czy tak, rozmawia się z prawdziwą przyjemnością - po kilku miesiącach
wysłuchiwania narzekań pacjentów że lekarze to nic nie potrafią, po
potwierdzeniu badaniami, że faktycznie nie potrafią zdiagnozować np
zaawansowanego hashimoto (kilku lekarzy zdiagnozowało to jako nerwicę,
dopiero ja "przez internet" zaleciłem właściwe badania), widzę że rozmawiam
z prawdziwym fachowcem który ma faktycznie właściwe podejście do tematu. I
za to dziękuję, życząc jednocześnie udanego wypoczynku.




Tatko

Posted: 5 Lip 2008 07:39:40







1. zespół poboreliozowy daje się leczyć, co więcej - występuje
reakcja Herxheimera


"Bolerka" to ulubiony temat Tomka i zarazem " woda na młyn" dla niego.
To "wszechstronnie" uzdolniony "medyk" i internetowy doradca,
wystarczy zajrzeć do archiwum grupy.





MK

Posted: 6 Lip 2008 09:11:45



Wegetarianini Ekolog. Nie jest lekarzem :P

To dla mnie wystarczy :)






tomek wilicki

Posted: 6 Lip 2008 11:38:46




Wegetarianini Ekolog. Nie jest lekarzem :P

To dla mnie wystarczy :)

dla tej znajomej z zaawansowanym hashimoto (na granicy przełomu
tarczycowego), u której 5 lekarzy zdiagnozowało nerwicę, to też wystarczy.

Dla tej, u której 9 różnych endokrynologów postawiło 9 różnych diagnoz i
dało 9 różnych zaleceń, też spore znaczenie ma fakt "nie bycia lekarzem"

yo




<< . 1 . 2 .
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło